„Trinkets‟ – Kirsten Smith [recenzja]

Spotkania grupy anonimowych kleptomanów to nie miejsce dla porządnych nastolatek. A jednak tam właśnie trafiają dwie dziewczyny, którym niczego w życiu nie powinno brakować. Tabitha Foster ma wszystko, czego można pragnąć: pieniędzy jak lodu, tłum przyjaciół, popularność, najprzystojniejszego chłopaka w szkole... Brakuje jej tylko dreszczyka emocji. Tego samego, od którego jest uzależniona Elodie Shaw, cicha i nierzucająca się w oczy dziewczyna. Za to obecność Moe w takim miejscu nie powinna dziwić – wszyscy wiedzą, że to zadymiara, trzymająca się z najgorszymi szkolnymi szumowinami.

Tabitha, Elodie i Moe: królowa szkoły, dziewczyna-cień i twardzielka – takiego trio nikt nie potrafiłby sobie wyobrazić razem. A jednak rzucone przez Tabithę wyzwanie sprawia, że zaczyna je łączyć dziwna nić porozumienia. Od porównywania skradzionych fantów tylko krok do rozmów o wszystkim... Czy także o powodach, dla których zaczęły szukać tego rodzaju mocnych wrażeń?

Na Trinkets czekałam z niecierpliwością, nie tylko dlatego, że fabuła wydawała mi się ciekawa, ale również ze względu na chęć zapoznania się z serialem produkcji Netflixa (wolę najpierw przeczytać, potem obejrzeć). Nic więc dziwnego, że kiedy Trinkets wpadło mi w ręce, od razu zabrałam się za lekturę.

Główne bohaterki pochodzą z zupełnie różnych światów: ta nowa, ta popularna, ta outsiderka. A jednak łączy je wspólna cecha – kleptomania. I to właśnie przez kłopoty z nią związane, zbliżają się do siebie, aby wspólnymi siłami radzić sobie z różnymi problemami, z którymi mierzą się przeciętne nastolatki. Oraz wspomnianą kleptomanią oczywiście, której raczej nie można określić mianem „problemu przeciętnego nastolatka‟.

Moim zdaniem sam pomysł na osadzenie historii wokół kradzieży jest oryginalny i całkiem ciekawy. Dotychczas nie spotkałam się z poruszaniem wątków kleptomanii w książkach młodzieżowych. Powstało za to wiele powieści, w których nastolatki radzą sobie z problemami przez alkohol czy narkotyki. W tym przypadku jest to inny destrukcyjny element: mniejsze i większe kradzieże. Warto jednak pamiętać, że stanowi on zaledwie tło dla innych wydarzeń typowych dla teen dramy, a nie dogłębną analizę prawdziwego problemu.

Fabuła prowadzona jest w taki sposób, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Pozwala się zrelaksować, a w jednym momencie nawet zaskoczyć. Nie powiedziałabym jednak, że historia jest pełna zwrotów akcji i wbijających w siedzenie wydarzeń, ot Trinkets to po prostu sympatyczna, choć dość przeciętna historia.

I na tym mogłabym skończyć, gdyby nie pewien wyjątkowy aspekt. Najbardziej specyficzną rzeczą w tej książce jest sposób prowadzenia narracji. Historię poznajemy z perspektywy każdej z dziewczyn, jednak tradycyjny zapis charakteryzuje tylko Tabithę. Spostrzeżeń Moe doświadczamy za sprawą jej wpisów z dziennika, z kolei Eloide dzięki jej... białym wierszom. Na początku było to dla mnie chaotyczne oraz nieczytelne, jednak ostatecznie doszłam do wniosku, że dość mocno wpływa na obrazowanie charakteru danej postaci. Po przyzwyczajeniu się do takiego sposobu prowadzenia narracji, przestał mi on przeszkadzać.

Nie uważam jednak, aby zastosowanie takiego rozwiązania było dobrym pomysłem. Szczególnie w przypadku Elodie, gdzie wiersze nie charakteryzują się żadnymi głębokimi metaforami. Właściwie poza faktem, że w pewnym momencie bohaterka przyznaje, że lubi je pisać, nie widać żadnych podstaw dla wybrania takiego sposobu zapisu treści. Co więcej wiersze sprawiają, że perspektywa Elodie jest okrojona, przez co poznajemy ją najsłabiej. A to ostatecznie prowadzi do tego, że wypada najsłabiej na tle swoich przyjaciółek.

Analogicznie: najwięcej dowiadujemy się o Tabicie, która bardzo szybko zyskała miano mojej ulubienicy. Jej perspektywa jest najbardziej typowa dla zapisu książkowego, a zatem również najszersza W przypadku Moe poznajemy głównie szalony ciąg jej myśli, który skrótowo opisuje nam, co się wydarzyło. Niestety ze względu na to Elodie i Moe trochę tracą, a szkoda, bo na tyle, na ile zostały przedstawione, wydawały się być naprawdę w porządku.

I nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko oryginalnym sposobom narracji, o ile sprawdzają się one w danym utworze literackim. Tutaj mam wrażenie, że wybór zapisu niestety w niektórych momentach mocno nie wypalił.

Podsumowując, Trinkets to całkiem przyjemna książka do poczytania latem, jednak nie wymagajcie od niej niczego nadzwyczajnego. To sympatyczny przeciętniak na jeden wieczór o całkiem ciekawym pomyśle, choć z kilkoma mniejszymi i większymi potknięciami.

Komentarze

  1. Też wolę kolejność: najpierw książka, potem film ;). Słyszałam już o tej powieści, ale mnie nie kusi, nie lubię bowiem literatury dla nastolatek. A i widzę, że to dość przeciętna książka, więc niewiele stracę, jeśli jej nie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym układzie faktycznie, nie jest to powieść dla Ciebie :)

      Usuń
  2. Pomysł mi się podoba i być może sięgnę po nią, gdy będę potrzebowała czegoś mega lekkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj przyszła mi ta książka od wydawnictwa i jestem jej bardzo ciekawa, oczywiście najpierw książka, a potem serial ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najgorzej jak obejrzysz film w połowie czytania książki! Kusi mnie ten serial, ale nie moge sie przekonać, czy to moje klimaty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć po jeden odcinek i się przekonać. Są niedługie i jest ich mało, więc wiele czasu nie stracisz nawet, jeżeli nie przypadnie Ci do gustu.

      Usuń
  5. Oglądałam serial i całkiem mi się podobał, chociaż oceniłabym go podobnie jak ty książkę, czyli jako "średniak na jeden wieczór", przyjemny do obejrzenia w leniwe popołudnie, ale nic poza tym. Książki nie mam raczej w planach, tym bardziej, że niezbyt podoba mi się pomysł na taką konstrukcję powieści, z takimi rodzajami narracji. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kilku odcinkach, które widziałam też mi się wydaje, że to taki średniak. Ale cóż! Nie wszystko może być zawsze niesamowite :D

      Usuń
  6. Głośno jest o tym tytule, byłam ciekawa opinii na temat książki. Chyba na razie podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Serial oglądałam, a nie wiedziałam że jest też książka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza