Orange is the New Black [recenzja serialu]

Piper Chapman zostaje skazana na 15 miesięcy więzienia za przestępstwo sprzed dekady.

Z początku byłam dość sceptycznie nastawiona do tej produkcji. Chociaż słyszałam o niej wiele dobrego, nie umiałam się przekonać. Ale jak to czasem w moim życiu bywa, z pomocą przyszło mi przeziębienie. A w sytuacji, w której człowiek może tylko leżeć w łóżku i gapić się bezmyślnie w ekran, każdy serial jest dobry. I wiecie co? W sumie się cieszę, że tamtego dnia się pochorowałam.

Ale o czym właściwie jest ten serial? Piper popełniła kilka błędów w przeszłości. Jednym z nich było związanie się z dilerką narkotyków, przez którą trafia do więzienia. Dziewczyna, która dotychczas prowadziła życie w luksusach, musi odnaleźć się w świecie kobiet, którym przyszło spędzać odsiadkę w Litchfield. Niestety nie jest to wcale proste, szczególnie kiedy los zaczyna jej rzucać kolejne kłody pod nogi. Możecie się jednak zastanawiać, co sprawiło, że ten serial zyskał tak ogromną popularność na świecie? Dlaczego masę ludzi zainteresowała produkcja o więźniarkach?
Akcja z początku jest bardzo powolna. Powiedziałabym, że pierwsze sezony skupiają się na pojedynczych bohaterkach – pokazują ich historie i powody trafienia do więzienia. Dzięki temu zaczynamy lepiej rozumieć, dlaczego zachowują się w taki, a nie inny sposób. I przyznam, że przez długi czas te retrospekcje uważałam za o wiele ciekawsze od głównej linii fabularnej. Nie mówię, że wydarzenia rozgrywające się „tu i teraz‟ są nudne (choć i takie chwile się zdarzały), po prostu bardziej fascynowało mnie, dlaczego dana osoba znalazła się w więzieniu, a nie, w jaki sposób spędza swój czas w Litchfield.

Nie wszystkie historie są równie fascynujące. Zdarzały się momenty, które przewijałam (głównie sceny Alex i Piper), co wynikało z tego, że twórcy nie dawali nam przez jakiś czas niczego nowego. Zamiast tego odtwarzano ciągle i w kółko te same motywy i rozmowy, które przerobiono już wiele razy...

Z czasem historia nabiera tempa, a wątki poszczególnych postaci zazębiają się, sprawiając, że OITNB staje się spójną całością. I ta część serialu jest o wiele ciekawsza oraz ogląda się ją szybciej. Oczywiście nie jest to równomiernie rozłożone, ale sezon piąty ogląda się w mgnieniu oka. Właściwie powiedziałabym, że najciekawsze fabularnie są ostatnie trzy sezony (5, 6, 7).
Wartościowym elementem tej produkcji jest poruszana problematyka. A zatem mówi się tutaj o niesprawiedliwych wyrokach, o ignorowaniu praw więźniarek, rasizmie, religii, wątkach społeczności LGTB, narkotykach, gwałcie, wykorzystywaniu osadzonych, brakach dofinansowań na więzienie, nielegalnych imigrantach, samobójstwach i wielu, wielu innych.

Dla niektórych może to brzmieć przytłaczająco, ponieważ praktycznie żaden odcinek nie jest wolny od tej tematyki. Twórcy również nie postawili na pokazywanie tego w zawoalowany sposób, siląc się na delikatność. Nie, rzeczywistość przedstawiana w Orange is the New Black bywa ohydna, brutalna i bolesna. To wiele osób może odstręczyć i wcale mnie to nie zdziwi. Wiedzcie jednak, że jeżeli postanowicie zostać, przyzwyczaicie się do tego rodzaju narracji, a z czasem zacznie ona wywoływać w was szereg emocji.

Nie raz płakałam, czując się oburzona niesprawiedliwością, która dotyka bohaterki oraz sfrustrowana tym, że nie mogą nic zrobić, aby poprawić swoją sytuację. Oglądałam kiedyś szereg wywiadów, który opowiadał o tym, jak realistycznie przedstawiono niektóre motywy w OITNB, co sprawia, że problematyka porusza jeszcze bardziej. W sytuacji, w której pojawia się w widzu myśl, że niektóre okropne wydarzenia mogą mieć miejsce w rzeczywistości, serial zaczyna postrzegać się zupełnie inaczej.

Różne wątki poruszą różnych ludzi w odmienny sposób. Dla niektórych bolesne mogą być motywy związane ze społecznością LGTB, dla innych samobójstwa oraz nieudolność w leczeniu depresji, kogoś innego może dotknąć niemożliwość poprawy systemu. Jednak dla mnie najbardziej bolesny był sezon siódmy, który skupia się na imigrantach. I jestem przekonana, że tylko człowiek z kamienia nigdy nie poczuje żalu, w trakcie oglądania tej produkcji.
Zaletą tego serialu jest masa fascynujących bohaterek o różnych historiach. Jak już wspomniałam – retrospekcje, które pojawiają się w każdym odcinku stanowiły dla mnie najciekawszą część. Nie tylko ubarwiały historię, ale również pozwalały zrozumieć, dlaczego dane osoby postępują w taki, a nie inny sposób. Dzięki nim rozumieliśmy zachowania oraz charaktery postaci, ponieważ najprawdopodobniej ich cechy wynikały z tego, jakimi osobami były przed trafieniem do więzienia.

Co było dla mnie zaskakujące, to fakt, że niemal każda historia była dla mnie ciekawa. Z chęcią śledziłam przeszłość nawet tych bohaterek, za którymi nie przepadałam. A skoro już mowa o osobach, do których nie zapałałam sympatią... Nie wszystkich polubiłam równomiernie. Największy problem miałam z głównymi bohaterkami, mianowicie Alex i Piper. Pojawiają się one najczęściej i niestety są najbardziej męczące. Oprócz ciągłego odtwarzania tych samych motywów między nimi (a zatem pojawia się element znużenia fabułą), obydwie charakteryzowały się frustrującymi cechami osobowości... Do grona nielubianych przeze mnie postaci należało jeszcze kilka, jednak na szczęście to grono było stosunkowo nieliczne.

Bo reszta postaci wypadała dobrze! Dostajemy żywe, niebanalne bohaterki, które borykają się z różnymi problemami. Każda z nich ma swoją indywidualną historię, cechy charakteru i powiązania z innymi więźniarkami. Nie sposób znaleźć tutaj dwie takie same postacie! Co więcej przechodzą one stałą metamorfozę – pojawiły się postacie, których z początku nie lubiłam, a z czasem stały się jednymi z lepszych bohaterek. Dzięki tej płynności, stałej przemianie oraz wysiłku, który włożyli twórcy oraz aktorki otrzymujemy produkcję, której bohaterów można naprawdę wysoko oceniać.

Podsumowując, Orange is the New Black to świetna produkcja, nawet jeżeli nie jest wolna od wad. Niektóre odcinki są nudniejsze, pewne bohaterki niesamowicie denerwują przez większość czasu, ale ostatecznie ogromne plusy wygrywają. Na pewno będę miło wspominać tę produkcję i gorąco polecać osobom, które zastanawiają się, czy ją oglądać!

Komentarze

  1. Wiele osób polecało mi ten serial, ale nadal nie jestem przekonana. Tym razem chyba odpuszczę sobie seans tej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to serial dla wszystkich, nieważne, jak wiele osób go zachwala. Rozumiem jeżeli ktoś nie chce go oglądać.

      Usuń
  2. Od "Orange is the new black" skutecznie odstraszała mnie ilość sezonów, jednak poruszana tematyka oraz recenzje takie jak Twoja sprawiają, że mam ochotę zacząć przygodę z tą produkcją. Może więc jeszcze nie w tej chwili, ale w przyszłości się z nią zapoznam i aż sama jestem ciekawa jakie wrażenie wywrze na mnie ten serial. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że nie jest to takie długie. Sezony mają zaledwie po 13 odcinków, a poza tym ogląda się je naprawdę szybko! Warto zapoznać się z tą produkcją :D

      Usuń
  3. Czasami tak to jest, że przeznaczenie zmusza nas do pewnych rzeczy i to, co na początek wydawało się złe, można zamienić w korzyść. Jak choroba i czas na serial. Ja ostatnio rzadko sięgam po filmu inne niż pełnometrażowe, ale fabułą tego serialu jest całkiem ciekawa. Skoro plusów jest więcej niż minusów, będę go mieć na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Własnie wydaje się fajny !:) na pewno pierwsze odcinki będą nudne ale jak w każdym serialu trzeba się wkręcić żeby zrozumieć sens.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten serial, jest mi bardzo smutno, że wyszedł ostatni sezon. Bohaterki sa tak różne i barwne, że chyba każdy znajdzie tu coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Każdy znajdzie takie, które polubi i których niestety znielubi :P

      Usuń
  6. Chyba w końcu muszę obejrzeć. Z każdej strony docierają do mnie pozytywne recenzje. Czas rozpocząć tą przygodę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu :D

      Usuń
  7. Nie słyszałam o tym serialu. Akurat nie mam nic na oku więc może zacznę oglądać. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też bardzo lubię ten serial, ale dla mnie najlepszy był chyba sezon 2 ;) w ogóle podobała mi się świeżość początkowych odcinków. Właśnie dzisiaj postanowiłam nadrobić resztę i zasiadłam do 6 sezonu. Za mną 4 odcinki i jakoś się nie wciągnęłam, czegoś mi tutaj brakuje. Ale na pewno obejrzę do końca, biorąc pod uwagę, że 7 to już ostatni.
    Co do Piper to się zgadzam - bardzo irytująca bohaterka, ale dzięki temu mam wrażneie że pasuje do całości ;) A najbardziej polubiłam chyba Red :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ostatni sezon spodoba Ci się bardziej niż 6 :D A może i szósty czymś jeszcze Cię zaskoczy!

      I zgadzam się, że Red jest świetna. Jedna z moich ulubionych postaci.

      Usuń
  9. Próbuję się przekonać do tego serialu no i nie mogę, mimo iż słyszę naprawdę wiele dobrego! odrobinkę mnie zachęciłaś, bo w sumie nie miałam pojęcia, o czym ten serial jest, ale czy wystarczająco? Nie wiem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto spróbować - obejrzeć kilka pierwszych odcinków i przekonać się na własnej skórze. Wierzę, że nie jest to produkcja dla każdego, więc może Ci nie przypaść do gustu, ale kto wie? Może urzeknie Cię tak, jak mnie? :D

      Usuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza