Historia jednego fanfiction

Już za niecały miesiąc na ekrany kin wejdzie nowy film: After. Produkcja ta nie bez kozery wywołuje dużo zamieszania w internecie. Powód was ominął i nie wiecie, o co się rozchodzi? Otóż historia, którą już wkrótce będziemy mogli obejrzeć, oparta jest na fanfiction.

Fanfiction jest zjawiskiem powszechnym, lubianym przez fandomy, tworzonym z ogromnymi chęciami przez ich członków oraz z jeszcze większym entuzjazmem czytanym. Niezadowoleni z rozwiązań autorów lubimy tworzyć własne historie, nieraz barwniejsze, uwzględniające nasze pomysły oraz postacie, ponieważ uniwersum daje nam takie możliwości. A czasami po prostu czujemy potrzebę, aby dopisać kilka niedopowiedzianych scen. Ot, cała filozofia fanfiction – jeżeli masz pomysł, możesz go zrealizować.

Do publikowania swoich treści wykorzystuje się różne strony internetowe, czasami Bloggera, Tumblra, jednak ostatnimi czasy największą popularność na tym polu zdobywa WattPad. I w sumie nic dziwnego, bo przecież wiele osób chce dzielić się stworzoną przez siebie historią, a strona jest do tego nieźle przystosowana (choć miewa pewne potknięcia i braki).

W ogóle kwestia fanfiction nie jest niczym nadzwyczajnym. Jeżeli ktoś chce je pisać, niech pisze, jeżeli ktoś chce je czytać, niech to robi. Wolność słowa i tak dalej. Ba! Uważam, że to dobrze, aby pisać i czytać, bo to rozwija człowieka. Drobny problem pojawia się jednak wtedy, kiedy fanfiction po wprowadzeniu drobnych zmian zostaje wydane w wersji papierowej. Zawsze wywołuje to pewne spory w internecie, czy jest to praca oryginalna czy po prostu wykorzystanie czyichś pomysłów? A jeszcze większa afera tworzy się w momencie, w którym książka ta doczekuje się kilku tomów, a następnie ekranizacji.

Taki szczęśliwy los przytrafił się Annie Todd, która napisała fanfiction dotyczące Harry'ego Stylesa, piosenkarza One Direction. Od początku miała na Wattpadzie grupę fanów, czytających jej kolejne teksty. Byli oni ciekawi dalszych losów prezentowanych bohaterów, kibicowali jej i z każdym kolejnym rozdziałem mnożyli się. Czytelnicy opowiadania chcieli wiedzieć, jak potoczą się losy Harry'ego i wymyślonej przez autorkę Tessy, która, jakby się nad tym zastanowić, wpisywała się nieco w motyw everymana (czy w tym przypadku everywoman).

Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło. Anna Todd podpisała umowę z wydawnictwem, które postanowiło historię wydać w wersji książkowej. Wystarczyło trochę korekty w tekście oraz istotnej zmiany imienia głównego amanta z Harry Styles na Hardin Scott.
Hardin Styles z Harrym Stylesem ma oczywiście kilka wspólnych cech, ale jak podkreśla Todd, są to dwie odrębne sylwetki. To właśnie z tego powodu 25-latka zdecydowała się zrezygnować z nazwiska Styles na rzecz Scott. (źródło)
W ten sposób zrodziło się o wiele lepiej znane czytelniczej publiczności After, które doczekało się niezłej popularności również na polskim rynku wydawniczym za sprawą wydawnictwa Znak. I jakby na to spojrzeć przez pryzmat ogólnych tendencji tego, co teraz popularne oraz łatwe do sprzedania – nic dziwnego. New Adult w klimatach akademickich są na topie od kilku lat i nawet jeżeli są nieco powtarzalne, to mają w sobie coś przyjemnego i odmóżdżającego.

Dlatego też niemal 4 lata temu przeczytałam pierwszy tom serii, bez świadomości, że powieść ta dotyczy kogoś należącego do One Direction. Szukałam czegoś lekkiego, zachowanego w klimatach New Adult i to tez znalazłam. I cóż mogę powiedzieć? Nie sięgnęłam po następne części. Już wtedy książka nie spodobała mi się ze względu na swoją przewidywalność, stereotypowość, powtarzalność oraz (co najważniejsze) za prezentowanie niezdrowej relacji romantycznej. A to, jak może już wiecie, w New Adult działa na mnie jak płachta na byka.

Zacznijmy od wyłożenia sprawy jasno: relacja między bohaterami przedstawiona w tej książce jest toksyczna. Opiera się na dwóch skrajnych emocjach, tzn. w jednej chwili bohaterowie się nienawidzą, kłócą, a już w następnej do siebie dobierają w przypływie pożądania. I, moi drodzy, tak przez sześćset stron, aby na koniec okazało się, że /spoiler/ relacja zaczęła się w imię zakładu, że główna bohaterka (prędzej czy później) będzie uprawiać seks z Hardinem /spoiler/.

Czytając tę książkę, chwytałam się za głowę, ponieważ zachowania między bohaterami nie były w pełni normalne. Co gorsza z tego, co wiem, podobno w następnych częściach nie jest wcale lepiej. Hardin przez cały czas zachowuje się w taki sposób, że konieczna jest w jego przypadku wizyta u psychologa. I nie, nikt mi nie wmówi, że ta relacja jest dobra, ponieważ nawet autorka potwierdza, że nie jest to zdrowy związek. Anna Todd uznaje jednak, że jest to element rozrywki. Ja jestem odmiennego zdania, ponieważ uważam, że takie wątki mogą być szkodliwe w skutkach, o czym już zresztą kiedyś pisałam. I jeżeli kogoś to interesuje, linkuję poniżej.

Jednak tym razem, abstrahując od tej toksyczności czy stylu pisania, skupmy się  na tym, jak Hardin został przedstawiony w pierwszym tomie serii. Pokazano go, jako osobę niezrównoważoną, bawiącą się ludzkimi uczuciami, nie do końca zdolną do tworzenia zdrowych relacji z innymi ludźmi. W ten sposób staje się on niebezpieczny nie tylko dla otoczenia, ale również dla siebie. I w przypadku każdej innej książki byłby to po prostu „beznadziejny przypadek‟, który czytelnicy omawiają w aspektach „czy można go lubić?‟, „czy należy go potępiać?‟.

Ale After nie jest każdą inną książką.

Bo wraz z rosnącą popularnością tej powieści, wraz z promowaniem powstania ekranizacji, pojawiły się głosy, przypominające o genezie tej historii. Wszystko zaczęło się od fanfiction na temat Harry'ego Stylesa.

Przełóżmy więc kreację Hardina na Harry'ego Stylesa – człowieka z krwi i kości, którego nie znam, nigdy nie poznam i jakoś szczególnie mi na tym nie zależy. Jeżeli jednak ktoś po przeczytaniu After mógłby podświadomie przełożyć negatywne cechy Hardina na Harry'ego, jest to krzywdzące. Pewnemu piosenkarzowi przypisano cechy dysfunkcyjne oraz naprawdę okrutne zachowania. To może w niego uderzyć. I to na różnych poziomach: zarówno osobistym, jak i wizerunkowym.

I wiem, co teraz sobie myślicie „każdy, kto ma rozum, potrafi rozróżnić postać książkową od żywego człowieka‟. Świadomie tak, jednak pewne cechy przypisujemy wizerunkowi ludzi, grup społecznych i instytucji mimochodem. Możemy nawet nie wiedzieć, skąd mamy takie wyobrażenie o danej osobie, ale w zetknięciu z odpowiednią narracją, nasz sposób myślenia zostaje zmodyfikowany.

A jak ta narracja wygląda? Zarówno seria książkowa, jak i film kinowy okraszone są hasłem: Harry Styles fanfiction.

W pierwszej chwili pomyślałam, że wina za cały ten bałagan leży wyłącznie po stronie autorki. Jej książka? Jej wina! W końcu sprawa nakłania do rozważań, jak (zaryzykujmy trudnym słowem) moralne jest publikowanie fanfiction w wersji papierowej i zarabianie na tym. Dotychczas mówiło się głównie o tym w kontekście powielania pewnych elementów z innych książek. Ale tutaj? Anna Todd weszła na wyższy poziom, bo postanowiła wstawić do swojej książki prawdziwego, dobrze znanego kulturze masowej człowieka. I jest w tym coś niepokojącego, nie sądzicie? W końcu tak być nie powinno, ponieważ autorka zapewne nawet nie znała Stylesa w momencie pisania tej historii. Zatem publikowanie historii „o nim‟ jest kłopotliwe i budzi pewną niechęć.

Potem jednak doszłam do wniosku, że wina nie leży tylko po jej stronie. Czytałam opinie jej obrońców i muszę przyznać, że niektóre argumenty mają sens. Autorka zainspirowała się wyglądem piosenkarza, w wersji na WattPadzie pokazywała jego zdjęcia, przywłaszczyła imię i nazwisko, ale oprócz tego... Tak właściwie stworzyła inną postać. Dysfunkcyjną, która może bardzo negatywnie wpłynąć na postrzeganie Harry'ego Stylesa, ale z momentem publikacji książki postanowiła się od tego odciąć (nawet jeżeli złośliwie mówi się, że wielkiej zamiany w imionach nie ma).

I tak naprawdę sprawa przez długi czas była bardzo cicha. Cztery lata temu nie miałam pojęcia, że After pierwotnie było fanfiction. Ba! Jestem prawie pewna, że odkryłam to dopiero w zeszłym roku! I bardzo dużo osób tego nie wiedziało. Aż do czasu, gdy media nakręciły sprawę, budując narrację wokół książek oraz filmu, mówiącą, że powstały one na bazie fanfiction. Obecnie do tytułu przypisuje się notorycznie skojarzenia związane z piosenkarzem. Niektórzy nawet bez lektury tej książki wiedzą, kogo ona pierwotnie dotyczyła.
Większość komunikatów prasowych nie zagłębia się w sprawę, tylko stawia znak równości między fanfiction Anny Todd a tym, co niebawem wchodzi do kin i w ten sposób zaognia niepewną sytuację. W ten sposób autorka musi się tłumaczyć, jeszcze częściej poruszać ten temat, media komentują i spirala się nakręca.

No dobrze, mamy więc omówione dwie strony: media, które wyciągają genezę historii i autorkę, która chce się od niej odciąć. Ale pozostała jeszcze trzecia osoba.

Bardzo chciałabym wiedzieć, co na ten temat sądzi Harry Styles, jednak dotychczas oficjalnie się nie wypowiedział. A to ani trochę mnie nie dziwi. Gdyby zechciał o tym mówić, najprawdopodobniej tylko zaostrzyłby sytuację. Problem mógłby eskalować, ponieważ wypowiadając się na ten temat, jeszcze bardziej przyciągnąłby uwagę do powiązania między sobą a After. I tu dochodzimy do błędnego koła.

Po namyśle stwierdzam, że sprawa After jest bardziej skomplikowana niż pierwotnie mi się wydawało. Ma w sobie wiele „ale‟ oraz stosunkowo racjonalnych argumentów obu stron i to abstrahując od tego, co książka reprezentuje sobą jako książka sama w sobie. Powieść doprowadza do zastanawiania się nad tym, jak poprawne jest to, co zrobiła Anna Todd. Czy słusznie? Czy wpływa to na postrzeganie Harry'ego Stylesa przez czytelników książki? Czy powinna na tym zarabiać? Czy powinniśmy to ekranizować? Czy powinniśmy się odciąć od mówienia o powiązaniach z wokalistą One Direction? Czy może właśnie należy tę genezę wyciągać przy każdej okazji?

Dochodzę do wniosku, że skoro narracja łącząca After z Harrym Stylesem jest wszechobecna, to nie ma sensu jej zaprzeczać, unikać albo negować. To byłoby jak walka z wiatrakami. Nie wyplenimy jej, nie uwolnimy się od niej i trzeba to zaakceptować. Warto mieć świadomość, skąd się wzięła ta książka, aby ruszyć głową i zastanowić się nad wcześniej wspomnianymi pytaniami.

Co zatem zrobić? Podejść do powieści z rozsądkiem. I nawet jeżeli ja uważam, że ta książka jest zła na wielu poziomach, to niech każdy czyta, co zechce. Cieszyłabym się jednak, gdyby osoby sięgające po tę powieść, poświęciły chwilę na refleksję, że pierwotnie nie było fanfiction innej książki (sytuacja Zmierzchu i 50 twarzy Graya), tylko prawdziwego człowieka. Prawdziwego człowieka, który najprawdopodobniej z Hardinem niewiele ma wspólnego. Czytajmy, ale róbmy to ze świadomością, unikając powierzchownych założeń na temat każdej ze stron zaangażowanych w ten swoisty konflikt.

Dajcie znać w komentarzach, co wy sądzicie na temat całej tej sprawy, chętnie poznam wasze opinie!

Nie bądź ukwiał, polajkuj Kulturalną Meduzę na Facebooku!

Komentarze

  1. Do tej pory myślałam, że gdy fanfiction jest powiązane z cudzym uniwersum, to lepiej niech zostanie w sferze fanfiction i nie staje się papierową książką. Z kolei takie jak "After", gdy jest o realnej postaci, to czemu nie? Ktoś kogoś zainspirował do tworzenia, nie tworzymy czegoś nowego w cudzej pracy, więc spoko. Wiedziałam, że Hardin to Harry i że nie zachowuje się normalnie, ale nie skojarzyłam faktu, że może to wpływać źle na wizurek piosenkarza. Więc chyba lepiej, aby ostrożnie inspirować się cudzym wizerunkiem czy twórczością i starać się samemu tworzyć postaci. Wbrew pozorom fanfiction jest ciężko stworzyć, aby odpowiednio odtworzyć świat i bohaterów czy, jak w tym przypadku, nie zaszkodzić komuś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam świadomość, że ogólnie autorzy inspirują się różnymi ludźmi, których spotykali w swoim życiu, to naturalne. Przekładają niektóre dialogi, wydarzenia czy cechy charakteru bez zagłębiania się w szczegóły. Jednak kiedy mówimy o osobie tak dobrze znanej, potrzeba pewnej ostrożności, jak sama to napisałaś. Tym bardziej, kiedy wprost zostało na początku powiedziane, o kogo chodzi.

      Usuń
  2. Zacznę od twitta Anny Todd: "I've never read a story where the relationship is healthy". Przepraszam bardzo, to co ona czyta?! Może powinniśmy zrobić zbiórkę na wymianę jej książek w biblioteczce?
    A co do całej sprawy moje zdanie znasz i się nie zmieniło. Rozumiem, że pisarze inspirują się postaciami, czy to ze swojego otoczenia, czy z szeroko rozumianej popkultury, ale skoro przy tym zmieniają ich cechy, to równie dobrze mogliby i imiona. Todd zrobiła głupi błąd, którego konsekwencji nie mogła przewidzieć, ale moim zdaniem jest on katastrofalny w skutkach. Nie chciałabym, żeby ktoś stworzył na mojej podstawie opowiadanie (jasne, szansy na to praktycznie nie ma, ale to inna sprawa), które przedstawiałoby mnie w podobny sposób, a ja miałabym związane ręce, bo jakkolwiek bym zareagowała, to przyniosłoby tylko szkodę.
    Ps. Jestem zachwycona tekstem i naprawdę się cieszę, że mogłam go przeczytać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadźmy taką kampanię społeczną - książki dla Todd :P
      W stu procentach się z Tobą zgadzam - autorka nie mogła w pełni przewidzieć, jak się ta sprawa potoczy, ale może dla przyszłych twórców będzie to jakaś przestroga, aby postępować z większą uwagą i ostrożnością.

      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  3. Hmm... No powiem, że jest to dość kontrowersyjny temat. Fanfiction samo w sobie nie jest złe, ale faktycznie, biedny Harry może się czuć niekomfortowo, kiedy ktoś wykorzystał jego wizerunek i przypisał mu cechy, których założę się, że nie posiada.

    To już lepiej opisać bohatera dokładnie jak się prezentuje (bo wychodzę z założenia, że w głównej mierze ważny dla autorki był właśnie wygląd) i stworzyć mu nową tożsamość czy tam osobowość. Zostawić spokoju oryginalne imię i nazwisko, bo właśnie może to wzbudzać pewien niepokój wśród fanów autentycznego Harry'ego a tego fikcyjnego :P., a wstawić nowe jakieś zmyślone. To już lepsza taktyka, przynajmniej ja ją stosowałam jak byłam młodsza i pisałam fanfika o Legolasie :D.

    Ja tam się nie znam, ale w sumie propsy dla Stylesa, że ma na to wy*ebane :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam, że gdy Todd pisała tego fanfiction, chodziło jej właśnie o pokazanie, że to Harry Styles jest na studiach, że fanki mogą poczytać o tym, jak się spotyka z jakąś dziewczyną, w swoich marzeniach zobaczyć, że to one itd. A że pisząc to, nie spodziewała się, jakiej popularności doczekają się książki, to... wyszło jak wyszło.
      Niemniej wydaje mi się, że twój sposób byłby zdecydowanie bardziej trafiony.

      Usuń
  4. czyli tylko ja wiedziałam, ze After to fanfik w momencie w którym wyszedł?
    ps. Członek 1D, którego to dotyczy już się a ten temat wypowiadał, w momencie w którym książka wyszła oraz później. W internecie zresztą krążą dwie informacje, pierwsza: After jest wydana za jego zgodą, druga: jest negatywnie nastawiony do After i się od tego odciął. Nie zagłębiałam się w to za bardzo, ale jak ktoś chce na pewno się doszuka jego wypowiedzi na ten temat w necie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko ty, bez wątpienia było trochę osób, które miały tę świadomość, ale jeszcze wtedy ta informacja nie była aż tak powszechnie nagłaśniania, nie pojawiała się w mediach, w licznych recenzjach.

      Naprawdę? Jak szukałam informacji na ten temat (bo naprawdę mnie to zaciekawiło), to na dość, że nie znalazłam informacji z jego wypowiedzią, to właśnie odnajdywałam komunikaty, że się nie wypowiedział i im zawierzyłam. Bardziej widywałam tweety i komentarze od fanów piosenkarza.
      Ale może faktycznie one istnieją i jakoś przemknęły bardziej niezauważenie. Dzięki za informację!

      Usuń
  5. Kupiłam kiedyś "After", ale sprzedałam, jak tylko dowiedziałam się, że to ff I TO ONE DIRECTION.
    Mam mocne nerwy, ale chyba nie aż tak xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że sobie odpuściłaś lekturę tego potworka! Lepiej dla Ciebie!

      Usuń
  6. Słyszałam już o tej książce, ale zupełnie nie wiedziałam, że to fanfick i że w ogóle do kin trafia wkrótce film na jego podstawie, chyba za mało siedzę w popkulturze. :P Kontrowersyjnie przyznam, że teraz mam większą ochotę na sięgnięcie po tę książkę niż kiedykolwiek wcześniej (co pewnie i tak nigdy nie nastąpi, za dużo książek za mało czasu), żeby się samemu przekonać jak bardzo jest to gorszące w stosunku do Stylesa. ;)
    Tak sobie myślę (po przeczytaniu powyższych komentarzy), że nawet jeśli pierwowzór zaakceptował fakt powstania tego dzieła (w sumie co innego mógł zrobić), to pewnie zupełnie nie spodziewał się, że to zajdzie aż tak daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo wchodząc teraz na facebooka pierwszą rzeczą, która mi się wyświetla jest zwiastun filmu After (co prawda znajomy skomentował, jednak mimo wszystko)!

      Usuń
    2. Jak pisałam w tekście, nie będę odwodzić od myśli czytania, ale chciałabym żebyś wiedziała, że abstrahując od tego powiązania ze Stylesem to jest... kiepska książka. Aczkolwiek jasne, najlepiej przekonać się na własnej skórze.

      Hahaha, tak to się czasem zdarza - jak o czymś usłyszy, to potem nagle zaczynamy to zauważać. A czasami winne są cookies.

      Usuń
  7. Najbardziej meta byłoby, gdyby ku zaskoczeniu wszystkich twórcy ogłosili, że Harry Styles zagrał głównego bohatera ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się, że Harry Styles na pytanie, co najgorszego przeczytał o sobie w Internecie, odpowiedział kiedyś, że był to jakiś fanfik, w którym był głównym bohaterem. I to - przynajmniej dla mnie - starczy jako jego komentarz do sprawy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza