Bohaterki New Adult idolkami nastolatek


New Adult to moje guilty pleasure. Nie jest to lektura ambitna, nie jest dobra, a większość książek jest do siebie tak łudząco podobna, że już kilka dni po skończeniu danej powieści nie jestem pewna, w której rozegrało się dane wydarzenie. Nie zmienia to faktu, że New Adult to czytadło idealne na wieczory, gdy nie mam siły myśleć. Ba! Uważam ten gatunek za świetne pobudzenie dla moich szarych komórek. W większości przypadków już po stu stronach jestem skonfundowana, zła oraz przeklinam na zgubne przesłanie tych książek.

Pomysł ten telepał się po mojej głowie już od dłuższego czasu, ale dopiero niedawno, po recenzji Gosiarelli jednej z książek tego gatunku, temat na post powrócił, a ja zaczęłam go obracać na wszystkie możliwe strony. Ponownie zaczęłam się zastanawiać, jaki wzór do naśladowania dają nam bohaterki tych książek? Bo w końcu powieści z gatunku New Adult dwoją się i troją na rynku wydawniczym, docierając do szerokiego grona nastolatek. A co za tym idzie: w mniejszym bądź większym stopniu bohaterki te przekazują jakieś wartości czytelnikowi.

Zanim jednak o tym, co teraz – cofnijmy się o parę lat, wiecie, down memory lane i te sprawy. Na rynku książkowym, który dociera do nastolatek pojawiają się pewne bum tematyczne. Jakieś siedem lat temu były to wampiry, wilkołaki oraz czarownice. Gros nastolatek czytało Zmierzch, Pamiętniki wampirów, Drżenie oraz inne powieści, które obracały się wokół tej tematyki. Zazwyczaj bohaterkami były niewinne dziewczyny, które wpadały w wir paranormalnych wydarzeń i tam prezentowały szereg głupoty bądź zyskiwały z czasem wewnętrzną siłę (i to nie tylko dlatego, że były przemieniane w wampiry przez swoich ukochanych).

Niedługo później weszliśmy w fazę dystopii, a więc Igrzysk śmierci, Niezgodnej, Delirium. Bohaterki tych powieści były zazwyczaj silne, walczyły o wielkie idee, wartości i pokazywały swoją niezłomność ducha. To, że ich zachowanie nie zawsze było logiczne jest nieistotne, ponieważ całość skupiała się na ich odwadze.

Do czego doszliśmy teraz?
Większość dziewczyn w twoim wieku ciągle gdzieś wychodzi, wkrada się do klubów, całuje z chłopakami, przeżywa nic nieznaczące jednorazowe numerki, wdaje się w żałosne i melodramatyczne kłótnie z innymi dziewczynami (...)
Takie słowa w Buntowniku słyszy od swojej przyjaciółki dwudziestoletnia główna bohaterka. Panie i panowie – New Adult!

New Adult bawi się traumami oraz poważnymi problemami – gwałtem, znęcaniem, patologicznymi związkami, depresją, samobójstwem, wypadkami, uzależnieniami. Nie sposób wymienić wszystkie problemy, z którymi borykają się bohaterki tego gatunku. Nie bez powodu użyłam słowa bawi się, ponieważ nieliczne książki potrafią podejść do prezentowanej traumy w racjonalny sposób oraz z odpowiednią wrażliwością. Zamiast tego umniejszają jej znaczenie, uznając za bagaż, którego można pozbyć się w odpowiednich warunkach. Takimi warunkami oczywiście jest wejście w związek, który nie zawsze jest zdrowy.

Co boli mnie w książkach New Adult, to awersja do leczenia się. Z przykrością stwierdzam, że większość bohaterek, które przeszły przez okropne wydarzenia w swoim życiu nigdy nie postanowiły się leczyć psychologicznie, ani co gorsza: nie były do tego zachęcane przez otoczenie. I chociaż coraz częściej widuję w książkach postacie psychiatrów oraz psychologów pokazanych jako lekarza, wsparcie oraz dobry sposób na powrót do zdrowia, tak wiele z przeczytanych przeze mnie powieści marginalizuje takie postacie albo całkowicie neguje ich istnienie.

Tak się złożyło, że chodzenie do psychologa dalej jest postrzegane jako temat tabu. O leczeniu w tym charakterze mówi się jako o zachciance krajów pierwszego świata, rozpuszczonych dzieciakach, które mają za dużo pieniędzy. Problemy psychologiczne są umniejszane albo wręcz przeciwnie: postrzegane jako skaza na idealnym wizerunku, coś wypaczonego, co należy ukrywać przed światem. I chociaż coraz bardziej otwieramy się na te problemy, coraz głośniej mówi się o tematyce leczenia psychologicznego, to niestety w tym gatunku jakoś to umyka. A szkoda, bo to idealne podłoże do wprowadzenia tych motywów i promowania zdrowia psychicznego. Ale wiecie: to byłoby nudne i niesprzedajne.

Dlatego też bohaterki New Adult radzą sobie na własne sposoby, zazwyczaj nierozsądne i wcale nie dające takich magicznych skutków, jakich oczekiwałyby autorki. Czy to sprawi, że niektóre dziewczyny zainspirowane poczynaniami bohaterek zamiast zmierzyć się z problemem, będą postępować jak one? Bo instrukcja jest załączona – wyłączyć się z życia, pić na umór, nie tworzyć trwałych relacji, unikać bliskich oraz potencjalnego leczenia, aż pojawi się ten jedyny, który je uratuje. Przykro mi, ale w życiu on nie zawsze przybywa.

W książkach jednak zawsze pojawia się i jest po prostu wspaniały, a przynajmniej na pozór, ponieważ męska część bohaterów książek New Adult również jest złamana. I chociaż w tych powieściach pokazane jest, że takie osoby ratują się nawzajem, to niestety nie tak to działa, a może wręcz doprowadzić do gorszego stanu rzeczy. Dlatego też w tym gatunku mamy wysyp patologicznych związków, które na domiar złego są gloryfikowane.

Bo jak inaczej nazwać relację, w której dziewczyna jest poniżana, obrażana oraz niszczona przez drugą stronę, która rzekomo postępuje w imię miłości? W Dręczycielu, który ku mojej zgrozie wywołał furorę wśród licznych blogerek, główna bohaterka wyjeżdża z kraju ze względu na to, że była dręczona przez sąsiada. Tytułowy dręczyciel robił jej okropne żarty, kompromitował na oczach szkoły, rozpuszczał plotki oraz groził chłopakom, którzy chcieli się z nią spotkać. Jak się okazuje pod koniec książki: zawsze szalenie ją kochał. Twarda miłość, co?

Ponownie zastanówmy się, jaki wzór może to dać potencjalnej młodej czytelniczce, której światopogląd dopiero się kształtuje. Może jest to powiedziane na wyrost, ba!, mam nadzieję, że jest to powiedziane na wyrost, ale czy to nie znaczy, że dana dziewczyna będzie akceptować patologie w związku? Facet ją obraził? Pewnie ma rację. Poniża ją? Miał gorszy dzień. Uderzył ją? To wszystko z miłości. A czy to nie przed tym uprzedzają nas liczne kampanie społeczne?

Bad boye to typ postaci, który nieustannie przyciąga bohaterki oraz czytelniczki. Znajdźmy jednak granicę, ponieważ gros bohaterek przy pierwszym spotkaniu obrzucane jest błotem, a jednak z miejsca zakochują się w kimś, kto zostaje ich oprawcą, ekhem, chłopakiem. Prawdopodobnie to jakiś syndrom zbawiciela: chcemy ratować innych, choć tak naprawdę nic to nie przyniesie.

Nie oczekuję, że każda czytelniczka zacznie się bulwersować na każdy z wymienionych przeze mnie elementów. Też je czytam i spotkałam kilka naprawdę dobrych powieści z gatunku New Adult. Trzeba jednak znać granicę i brać pod uwagę, że to, co zostało przeczytane bądź obejrzane: inspiruje. Podświadomie, bo podświadomie, ale czy naprawdę potrzebujemy więcej dziewczyn, które są zbyt przerażone, aby zgłosić gwałt? Toksycznych związków, które doprowadzają do destrukcji zaangażowanych?

Jeżeli temat Was zainteresował albo nie do końca wierzycie w te oskarżenia, to zachęcam do lektury świetnego tekstu Matyldy: Gwałt, znęcanie się psychiczne i fizyczne, poniżanie kobiet w bestsellerach

Komentarze

  1. Nie wiem jak facet, który bije i poniża może mieć w jakikolwiek sposób rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wiele kobiet może w to uwierzyć, a już tym bardziej, gdy od lat ma do czynienia z powieściami, które pokazują to jako normalne albo objaw zainteresowania/miłości.

      Usuń
  2. Nawet ciężko mi przypomnieć książki z tego gatunku, które czytałam. Nie jest to mój ulubiony gatunek, a książki z niego staram się wybierać jak najdokładniej, bo wiele może mi nie przypaść do gustu ze względu na motywy, jakie występują. Wydaje mi się, że wiele książek z tego gatunku ma zaspokoić niezbyt wymagających czytelników poprzez "szokowanie" jakimś trudnym tematem czy problemami, których jest po prostu za dużo na te trzysta, czterysta stron i nie są wystarczająco dobrze rozwinięte i rozbudowane. Coś podobnego jest w "Slammed" Colleen Hoover (dwie inne książki tej autorki były genialne) - dużo problemów, praktycznie cały czas, a gdy to się choć trochę uspokoiło, autorka uznała, ze trzeba dodać coś nowego, szokującego. I co? Scena, która sama w sobie jest problemem nic niewnoszącym do fabuły, prowadzi do kolejnych problemów i kolejnych... No ile można? Dodatkowo dwójka bohaterów z największymi problemami ukazani się jako jacyś superbohaterowie, niezwykle silni, dający sobie mimo tego wszystkiego rady, bez żadnych słabości.


    swiatwedlugkasi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację, obecnie jesteśmy tak szpikowani różnymi informacjami, że coraz trudniej nas zszokować. Ze względu na to, autorzy posuwają się do radykalnych kroków, które niestety nie wypadają tak dobrze, jak tego oczekują.
      Choć z drugiej strony - książki się sprzedają? Sprzedają! Tworzy się fandom? Tworzy! A więc można powiedzieć, że praktycznie nikt nie narzeka, a pojedyncze osoby, które mają coś przeciwko, mogą próbować, ale za wiele to nie przyniesie.

      Usuń
    2. Niby właśnie wszystko jest. Zadowoleni czytelnicy, pieniądze są, ale pewne wartości i społeczeństwo na dłuższą metę na tym cierpią.

      Usuń
    3. Niestety, warto jednak liczyć, że może z czasem się to zmieni.

      Usuń
    4. Miejmy nadzieję, bo wielu powieściach pewnie jest potencjał, tylko nie został odpowiednio wykorzystany.

      Usuń
    5. W stu procentach się z Tobą zgadzam!

      Usuń
  3. Bardzo dobry tekst! Doskonale wiesz, że się z Tobą zgadzam w 100%. Mimo wszystko popkultura i wzorce, które pokazuje, mają na nas znacznie większy wpływ, niż zazwyczaj chcielibyśmy przyznać. Między innymi dlatego tworzenie tak licznych przykładów toksycznych relacji, które są ukazane za dobre, właściwe i godne powielania doprowadza mnie do szału.
    Wytykanie głupoty, czy też skrajnej nieodpowiedzialności autorek powinno być częściej poruszane.
    Bije brawo za ten artykuł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ^^
      Mam nadzieję, że więcej osób zacznie zwracać uwagę na takie elementy w książkach albo przynajmniej peany na cześć toksycznych relacji oraz braku wrażliwości w podejściu do poważnych problemów, zostaną jakoś utemperowane. W końcu nadzieję warto mieć, prawda?

      Usuń
  4. Nie czytałam nigdy książki z gatunku NA, ale tak czytając książkowe recenzje, czy Twoje, czy innych blogerów, dochodzę do wniosku, że to jakieś chore jest. Jak ludzie mają budować trwały i zdrowy związek, oparty na zaufaniu i poszanowaniu cudzego psychicznego i fizycznego samopoczucia, jeśli mają do czynienia z czymś takim?

    Ja rozumiem, że to takie odmóżdżacze, które nie mają być ambitne, ale no bez przesady! Jakoś podświadomie, chcąc nie chcąc, tworzy się przekonanie, że jedynie tak może wyglądać prawdziwa relacja. A to gufno prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dużo z New Adult promuje takie wzorce. Na szczęście nie wszystkie i da się znaleźć ciekawe oraz przyjemne historie. Mogę jedynie liczyć, że tych drugich z czasem będzie więcej.

      Usuń
  5. Zgadzam sie z tekstem w 100% ale mysle, ze nie bedzie wiecej takich toksycnzych i złych zwiazków. Będzie ich tyle samo co wcześniej. Kazdy ma własny mózg i powinien odroznić ksiazke/film od realu. Musze przyznac, ze po prostu przyjemnie sie czyta takie ksiazki, gdzie facet ma władze, bo wzbudza to swego rodzaju podniecenie erotyczne, ale nijak to ma sie do relau. W relau taki facet to zwykły gbur w 90%, który nie liczy sie ze zdaniem ani kobiety ani nikogo. Czy mozna przed tym uchronić młodych ludzi i krzyczec, ze maja złe wzorce? Wątpie, ale na temat warto spojrzec z boku, przyjemny tekst napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że każdy ma więcej mózg i trzeba odróżniać fikcję od rzeczywistości. Aczkolwiek książki to element kultury, która ma na nas wpływ, nawet jeżeli rozróżnia się jeden świat od drugiego i nawet jeżeli uważamy, że takie treści nijak wpływają na nasze życie.
      Szczególne znaczenie będzie to miało u osób - jak też powiedziałam w tekście - młodszych, które natkną się na takie książki, a za parę lat może się to odbić na ich rzeczywistości. Nie twierdzę, że tak będzie w każdym przypadku, ale na pewno jest możliwe i warto się nad tym chwilę zastanowić po lekturze danego NA.

      Usuń
  6. Nigdy nie patrzyłam na takie powieści pod kątem wzorowania się na postaciach, ale, jak mówisz, podświadomie ktoś inspirować się może. I to jest straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nawet nie tyle się zainspirować, co uznać pewne elementy świata za normalne i zdrowe, nawet jeżeli takimi nie są. I zgadzam się, to może być straszne i opłakane w skutkach.

      Usuń
  7. Zgadzam się z tym, co napisałaś. New adult to również moje guilty pleasure i czytałam już troszkę książek z tego gatunku. Schemat zawsze ten sam, a o psychologu, psychiatrze czy innej formie pomocy zazwyczaj próżno szukać nawet wzmianki (w tym kontekście korzystnie wypadają "Zła Julia" i "Zły Romeo", gdzie wątek psychoterapii jest wyraźnie zaznaczony - chociaż do tych książek i tak mam pewne zastrzeżenia;). Bohaterkom zawsze wydaje się, że miłość do faceta z problemami wystarczy. Miłość jest piękna, ale czasem trzeba jej pomóc... Pozostaje mieć nadzieję, że New Adult pójdzie w trochę innym kierunku. Albo że wszystkie czytelniczki będą umiały odróżniać fikcję od rzeczywistości i lektury nie będą miały wpływu na ich późniejsze postępowanie. Dobrze, że o tym napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej serii o "Złej Julii" był taki motyw? Czytałam tylko pierwszą część i stamtąd tego nie pamiętam. Silny wpływ psychologa był w serii "10 płytkich oddechów". Ale prawda, na próżno tego szukać na większą skalę.

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza