Powrót wraz z rozrachunkiem


Do powrotu zbieram się już od jakiegoś tygodnia. Cały czas szukałam odpowiedniego tematu na wielki powrót przed całą czwórkę czytelników – szaleństwo. Ważniejsze jest jednak to, że jednym z moich postanowień noworocznych jest wskrzeszenie Parzydełek i prowadzenie go regularnie w 2015 roku, co może mi nie wyjść (do tej pory na przestrzeni kilkunastu blogów nie wyszło), ale zawsze warto próbować!

Tematów na pierwszy w tym roku post przeszło mi przez myśl kilka, ale żaden z nich nie był odpowiedni. Mogłabym napisać o 2014 roku, o tym, czego oczekuję od 2015, o maturze w maju, o żarówkach w starożytnym Egipcie, książkach, a nawet o samej idei pisania. I każdy z tych elementów rozważałam, odrzucałam i w rezultacie nie miałam żadnych pomysłów.

Mimo to przez myśli przedarła się jedna, która przeważyła szalę. Zdecydowałam się poruszyć temat tego, o czym wspomniałam kilka linijek wcześniej: blogach. Moich blogach gwoli ścisłości. Zrobię ze sobą przykry rozrachunek, uświadamiający mi, ile z nich upadło z mojego lenistwa bądź braku pomysłu na ciąg dalszy, czasu czy weny. Zacznijmy jednak od początku. 

Pierwszy blog pojawił się gdzieś w okolicach 2008 roku. Nie jestem pewna daty, ale wiem, że wtedy zafascynowały mnie Pamiętniki Wampirów. A skoro tak, to zaczęła o nich pisać. Była to platforma onetu, a ja nie byłam świadoma tego, że można pobierać szablony tworzone przez innych użytkowników, adres powinien być krótki, a informacje powinny być świeże. Blog szybko upadł, nikt go nie czytał, a mi się zwyczajnie nie chciało się nad nim siedzieć i zastąpiło go moje pierwsze opublikowane w internecie opowiadanie. O elfach. W dalszym ciągu moja świadomość na temat szablonów wynosiła mniej niż zero, szata graficzna nikomu nie była potrzebna, popełniałam błędy ortograficzne, stylistyczne, a opowiadanie składało się w 3/4 z dialogu. Od czegoś trzeba jednak zacząć, prawda?

Potem moje blogi powstawały niemal lawinowo. Upadły Elfy, zaczęła się era pieszczotliwie nazywanej przeze mnie i współautorkę Crazy albo w skrócie CWOV. Były to serie krótkich opowiadań pisanych z osobą znaną tylko z gadu-gadu do momentu, w którym się wypaliłyśmy, zrywając naszą znajomość.

Następnie czytając nałogowo opowiadania innych ludzi, zaczęłam z nimi przeprowadzać internetowe wywiady, które umieszczałam na kolejnym blogu. Myślę, że to był mój najoryginalniejszy pomysł, ale z braku czasu również i to upadło, czego żałuję, choć wywiady te były znikomej jakości.

Tym samym zaczęłam pisać kolejne opowiadanie, tym razem już całkiem sama, o wyścigach ulicznych, inspirowanych NFS (Need For Speed). Ludzie je czytali i komentowali, że jest fajnie, super rozdział i że „zapraszają do siebie‟. To opowiadanie było czymś, przez co zawahałam się, czy dobrze robię w ogóle publikując cokolwiek. Kto pisał opowiadanie na onecie wie, że istniały (może dalej istnieją) ocenialnie. Jedna z nich dość mocno skrytykowała moją twórczość i zachęciła do porzucenia pisania, gdyż ich zdaniem się do tego nie nadawałam.

Po przeżytym kryzysie zamknęłam bloga, zrobiłam sobie przerwę, a potem założyłam kolejnego. Ponownie opowiadanie, tym razem w piekielnych klimatach. Opowiadanie było nawet sprawdzone przez jednego polskiego pisarza, który zachęcał do dalszego pisania, co przyznaję było motywujące. Niestety na opowiadanie szybko straciłam wenę i ruszyłam dalej. W końcu: kto by się przejmował tym, że upadł mu już szósty blog?

Skoro opowiadania nie do końca mi się udają, to ruszyłam w kolejne moje zainteresowanie: recenzje obejrzanych anime i przeczytanych mang. Tak, to był pomysł! Co z tego, że takich blogów jest mnóstwo, mogę to robić. Pomysł upadł po trzech postach...

I dochodzimy do 18 grudnia 2011 roku. Moje największe osiągnięcie, blog z własnymi przemyśleniami. Nie był idealny, pisałam go z perspektywy piętnastolatki, której się nudziło. I ku mojemu zaskoczeniu zostałam pozytywnie odebrana. Mój blog był polecony przez onet bodajże trzy razy. Strasznie się z tego cieszyłam, uznawałam to za ogromny sukces. Ten blog parę razy zamierał i był wskrzeszany, ale ostatnia notka pojawiła się 2 grudnia 2012 roku.

Potem pojawiły się może dwa blogi, przy których nie byłam konsekwentna, jednym było opowiadanie w klimatach Naruto i... może na tym poprzestańmy.

W następnej kolejności powstało kolejne opowiadanie o nastolatkach z nadzwyczajnymi zdolnościami, do którego również szybko straciłam wenę, odczuwając presję tego, aby napisać kolejny rozdział. Tutaj też rozpoczyna się era blogów na blogspot.com. Ale i to opowiadanie upadło. Potem był blog, na którym recenzowałam anime (znowu). I ten był jednym z lepszych, składny, logiczny, z poprawną polszczyzną, no czego chcieć więcej? Ach, no tak: czasu. Jego brak zabił mi kolejnego bloga.

Tym sposobem dochodzimy do Parzydełek. Widząc tę całą listę zastanawiam się: śmiać się czy płakać? Tyle pomysłów, które upadły z mojego lenistwa – oj, zła ja. Wiem, że powinnam się bardziej przykładać, ale czasem po prostu się nie da. Cierpię na chroniczny zanik weny, motywacji i lenistwo. Straszna choroba, której nie umiem się wyzbyć. Możliwe, że jestem też uzależniona od tworzenia blogów. I nie, nie pójdę się z tego leczyć. Mogę jedynie teraz się starać, aby ten blog nie upadł tak szybko, żeby wytrzymał minimum rok. Wtedy będę zadowolona z siebie.
A więc miejmy nadzieję, że postanowienie noworoczne się ziści.

Tym też słowem wstępu: OFICJALNE WSKRZESZAM PARZYDEŁKA

Komentarze

  1. W takim razie, w nowym roku, życzę wytrwałości w prowadzeniu bloga :) Ale też trzeba pamiętać, że nie ma co pisać na siłę. Posty nie muszą być umieszczane regularnie, jak masz chęć to piszesz. Chociaż faktycznie czasem trzeba się lekko zmusić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że mi się uda. Zapewne jeżeli czasami się nie zmuszę, to blog zamrze, a tego wolę uniknąć

      Usuń
  2. Cudowne wskrzeszenie Parzydełek, Meduzko :3 Jak zwykle twoje wypociny bardzo dobrze mi się czyta i będę trzymać mentalne kciuki, abyś podołała w swoich postanowieniach na nowy rok i utrzymała bloga przy życiu ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dziękować, dziękować, jakaś ty wyjątkowo miła :D Oby się udało!

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza