„The Winner's Kiss‟ – Marie Rutkoski [recenzja]



Rozpoczęła się wojna, jednak mimo to Arin nie potrafi zapomnieć o Kestrel, która zmieniła się w osobę, której już nie poznaje: dziewczynę dbającą tylko o imperium, zamiast o życia niewinnych ludzi. A przynajmniej tak mu się wydaje.

Daleko na północy, w obozie pracy Kestrel jest więźniem. Czy uda jej się uciec zanim zatraci siebie? Wraz z rozwojem wojny, obydwoje odkrywają role, które muszą przyjąć w trakcie bitwy, poznają mroczne sekrety oraz zaznają kruchej nadziei. Świat się zmienił. Wschód mierzy się z Zachodem, a Kestrel i Arin znajdują się pośrodku konfliktu. Czy w takiej grze ktokolwiek może prawdziwie wygrać?
Pierwszy tom wbił mnie w fotel, sprawił, że czułam przemożną potrzebę przeczytania kontynuacji, Zdrady. Jednak ta książka wywołała we mnie mieszane uczucia, gdyż wydawało mi się, że wątek romantyczny stłamsił pozostałe, odbierając książce charakter. Dlatego też z dozą sceptycyzmu podeszłam do trzeciego tomu, wieńczącego Niezwyciężoną. Bądźmy jednak szczerzy: odpuścić sobie ostatni tom? Niewykonalne.

Akcja zostaje podjęta tuż po zakończeniu Zdrady, a więc Kestrel zostaje zesłana na północ, gdzie ma pracować w obozie pracy. Według planu cesarza ma zostać uznana za martwą przez całe społeczeństwo. W tym samym czasie Arin szykuje się do bitwy przeciwko cesarstwu, chcąc wyzwolić swój lud. I to właśnie ten drugi wątek jest dominujący dla całej książki: to, co dzieje się przed bitwą, w jej trakcie oraz po niej.

Początek tomu sprawił, że odzyskałam nadzieję w Rutkoski. Historia, którą przedstawiała była mroczna, okrutna, brutalna i pozbawiała czytelnika nadziei na dobre zakończenie. Nawet jeżeli nie brzmi to, jak coś, co przeciętna osoba chciałaby przeczytać, to autorka nakreśliła ciekawą historię, która wywoływała u czytelnika liczne emocje oraz sprawiała, że od lektury nie dało się oderwać.

Niestety radość z lektury nie trwała wiecznie. Gdy fabuła zaczęła skupiać się na walkach o terytorium, starciach armii, sabotażach oraz zasadzkach, powieść – ku mojemu zaskoczeniu – stała się nudna. Opisy walk, taktyk oraz tego, co obok nigdy mi nie przeszkadzały. Uważałam je za ciekawe, jednak w The Winner's Kiss coś poszło nie tak, sprawiając, że lwia część książki jest zwyczajnie nużąca. Z trudem przechodziłam przez kolejne strony, śledząc, jak ich numeracja powoli rośnie. Z przykrością stwierdzam, że autorka za bardzo rozciągnęła pewne elementy.

Dopiero bliżej końca akcja nabrała tempa, sprawiając, że ponownie wciągnęłam się w historię Kestrel i Arina. Autorka szybciej przeskakiwała między wątkami, nadała im więcej emocjonalności, a to zaowocowało w lepszej historii. Zakończenie było dla mnie satysfakcjonujące (choć nieco za słodkie, ale nie spodziewałam się niczego innego), autorka rozwiązała wszystkie wątki, nie pozostawiając czytelnika z masą pytań. Niestety, i tak, pozostał pewien niesmak po wcześniejszych rozdziałach.

Bohaterowie w tym tomie przeszli pewną rewolucję charakterów. W pewnym stopniu zmieniły się ich zachowania, można było zauważyć rozwój, jak również regres, poszczególnych postaci. I przez regres nie mam na myśli niczego złego, ponieważ – starając się ująć to bez spoilerów – budowało to ciekawszą historię.

Ku mojej radości autorka poświęciła nieco więcej czasu bohaterom drugoplanowym. Może nie pokryła wszystkich w równomiernym stopniu (a szkoda), ale rozumiem, że było to niemożliwe. Niemniej jeżeli mogła się na kimś skupić, tak też zrobiła, nadając głębi wybranym bohaterom.

W tym tomie świat nie został bardziej rozbudowany. Dowiadujemy się nieco więcej o Herrańczykach, jednak Rutkoski zdecydowanie wolała postawić na to, co już wprowadziła w historię wcześniej. Ze względu na to nie dowiadujemy wiele więcej na temat nacji żyjących w jej świecie. Wydaje mi się, że niektóre wątki fabularne, które mogą nudzić, byłyby lepsze, gdyby zastąpić je właśnie rozbudowaniem świata.

Powieść ta nie została, i z tego, co wiem, nie zostanie, wydana w Polsce. A zatem, aby ją przeczytać, należy zaopatrzyć się w oryginalny e-book, napisany w języku angielskim. Niektórzy fani serii mogą się zastanawiać, czy jest to czytelne i łatwe w odbiorze. Styl autorki jest bardzo prosty, nie stosuje trudniejszych struktur gramatycznych, a zatem powieść czyta się szybko i prosto. Trudniejsze może być specjalistyczne słownictwo stosowane w przypadku prowadzonych bitew. Jest ono jednak tak często powtarzane, że jeżeli ktoś poświęci na pierwszych stronach odrobinę czasu na sprawdzenie nieznanych sobie słówek, to dalej nie będzie miał żadnego problemu. Dlatego też spokojnie, fani serii, obawiający się bariery językowej: nie lękajcie się, podołacie!

Podsumowując, nie żałuję, że poświęciłam czas na tę trylogię, jednak przyznam szczerze, że po pierwszym, rewelacyjnym tomie, spodziewałam się czegoś więcej od kontynuacji. Trzeci tom choć był napisany poprawny i wykonany właściwie, to w swojej środkowej części, niestety, mnie znudził. Myślę jednak, że z czasem w mojej pamięci pozostanie więcej pozytywów dotyczących tej serii.

Komentarze

  1. Szkoda, że trzeci tom nie utrzymał tego samego poziomu co poprzednie ale zauważyłam że w trylogiach bardzo często tak się zdarza :(
    Być może sięgnę po tą serię bo jej fabuła skojarzyła mi się trochę z chińską dramą Rookie Agent - tam również główna bohaterka miała przyjaciółkę, która stanęła po 'złej' stronie i stała się okrutna :D

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość często tak jest, chociaż mam wrażenie, że zazwyczaj najgorzej wypada drugi tom. Mam nadzieję, że jeżeli zdecydujesz się na lekturę, to książka Ci się spodoba.

      Usuń
  2. Przeczytałam dwa tomy i do dzisiaj nie wzięłam się za ostatni. Raczej już nie sięgnę, bo emocje opadły dawno i szkoda by mi było czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, skoro emocje opadły, to nie ma sensu czytać. Tym bardziej, że zakończenie powieści można przewidzieć :P

      Usuń
  3. Kurczę, przeczytałam część opisu :/ Zdecydowanie chciałam tego uniknąć i nie wiedzieć nic na temat dalszych losów bohaterów :( Ale może jeszcze zapomnę xD
    W sumie trochę przykro słyszeć, że mimo wszystko dwie pozostałe części nie dorównują pierwszej, która okazała się tak świetna. Mimo wszystko przeszukam biblioteki za tomem drugim :D Trzeciego pewnie nie przeczytam, bo nie przepadam za czytaniem po angielsku. Nie chodzi w sumie o barierę językową, bo radzę sobie z czytaniem po angielsku takich młodzieżówek, ale męczy mnie to na dłuższą metę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj! Kiepsko, ale liczę, że zapomnisz do tego czasu!
      Och, rozumiem. No tak, książki fantasy czytane w oryginale na pewno są nieco bardziej problematyczne, nawet, gdy zna się angielski.

      Usuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej serii, ale chętnie ją poznam, chociaż dla pierwszego tomu. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w trakcie lektury i nie mogę powiedzieć, że nie jest to naprawdę świetna lektura, choć rzeczywiście rozdziały zawierają mnóstwo opisów walki oraz planów starcia z wrogiem, które mogą momentami nużyć. Mam jednak nadzieję, że zakończenie mnie usatysfakcjonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze dwa tomy mam na półce, ale jeszcze ich nie czytałam. Kuszą bardzo, bo tyle dobrego o nich słyszałam, ale brak wydania ostatniej części mocno mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro i tak już je masz na półce, to warto się zmotywować. Z kolei 3 tom można przeczytać w oryginale - język nie jest tak trudny :D Mam nadzieję, że seria Ci się spodoba.

      Usuń
  7. Ostatnio zaczęłam trochę czytać po angielsku. Póki co tylko "Alicja w krainie czarów" i pierwszy rozdział "Zmierzchu", więc z tym nie będzie problemu. Szkoda tylko, że jest e-book. Najpierw i tak będę musiała zdobyć poprzednie części.


    swiatwedlugkasi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że możesz zakupić przez Amazona papierową wersję tej książki, aczkolwiek zapewne wyjdzie to zdecydowanie drożej niż w przypadku e-booka :/

      Usuń
  8. Bałam się czytać opisu, bo jestem dopiero po pierwszym tomie, ale trzeci mam na liście zakupowej. Powoli do przodu i idę w angielskie tytuły, więc akurat bariery językowej się nie obawiam, ale pewnie i tak zejdzie mi wieki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, aby lektura w oryginalnym języku poszła ci sprawnie! :)

      Usuń
  9. Serduszko mi pęka, że nie przeczytam tego, bo no nie lubię angielskiego, męczy mnie on bardzo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :( To szkoda... W tym układzie liczę, że znajdzie się jakiś nieoficjalny przekład na język polski albo kiedyś się przekonasz do czytania po angielsku.

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza