Jak powinno wyglądać moje życie według New Adult?


Jak mogliście wiele razy zauważyć, na moim blogu poruszam sprawy dotyczące New Adult. A jeżeli pierwszy raz wchodzisz na Parzydełka, to właśnie się tego dowiedziałeś. Widzicie, czytam sporo tych wszystkich książek, ostatnio przeszłam przez siedem tomów serii Forbidden Men i zaczęłam się zastanawiać, jak powinno wyglądać moje studenckie życie? I dlaczego tak nie wygląda?

Zacznijmy od tego, że zaprzepaściłam swoje szanse na książkową historię już na wstępie, ponieważ zamiast wybrać się na uniwersytet po drugiej stronie kraju (w moim przypadku byłby to Gdańsk, gdzie najpewniej po tygodniu zimnej morskiej bryzy spakowałabym walizki i wróciła na Śląsk, gdzie powietrze wypada najpierw przegryźć) studiuję w sąsiednim mieście, a na co dzień mieszkam z rodzicami.


Powinnam się przeprowadzić, aby uciec z rodzinnego miasta. I znowu wtopa, bo de facto studiuję w mieście, w którym spędziłam pierwszą połowę swojego życia. Cudowne reuniony ze znajomymi ze szkoły podstawowej też mi się przytrafiają raczej sporadycznie (w NA, gdzie pojawia się motyw powrotu takie spotkania zazwyczaj są spektakularne i odbywają się na każdym kroku, a wiecie jak wyglądał mój ostatni reunion? "O, hej, my chyba chodziłyśmy do jednej klasy w podstawówce, nie? Świat to jest jednak mały! Studiujemy na tej samej uczelni od dwóch lat? Wow, nigdy cię nie widziałam"). Także znowu coś bardzo mi nie wyszło.

A uciekłam (nie uciekłam), bo miałam fatalne życie, gdzie ktoś mnie dręczył, ale zamiast powiedzieć o tym komuś albo poddać się leczeniu, postanowiłam ignorować problem. Znowu nie. Jasne, problemy się zdarzały, ale jakoś każdemu stawiłam czoła, zamiast przysłowiowego chowania głowy w piasek. Zaczynam chyba powoli rozumieć, dlaczego moje życie wygląda jak totalne przeciwieństwo New Adult...

Zamieszkałam z szaloną współlokatorką, która jest ekstrawertyczną duszą, zapędzającą się na liczne imprezy, na które wyciąga również mnie. Ja jednak trzymam się z osobą, która, podobnie jak ja, nie jest wielką fanką klubowania do rana i woli posiedzieć w domu, oglądając seriale z kubełkiem z KFC. Ewentualnie mogłabym mieć przyjaciela geja, który zawsze poprawia mi samopoczucie, ale złożyło się tak, że nie mam takowego kumpla (chyba, że któryś się dobrze kryje). Cóż, życie...


Pierwszego dnia powinnam wpaść (dosłownie) na miłość swojego życia. Nie przypominam sobie, abym wpadła na kogoś przez ostatnie dwa lata studiowania, co uważam za swój osobisty sukces (bo to jednak niesympatyczne taranować ludzi). Zdarzały mi się potknięcia o własne nogi, schody, wystające kafelki w towarzystwie innych osób, ale zawsze z gracją pingwina łapałam równowagę.

Jak już na niego wpadłam, to powinien okazać się znanym na całej uczelni gościem (znanym wszystkim oprócz mnie). Tutaj powinna wtajemniczyć mnie moja ekstrawertyczna przyjaciółka, ale jak już wspomniałam, zadaję się z kimś, kto po dwóch latach dalej myli imiona osób z grupy. W związku z tym nie poznałam Pana Wpadniętego i nie dostałam ostrzeżenia, aby na niego uważać, a przecież w każdym New Adult tak się dzieje, prawda?

Oczywiście moje początki z Panem Wpadniętym powinny być niesympatyczne. Nie lubimy się, dogryzamy sobie, kłócimy się. Paradoksalnie spotykam go na każdym kroku. A moja uczelnia... Cóż, mam znajomych na innych kierunkach, których potrafię nie widzieć przez cały semestr chodzenia po kampusie. Taka magia (mamy nawet jeden budynek, który jest jak Narnia).


Po drodze przytrafią nam się różne szalone perypetie. Wspólne uczenie się do egzaminów, ale ze względu na to, że mamy inny system nauczania niż w USA będzie to niemożliwe. Powinnam się upić, a on mnie przenocować, ale jestem abstynentką, więc znowu fail. Wybierzemy się razem do klubu, ale ja nie lubię klubów, więc zostaję w domu pod kocem. On będzie przechodzić cudowną przemianę, jak poczwarka, która staje się motylem! Jakoś wtedy powinna dorwać mnie moja mroczna przeszłość. Na rzecz posta załóżmy, że to Smokg mnie zaatakował, a Pan Wpadnięty został moim wybawcą.

Wtedy dochodzi do tego, że zaczynamy żyć długo i szczęśliwie. Bo oto ta miłość naprawiła moje puste, nieszczęsne, pełne cierpień związanych z sytuacją geopolityczną pingwinów życie. Teraz będę stąpać po płatkach róż, a wszystko będzie pachnieć waniliowymi świeczkami zapachowymi.

Podsumowując, powinnam szybko narobić sobie jakichś kłopotów, wyjechać do Gdańska, znaleźć szaloną współlokatorkę w akademiku, rzucić się na kogoś pierwszego dnia studiowania, a potem robić różne dziwne rzeczy, pakować się w kłopoty, aż w końcu skończyć w szczęśliwym związku. Brzmi jak plan, tylko ludzie: kto za mnie napisze ten licencjat na mojej faktycznej uczelni?

Komentarze

  1. Hahaha mega się uśmiałam podczas czytania tego postu :D Liczyłam, że będzie to opisane gifami, ale nie :D
    Aczkolwiek masz rację- życie w książkach to nie realne życie, a już na pewno nie jeśli chodzi o NA. Aktualnie czytam "Dziesięć płytkich oddechów"- tam schemat został trochę złamany, bo w sumie bohaterka pracuje w klubie (a nie studiuje), a swojego (prawdopodobnie) przyszłego męża poznaje w pralni. Ale who cares :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam całą serię i to w sumie jedno z ciekawszych NA :) Można zaryzykować stwierdzenie, że jest oryginalne, bo odbiega trochę od tego standardowego schematu.

      Usuń
  2. Hah, bardzo ciekawy i zabawny post;P. Uwielbiam czytać Twoje wpisy, z których aż sączy się ironia i sarkazm;].

    To faktycznie, my to mamy strasznie nudne życie!;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się!
      Co do naszego życia - okropnie nudne :( Ja nie wiem...

      Usuń
  3. Hahahhahaha, a zamiast pisać licencjat, planujesz zamienić życie w NA, hahahahahha :D Nie, no ja się prawie z krzesła przewróciłam przy fragmencie o tym, że to brzmi jak plan :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu są rzeczy ważne i ważniejsze, nie? :P

      Usuń
  4. Biorąc pod uwagę fakt, że czytając ten post, potrafiłam pod każdy punkt podstawić dosłownie każdą książkę NA, jaką przeczytałam w przeciągu kilku ostatnich miesięcy... to takie smutne! xD Ja naprawdę nie rozumiem, jak ludzie mogli wydzielić z tego osobny podgatunek, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest smutne, ale cóż - taka rzeczywistość :P Można jedynie przyjmować to zjawisko z dozą sarkazmu!

      Usuń
  5. Dobre :D Zastanawiam się, jakim cudem książki z gatunku NA mają takie branie, skoro są tak przewidywalne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są odmóżdżające, przynajmniej dla mnie jest to wystarczającym powodem. Gdy mam gorszy dzień, to łatwiej sięgnąć mi po niezbyt ambitne New Adult, niż złożony świat gatunku high fantasy.

      Usuń
  6. Haha ;)
    Bardzo lubię takie wpisy. Faktycznie ten gatunek się rządzi dość specyficznymi prawami :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. O kurde, spisz swoje losy i opublikuj - zbijesz grube hajsy.

      Usuń
    2. O nie, to zbyt osobiste, b-baka!

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza