„Nocturna‟ – Maya Motayne [recenzja]

nocturna maya motayne recenzja
Książę Alfie interesuje się zakazaną magią. Często bierze udział w nielegalnych rozgrywkach, by móc korzystać z najpotężniejszych zaklęć. Finn, nastoletnia złodziejka, z równą swobodą porusza się po najbiedniejszej dzielnicy San Cristóbal, jak pomiędzy rezydencjami bogaczy. Magia, którą włada, pozwala jej bowiem dowolnie zmieniać swój wygląd.

Ich losy zostają skrzyżowane, kiedy Finn włamuje się do pałacu królewskiego, z kolei Alfie próbując uratować przyjaciela, wypuszcza do świata potężną pierwotną magię, która zamierza doprowadzić do triumfu zła.

Długo. Tę książkę czytałam naprawdę długo. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz musiałam poświęcić tyle czasu, aby dobrnąć do końca jakiejś historii. Nie pomagała perspektywa, że wszyscy wokół zdawali się być zadowoleni z Nocturny. Ja z kolei dopiero po 250 stronach (czyli minimalnie za połową) jakoś wkręciłam się w opowieść Motayne. A wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Sama nie jestem pewna, co dokładnie stanowiło problem.

Motayne stworzyła zupełnie nowy świat, w którym akcja rozgrywa się Kastalanii, krainie (zapewne) luźno inspirowanej Kastylią. To tutaj niektórzy ludzie mogą posługiwać się mocą zwaną propio. I przyznaję, że motyw stosowanej tam magii, elementy dotyczące bóstw oraz legend są ciekawe, ale zarazem czułam pewnego rodzaju niedosyt. Brakowało mi dokładniejszego wyjaśnienia funkcjonowania całego systemu już na samym początku książki. Chciałam dowiedzieć się nieco więcej o mitologii, nauce posługiwania się czarami i przez to, że autorka nie wprowadziła tych wyjaśnień, na początku byłam nieco zagubiona.

Żałowałam również, że autorka nie zdecydowała się na dodanie słowniczka, który tłumaczyłby, co oznaczają poszczególne zaklęcia. Jasne, można się tego domyślić z kontekstu, aczkolwiek dla mnie byłoby to miłe udoskonalenie tej serii. Nie będę jednak twierdzić, że jest to wielki brak, który zaważył na mojej ocenie – ot, wyrażam żal, że nie postawiono na takie rozwiązanie.

W każdym razie – Kastalanię spotkała tragedia. Następca tronu, Dez, został zamordowany, a pogrążony w rozpaczy jego młodszy brat, Alfie, za wszelką cenę próbuje go przywrócić do życia. W tym samym czasie do pałacu królewskiego włamuje się złodziejka, która potrafi zmieniać twarze. I niestety przez splot wydarzeń Alfie uwalnia mroczną moc należącą do uwięzionego na ziemi boga, Sombry. Jak można się zatem domyślić, bohaterowie łączą siły, aby uratować świat od zniszczenia. Oczywiście nie jest to zadanie łatwe, ponieważ na domiar złego przeszłość Finn daje się we znaki.

I w sumie powinna to być historia, która wciąga od samego początku, prawda? A jednak w moim przypadku przez pierwsze dwieście pięćdziesiąt stron była to męka. Strasznie się nudziłam, nie potrafiłam wciągnąć się w losy bohaterów i chciałam, aby ta powieść już się skończyła. Dopiero za połową książki znalazło się we mnie zainteresowanie historią, która przybrała mroczniejszy obrót, jednak mimo to nie mogę powiedzieć, bym była usatysfakcjonowana lekturą. Kolejne strony przerzucałam ze znużeniem, a zastosowane przez autorkę rozwiązania nie były dla mnie zaskoczeniem. Zarazem Motayne pozostawia czytelnika z pytaniami, na które bardzo chciałabym poznać odpowiedzi...

To nie jedyny paradoks w moim przypadku. Również do bohaterów nie jestem przekonana, choć zostali dobrze skonstruowani. Widać to szczególnie w przypadku Finn, u której zadbano o ciekawą przeszłość, wewnętrzne konflikty, charakterystyczny styl mówienia oraz buńczuczną naturę. Jestem pod wrażeniem szczegółów, które ujęła Motayne. Mimo to nie polubiłam Finn nawet minimalnie. Właściwie nie odczułam przywiązania do żadnego z głównych bohaterów. Alfie może i ma przemyślaną konstrukcję, ale wychodzi miałko. Trochę charakteru do Nocturny wnosi Luka, ale jego z kolei było za mało, bym mogła odczuć sympatię (choć zakładam, że jeżeli zdecyduję się na lekturę kolejnych tomów, to właśnie on zostanie moim ulubieńcem).

Za to wszystko winię styl (w końcu coś trzeba). Z jednej strony jest on jak najbardziej poprawny. Z drugiej nie mogę go nazwać przyjemnym. Moim zdaniem sposób pisania Motayne jest nieco karkołomny, niezbyt działający na wyobraźnię (choć znajdzie się kilka naprawdę dobrych momentów). Obawiam się, że to właśnie on, problem z wgryzieniem się w prowadzoną przez nią narrację, stanowi główny problem w moim odbiorze Nocturny.

Ogólnie rzecz ujmując, nie mogę powiedzieć, że to jest zła książka. Motayne wymyśliła nowy świat, nowy system magii; opracowała nieco przewidywalną, ale nie najgorszą historię; dobrze skonstruowała bohaterów oraz pisze poprawnie (choć trochę nieprzystępnie). Nocturna nie jest kiepską powieścią, jednak w moim przypadku coś mocno nie zagrało. Nudziłam się w trakcie lektury, choć fantastyka to mój gatunek, nie polubiłam bohaterów, a styl mnie nie kupił. Jestem przekonana, że książka znajdzie swoich fanów, jednak ja się do nich nie zaliczam.
nocturna maya motayne okładka
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Nie poddałaś się i czytałaś dalej :) Niektóre książki mają wstęp, który trwa i trwa. Ja np. po około 60-70 stronach Harrego Pottera cisnęłam książkę w kąt i nie męczyłam się dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj też wyznaję zasadę, że jeżeli książka mnie nie porwie do 100 strony, to porzucam. Ale czasami trzeba się przemóc.

      Usuń
  2. Mam podobne odczucia wobec tej powieści, więc nie jesteś jedyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, czy spodobałaby mi się? Lubię fantasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować można, ale moim zdaniem są lepsze książki z tego gatunku.

      Usuń
  4. Ja mimo wszystko jestem zainteresowana. Uwielbiam ten gatunek, a zwłaszcza jeśli świat od początku został wymyślony przez autorkę.

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym układzie mam nadzieję, że Ci się spodoba!

      Usuń
  5. Według mnie może być, ale faktycznie szału nie było podczas czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli lepiej przeznaczyć czas na spotkanie z inną książką, jest tyle propozycji satysfakcjonujących przygód czytelniczych. :)

      Usuń
    2. Thieving Books - a miałam naprawdę wysokie oczekiwania!

      Usuń
    3. Izabela Pycio - tak, moim zdaniem lepiej poświęcić czas na coś innego.

      Usuń
  6. Szkoda, że książka okazała się być nudna. Ja z książkami o magii miałam ostatni raz styczność, kiedy lata temu czytałam mojego ukochanego Harry'ego Pottera, ale ta seria była świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, "Harry Potter" to cudowna seria i ją zawsze miło będę wspominać :D

      Usuń
  7. Szału nie było. Też tak sądzę, momentami się nudziłam, dla mnie głównym problemem była straszna stereotypowość. Mnie wciągnęło od momentu więzienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Mnie też dopiero ta książka ruszyła od tego momentu. Aczkolwiek powinna zdecydowanie szybciej, bo to było dopiero w połowie... :/

      Usuń
  8. Właśnie jestem po lekturze książki, z którą nie potrafiłam się do końca zgrać, w zasadzie miałam jej do zarzucenia jedną rzecz, reszta była w porządku, ale i tak ta jedna rzecz nieco odpychała mnie od przeżywania przygody czytelniczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja czasami mam takie dni, że nie leży mi żadna książka i żaden serial i wszystko wydaje się takie meh! Chyba w lutym tak miałam, że nie ważne za co bym się wzięła, to coś mi nie pasowało, mimo, iż były to rzeczy, które ja tak de facto lubię. Ja w ogólę nie lubię siedzieć za długo w jakimś uniwersum i teraz w sumie nie wiem czy dawać tej książce szansę, chyba spasuje, bo na takich "hitach" to ja się ostatnio parę razy zawiodłam mocno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten stan :/
      Moim zdaniem to jest przeciętna książka, ale widziałam wiele zachwytów, więc... to widać kwestia indywidualna.

      Usuń
  10. Mam w planach, ale zamierzam podejśc do niej ostrożnie. Już na zagranicznych youtubach widziałam jak najpierw był hype stulecia a potem recenzje w stylu "no tyłka mi nie urwało, ale całkiem złe też nie było", teraz Ty to potwierdzasz. To chyba ksiązka raczej do przeczytania na zasadzie "wszyscy czytają to i ja sprawdzę o co tyle hałasu" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, proszę! Nie wiedziałam, że było więcej recenzji o tym charakterze. To sprawia, że jednak nieco lepiej się czuję - przed napisaniem swojej, widziałam przede wszystkim dość pozytywne opinie.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza