„Dwór szronu i blasku gwiazd‟ – Sarah J. Maas [recenzja przedpremierowa]


Akcja powieści toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z Dworu skrzydeł i zguby. Historia opowiedziana jest z perspektywy Feyry i Rhysa, którzy wraz z przyjaciółmi zajmują się odbudową Dworu Nocy oraz miasta, które uległo znacznym zniszczeniom podczas wojny. Na szczęście zbliża się czas Przesilenia Zimowego, a z nim wyczekiwane ułaskawienie. 

Jednak mimo świątecznej atmosfery duchy z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Feyra, która będzie obchodziła swoje pierwsze Przesilenie Zimowe, odkrywa, że najbliższe jej osoby są znacznie bardziej poranione, niż można by przypuszczać. A to może mieć znaczący wpływ na przyszłość Dworu i całego ich świata.

Mamy to! Spin-off trylogii, która moim zdaniem miała swoje wzloty i upadki, a jednak zajęła pewne miejsce w moim serduszku i sprawiła, że wieść o kolejnym tomie mnie ucieszyła. Jednocześnie odczułam trochę niepokoju, bo jednak może to oznaczać problemy z pożegnaniem się z serią, a to z kolei może przynieść więcej złego niż dobrego. No i jak to wyszło z Dworem szronu i blasku gwiazd?

Ta krótka (nie oszukujmy się, 300 stron to historia na raz) powieść nie jest faktycznym tomem czwartym, a raczej 3.5. Dowiadujemy się, jak wygląda sytuacja kilka miesięcy po wydarzeniach z zakończenia Dworu skrzydeł i zguby oraz zostają nam zasygnalizowane nowe wątki, które najpewniej zostaną rozwinięte w następnym tomie. Tę część określiłabym raczej mianem krótkiej historyjki, swoistej bajki, która pokazuje, czy bohaterowie faktycznie żyli długo i szczęśliwie.

Dwór szronu i blasku gwiazd to nie historia, którą przepełnia akcja, walki oraz zwroty akcji. To spokojny opis wydarzeń tego, co nastąpiło kilka miesięcy po wielkiej bitwie. Przedstawia, jak potoczyły się losy naszych ulubionych bohaterów, z jakimi problemami muszą się teraz mierzyć oraz pokazują, jak odnajdują się w zupełnie nowych dla siebie sytuacjach. To także świąteczna opowieść, którą przemiło będzie przeczytać z kubkiem kakao przy trzaskającym w kominku ogniu. I pod tym względem Dwór szronu i blasku gwiazd jest książką satysfakcjonującą.

To także opowieść, której nie brakuje fanservice'u. Każdy, kto czytał powieści Maas wie, że nie stroni się ona od scen erotycznych. Chwilami obawiałam się jednak, że myśli Feyry oraz Rhysanda są aż nadto zajęte tymi kwestiami i zamiast tego, wolałabym poczytać więcej o sytuacji między dworami, które połączył lichy sojusz jeszcze w poprzednim tomie. Odnoszę wrażenie, że Maas trochę przesadziła w tej kwestii jak na trzysta stron książki, chwilami zalatując fanfickami.

Generalnie cała opowieść ma nieco cukierkową otoczkę. Nawet jeżeli rozgrywają się jakieś drobne dramaty, to są one nieco zepchnięte na drugi plan i stanowią wstęp do kolejnego tomu. Przez większość czasu czytelnik uśmiecha się, widząc szczęśliwych bohaterów, śmieje się z uszczypliwych komentarzy oraz cieszy, że zaistniała jakaś namiastka spokoju.

Nie mogę się doczekać czwartego tomu, który, jak zostało zasygnalizowane, będzie się skupiać na Neście oraz Kasjanie. Zakładam, że otrzymamy kolejną serię, która tym razem skupi się na innych bohaterach, co mnie cieszy, ponieważ siostry Feyry zasługują na więcej uwagi. I mam nadzieję, że w tychże następujących tomach Feyra oraz Rhysand zejdą nieco na drugi plan.

Podsumowując, historia jest ona urocza i wnosi podstawy do kolejnych tomów. Dwór szronu i blasku gwiazd można śmiało uznać za kolejne wprowadzenie, odcinek świąteczny, a nie podsumowanie dotychczasowych tworów. Nie nazwałabym tej powieści najlepszą ze wszystkich, które dotychczas napisała Maas, ale i tak może stanowić gratkę dla fanów.
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Ja tę serię lubię, ale obawiam się lektury nowelki, ponieważ słyszałam wiele niepochlebnych opinii. Mimo to sięgnę i przekonam się na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam pierwszy tom, w mojej opinii bardzo słaby i nie chce już nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim przypadku nawet nie zachęcam! Nie każdemu ten cykl się podoba, więc rozumiem :)

      Usuń
  3. Nie znam tej serii, ale bardzo chętnie poznam ;) w długie, jesienne wieczory mam większą ochotę i więcej czasu na czytanie cyklów książkowych. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym układzie polecam się zapoznać z tym cyklem Maas, aczkolwiek jeżeli wcześniej nie miałaś do czynienia z autorką, to polecam zacząć od innej jej serii - "Szklanego tronu".

      Usuń
  4. Gdyby właśnie nie to skupienie się autorki na sprawach "intymnych" Feyry i Rhysa cała powieść byłaby idealna ;) Niemniej jednak chyba się skuszę - najwyżej przekartkuję te barwne opisy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też można zrobić! Nic się na tym nie straci :P

      Usuń
  5. Już sam tytuł zachęca bo brzmi bardzo poetycko i wyszukanie :)
    Pierwszy raz słyszę o tej serii książek, oraz samej autorce ale mi taka cukierkowa otoczka w ogóle by nie przeszkadzała, chociaż to zależy też w dużej mierze od gatunku bo na przykład w horrorze by mi średnio pasowała :P

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, poprzednie tomy są mniej cukierkowe :) Ogólnie bardzo polecam autorkę, pisze naprawdę ciekawe książki!

      Usuń
  6. Właśnie czytam tom drugi tej serii, więcej jeszcze troszkę daleko do tego opowiadania :) Ale wiem, że całość serii przeczytam :)
    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super! Mam nadzieję, że wszystkie tomy Ci się spodobają :)

      Usuń
  7. Nie, nie, Trony kocham, ale Dwory... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, rozumiem! Cóż, te serie bez wątpienia się różnią!

      Usuń
  8. przed lekturą słyszałam, że jest dużo seksu, i czytałam, czytałam, czytałam... aż przeczytałam i nie było tam wcale zbyt dużo tych wątków jak dla mnie, a od literatury kobiecej stronię :D ale to może kwestia tego, że uwielbiałam nieliczne chwile bliskości Rhysa i Feyry już w poprzednich częściach :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie tych scen oraz samego myślenia o seksie było za dużo, jak na tak krótką książeczkę. Na więcej stron taka ilość nie byłaby jakoś szokująca i prawdopodobnie nie zwróciłabym uwagi. Ale przy takiej nowelce wydaje mi się, że Maas nieco przesadziła. Niemniej dobrze, że Ciebie to nie razi :)

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza