Peaky Blinders [recenzja 5 sezonu]


Wydarzenia z Czarnego czwartku doprowadziły do strat w majątku Peaky Blinders. Na domiar złego pojawiają się nowi wrogowie, którzy zagrażają rodzinie Shelbych, a w kraju narastają nastroje faszystowskie...

Minęły trzy lata od kiedy Thomas Shelby zajął się polityką. Rodzinny biznes ma się dobrze, a sytuacja wydaje się, że nie mogłaby być lepsza. Ale to wszystko tylko do czasu: oto bowiem nadchodzi Czarny czwartek, dzień krachu na Wall Street, przez który ludzie na całym świecie stracili liczne pieniądze. To w tym momencie zostaje podjęta akcja serialu. Wydarzenie sprowadza wszystkich Shelbych z powrotem do Birmingham i zmusza ich do podjęcia konkretnych działań.

Oczywiście nie tylko o odbudowę stabilności finansowej Peaky Blinders chodzi! Czy wszyscy są tak samo wierni gangowi? Zresztą nie tylko wewnętrzne rozłamy stanowią problem! Sytuacja polityczna również nie jest zbyt ciekawa... Thomas, który stara się utrzymać nad wszystkim kontrolę, musi zainteresować się współpracą z partią faszystowską. A życie i tak rzuca coraz więcej kłód pod nogi bohaterom. W końcu mają również swoje demony przeszłości i trudności w porozumiewaniu się z rodziną.

Dlatego też piąty sezon trzyma widza w napięciu. Jak zwykle dzieje się bardzo dużo, co uświadomiłam sobie dopiero po zakończeniu seansu, kiedy na spokojnie przeanalizowałam wszystkie ujęte wątki. Niektóre kwestie zostały poruszone już w poprzednich sezonach, niektóre są całkiem nowe. Pewnych wydarzeń nie sposób przewidzieć, ponieważ twórcy dalej potrafią zaskoczyć widza zwrotami akcji. W ten sposób otrzymujemy około sześciu godzin naprawdę świetnej rozrywki, która wbija fotel i uniemożliwia oderwanie się od ekranu.
Problematyka poruszana w tym sezonie jest nie tylko ciekawa ze względu na to, że nasi bohaterowie ewoluują, dojrzewają i zmieniają swoje podejście do życia. Nie tylko dlatego, że pojawiają się nowi przeciwnicy, których mamy okazję znienawidzić. Nie chodzi nawet o to, że twórcy zdają się mieć zapędy sadystyczne do gnębienia stworzonych przez siebie postaci! Dla mnie niezwykle dużo dobrego w Peaky Blinders robi osadzenie wydarzeń w znanej nam historii.

Początek lat trzydziestych oznacza, że na świecie pojawiają się silne nastroje nacjonalistyczne. Przejaw tych problemów znajdziemy również w piątym sezonie serialu. A zatem nie zabraknie przemów, przywołujących na myśl lekcje historii, kiedy to czytaliśmy o faszystach, a nawet zobaczymy prawdziwe postacie (jak Oswald Mosley czy Winston Churchill).

Oczywiście, czym byłby ten serial bez naszych ulubionych bohaterów? Podobnie, jak w przypadku poprzednich sezonów jestem po prostu zachwycona kreacją Tommy'ego! Niektórzy twórcy powinni się uczyć, w jaki sposób budować właśnie takie postacie. Jest on niezwykle niejednoznaczny, z chorobliwą ambicją, goniony przez demony przeszłości... Nie można powiedzieć, aby był szlachetnym człowiekiem, jednak mimowolnie kibicujemy mu, ciesząc się z gestów dobroci, na które czasami sobie pozwala.

Kolejny raz możemy zaobserwować, że ten serial to świetne studium autodestrukcji Thomasa. W tym sezonie towarzyszy mu jeszcze więcej wyrzutów sumienia, alkoholu oraz narkotyków niż wcześniej. Z kolei niesamowita gra Cilliana Murphy'ego sprawia, że postać Tommy'ego wywołuje w widzu szerokie spektrum emocji! Nie sposób nie obawiać się o niego, nie żałować go, nie denerwować się na niego... Uwierzcie mi, za sprawą jednej postaci czeka na Was szalony rollercoaster emocjonalny.
Zresztą nie tylko dla Tommy'ego należy się pochwała. Również kreacja innych postaci jest świetna. Na specjalne wyróżnienie zasługuje tutaj przede wszystkim Aidan Gillian, grający Aberamę Golda. Jak dla mnie w tym sezonie spisał się fenomenalnie! W pełni wykorzystano jego potencjał oraz pozwolono mu wykazać się demonstracją szeregu emocji. Oprócz niego doskonale zaprezentował się również Paul Anderson, wcielający się w Arthura.

Kilka krótkich słów muszę też poświęcić temu, jak budowane są tutaj postacie kobiece. Wszystkie bohaterki są silne i walczą o swoje. Nie zawsze im się to udaje, czasami stanowią coś na wzór karty przetargowej, jednak możemy zauważyć silną chęć dążenia do feminizmu. Te nastroje były zauważalne już w poprzednich sezonach i również w piątym ich nie zabrakło.

Niestety chwilami odczułam, że niektórym bohaterom poświęcono nieco za mało czasu. Jasne, trudno o to w sześć odcinków, jednak nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wcześniej lepiej udawało się zarysować charakter niektórych postaci. Właśnie przez to nieco ucierpiały Ada i Polly, które zeszły na drugi plan.
Recenzując Peaky Blinders, nie sposób nie wspomnieć o stronie wizualnej. Każdy sezon zachwycał mnie świetną pracą kamery oraz genialnym montażem. Charakterystyczne sceny, w których akcja rozgrywa się w spowolnionym tempie mogą zostać odnalezione również w piątym sezonie. A to wszystko w znanym już nam klimacie mocniejszych uderzeń muzyki. Podobnie zresztą nie zabrakło starannej pracy nad szczegółami w ramach ubioru postaci czy wyglądu miasta.

Podsumowując, piąty sezon Peaky Blinders utrzymuje wysoki poziom produkcji. Otrzymaliśmy kolejne dobrze wykonane odcinki, które będę miło wspominać i chętnie obejrzę jeszcze raz. W związku z tym jeżeli jesteście fanami produkcji, koniecznie do niej wróćcie! A jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z Peaky Blinders, już teraz odpalcie Netflixa! Mi z kolei pozostaje z niecierpliwością czekać na szósty sezon, który prawdopodobnie pojawi się na przełomie 2020/2021 roku.

Nie bądź ukwiał, polajkuj Kulturalną Meduzę na Facebooku!

Komentarze

  1. Słyszałam dużo dobrego o ''Peaky Blinders'', dlatego zamierzam zrobić mały maraton pięciu sezonów w niedalekiej przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak wiesz, seriale to zupełnie nie moja bajka, więc podziękuję. Czekam na recenzję Małego Licha :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo słyszałam, ale nie wiem, czy to moje klimaty są :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza