Bajecznie bogaci Azjaci [recenzja filmu]

bajecznie bogaci azjaci recenzja
Rachel podróżuje z chłopakiem do Singapuru, nie zdając sobie sprawy z jego bajecznie bogatego pochodzenia.

Bajecznie bogaci Azjaci to film, który miał być lekki, przyjemny i zabawny, a okazał się nudny, dziwny i frustrujący. I właściwie mogłabym zakończyć recenzję w tym miejscu, stanowczo odradzając Wam oglądanie tego, ponieważ nie ma co tracić dwóch godzin z życia, ale nie byłabym sobą, gdybym nie napisała kilku słów więcej.

A zatem główna bohaterka, Rachel, ma chłopaka, Nicka, który dotychczas ukrywał przed nią, że jest dziedzicem ogromnej fortuny. Kobieta odkrywa to dopiero, kiedy są w drodze do Singapuru, gdzie ma poznać rodzinę swojego ukochanego. Problem polega na tym, że większość spokrewnionych, spowinowaconych albo zaprzyjaźnionych  z Nickiem uważa, że jest z nim tylko dla pieniędzy i że nie stanowi ona dobrego materiału na żonę.

Już teraz powinna Wam się zapalić lampka, która informuje o tym, że mamy do czynienia z niezwykle stereotypową historią, którą znamy już od dawien dawna. Ba, z tego co pamiętam, druga część Kopciuszka (ta animowana) opowiada dokładnie o tym, jak to disneyowska księżniczka na księżniczkę się nie nadaje. Historia stara jak świat, a jednak odnowiona w świecie singapurskiej elity.
bajecznie bogaci azjaci
Skoro już o bogaczach wspomniałam, warto nieco rozwinąć ich wątek. Zastanawiam się, jaki pomysł przyświecał twórcom, kiedy zdecydowali się na pokazanie tych ludzi jako rozwydrzonych, aroganckich, dla których liczą się tylko pieniądze, imprezy oraz fasada. Mamy masę osób, które rzucają się na drogie przedmioty, kiedy słyszą, że są one za darmo, mimo że stać je na nie i bez tego. Widzimy, jak imprezują z miss różnych państw na statku, jak wykorzystują swoje pieniądze na zbytki. Możliwe, że miało to stanowić frustrujące tło, które pokazuje, jak odmienne od nich są wybrane osoby (przede wszystkim Rachel). Jednak zamiast tego wyszło coś... żałosnego.

Bo tak naprawdę fakt, że ci wszyscy bajecznie bogaci Azjaci wykorzystywali swoje pieniądze, imprezowali i zapominali o obowiązkach nie wywoływał we mnie żadnych większych emocji. Może powinnam była się irytować i zamiast tego gloryfikować tych nielicznych, szlachetnych, ale nie udało się. Tak właściwie nie przyniosło to żadnego efektu... Bo ani się nie złościłam, ani im nie zazdrościłam, ani im nie kibicowałam. Nic.

Wspomniałam, że wśród tych wszystkich bogaczy, którzy myślą tylko o pieniądzach, znajduje się kilkoro szlachetnych osób. Oprócz Rachel i Nicka, reszta w ogóle nie jest istotna. W sensie jakieś tam historie mają, ale są one tak niepotrzebne, że gdyby je wywalić, to film na niczym by nie stracił. Są przyjaciele głównego bohatera, którzy biorą ślub. I pomijając fakt, że ten ślub jest pretekstem dla całej opowieści, bohaterowie bardzo szybko zostają zapomniani (szczególnie panna młoda). Z kolei drugą linię fabularną tworzy siostra Nicka i jej wątek jest już całkowicie niepotrzebny. Mam wrażenie, że tylko niepotrzebnie wydłużył film.
bajecznie bogaci azjaci
Główny motyw dotyczący Rachel i Nicka jest przewidywalny, nudny i nie wnoszący niczego świeżego do kinematografii. Może gdyby pojawiły się tam chociaż jakieś humorystyczne sceny, to można by uznać tę historię za interesującą. Niestety, nie stało się tak. Jasne, niby mamy do czynienia z paroma elementami, które widza powinny bawić, jednak dla mnie jest to produkcja, której towarzyszy jedynie znużenie...

Zapunktować mogliby bohaterowie, jednak są oni do bólu nijacy. Nawet jeżeli mamy do czynienia z pozornie barwnymi i głośnymi bohaterami o wyraźnych cechach, i tak nie powiedziałabym, że ich charakter sprzyja lubieniu ich. Jeżeli kogoś to pocieszy: nie mogę powiedzieć, że ktokolwiek również mnie wkurzał. Po prostu nie wywoływali we mnie żadnych, konkretnych emocji (zresztą jak cała ta produkcja).

Podsumowując, to kolejny beznadziejny film, który obejrzałam w grudniu. Liczyłam na coś lekkiego i uroczego, a zamiast tego męczyłam się przez dwie godziny, czekając na koniec tej produkcji. Nie mogę Wam polecić Bajecznie bogatych Azjatów, bo już lepiej gdybyście zamiast tego obejrzeli Kopciuszka II: Spełnione marzenia.

Komentarze

  1. A mi się tam podobał, ale ja lubię takie komedie (: i historie miłosne. Mam wrażenie, że widziałam w tym filmie coś totalnie innego niż ty, ale to może być tylko moja miłość do księżniczki odnajdującej swego księcia (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie się podobał. Wiem, że całkiem sporo osób uznało go za lepszy niż ja.

      Usuń
  2. Nie oglądałam, ale widzę że nie warto tracić na niego czasu 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie oglądałam tego filmu i raczej nie mam zamiaru tego zmieniać, szczególnie po wszystkich krytycznych opiniach na jego temat, które czytałam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też jakoś nie przepadam za tego typu produkcjami no ale bywa różnie i czasami zdarzają się nawet ciekawe :D

    https://www.seomanagment.com/oferta/skuteczne-pozycjonowanie-stron-internetowych-seo/torun

    OdpowiedzUsuń
  5. Uważam, że wszystkie filmy są dla odpowiednich odbiorców. Ten jest ciekawy o ile miało się możliwość przeżyć coś podobnego w swoim życiu lub też jest się otartym na taką możliwość. Dobra produkcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polemizowałabym. Myślę, że mało kto mógł czegoś takiego doświadczyć, a biorąc pod uwagę, jak przedstawiono tytułowych "bogatych Azjatów", to sądzę, że osoby, które faktycznie miały z nimi do czynienia, mogliby uznać to za frustrujące.
      Niemniej na pewno jest odpowiednia grupa docelowa dla tego filmu. Ja nią nie jestem.

      Usuń
  6. Mnie nawet okładka, czy tam plakat nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziałam o jego istnieniu, ale raczej po Twojej recenzji go nie obejrzę...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza