„Dom Ziemi i Krwi‟ część 1 – Sarah J. Maas [recenzja]

Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

Zacznijmy od tego, że ja uwielbiam twórczość Maas. Nie wszystko, co napisze zachwyca mnie równie mocno, jednak jej cykl Szklany tron towarzyszył mi przez tyle lat mojego życia, że odczuwam więź z książkami tej autorki. Dlatego kiedy dowiedziałam się o najnowszej serii wychodzącej spod jej pióra, wiedziałam, że będę musiała po nią sięgnąć. Ciekawiło mnie, co tym razem wymyśli. Czy i tym razem mnie nie zawiodła?

Nowy świat utworzony przez Maas jest niby nowy, ale jednak znany czytelnikom autorki. Ponownie dostaliśmy Fae, jednak tym razem w towarzystwie innych magicznych stworzeń: zmiennokształtnych, wampirów, sfinksów, aniołów oraz demonów. Co więcej, Maas osadziła swoją historię w świecie nowoczesnych technologii, zatem bohaterowie operują telefonami komórkowymi, komputerami oraz oglądają telewizję. Sprzęty te jednak napędzane są magiczną energią wytwarzaną przez Wany (czyli wszystkie wcześniej wspomniane istoty), a nie prąd. Z kolei tło dla wydarzeń stanowi konflikt między niektórymi ludźmi a Wanami. 

Wydaje mi się, że stworzone przez Maas urban fantasy nie jest w sumie niczym nadzwyczajnym, czego w literaturze już nie było. Aczkolwiek i tak w mojej głowie powstał dość wyraźny obraz sytuacji panującej w Księżycowym mieście. Żałuję więc, że autorka póki co nie postawiła za bardzo na szczegółowe opisanie funkcjonowania jego wszystkich elementów. Mam nadzieję, że z czasem dowiemy się nieco więcej na temat tego świata, ponieważ szkoda, żeby został on potraktowany po macoszemu.

We wspomnianym świecie żyje Bryce, pół-Fae, która pracuje w sklepie z antykami, kocha swoich przyjaciół i dużo imprezuje. I chociaż jej dotychczasowego życia nie można określić mianem sielankowego, było stabilne. Wszytko zmienia się w dniu, w którym dochodzi do okropnego morderstwa, a Bryce jako jedyna widziała napastnika i przeżyła to spotkanie. To z kolei niesie za sobą liczne komplikacje, problemy oraz śledztwo, które splata losy Bryce z upadłym aniołem, Huntem.

Czytelnik przez ponad pięćset stron śledzi losy głównej bohaterki, która próbuje pomóc Huntowi zrozumieć, co wydarzyło się tamtej pamiętnej nocy. Samo stopniowe rozwiązywanie tej zagadki jest ciekawe, jednak po drodze wychodzą na jaw inne tajemnice z życia różnych bohaterów. Te z kolei są jeszcze bardziej intrygujące i sprawiają, że czytelnik z zainteresowaniem śledzi kryminalne wątki przedstawione w Domu Ziemi i Krwi. Byłam zafascynowana (i dalej jestem!) przeszłością Bryce oraz wielką tajemnicą, którą sprezentowała nam Maas. Co więcej, autorka nie raz zaskoczy czytelnika! Także spodziewajcie się, że przy lekturze będą towarzyszyć Wam różnego rodzaju emocje.

Dotarły do mnie głosy, że Bryce jest wkurzającą bohaterką. Możecie więc wierzyć, że do Domu Ziemi i Krwi podeszłam z nutą sceptycyzmu. Czytałam recenzje innych blogerów, którzy nieszczególnie ją polubili, ale ja ani trochę się nie wahałam. Od razu zapałałam sympatią do Bryce! Rozumiem, co może zniechęcać w jej postaci, ale mnie ona kupiła. Uchodzi za imprezowiczkę, ale z drugiej strony... Co w tym złego, że lubi się bawić? Jeżeli nie robi tym nikomu krzywdy, ma prawo. Poza tym imprezowanie i przelotne związki to nie jedyne rzeczy, które ją definiują. Bryce jest inteligentna, lojalna oraz ma pasje. Bez wątpienia można jej czasami zarzucić przesadę, ale jak dla mnie wszystkie jej zachowania są uzasadnione (a i tak wszystkich szczegółów  jej życia jeszcze nie znamy). Niesamowicie urzekła mnie jej niechęć do „męskiej dominacji wśród magicznych istot‟. Rozbawiło mnie to na poziomie meta, bo poczułam, jakbym Maas zrobiła przytyk do samej siebie (do innych swoich serii), tworząc taką bohaterkę. I moim zdaniem wyszło to po prostu fajnie.

Zresztą i innych bohaterów niesamowicie polubiłam. Zarówno Rahn (brat Bryce) oraz Hunt są intrygujący i wzbudzający współczucie. Naprawdę mam nadzieję, że w następnej części dowiemy się więcej na temat ich historii oraz kierujących nimi motywacji. Zarówno oni, jak i inni bohaterowie mają potencjał, więc liczę, że Maas go nie zmarnuje. Co więcej, dodam, że póki co nie pojawił się taki bohater, który działałby mi na nerwy. A to zaleta.

Frustrująca bywają jednak dwie cechy wspólne dla wszystkich bohaterów. Po pierwsze, to jak podkreślana jest niesamowita uroda bohaterów. Z jednej strony mnie to bawi, z drugiej sprawia, że wywracam oczami. Maas ma tendencję do tworzenia pięknych bohaterów. Tak pięknych, że aż boli. W porządku, biorąc pod uwagę to, że anioły czy Fae z definicji mają być piękne, jest to logiczne. Aczkolwiek ogrom peanów nad czyimś pięknem, cudownym głosem, niesamowitą twarz albo seksownym tyłkiem... robi się z czasem nużące. Wydaje mi się, że jakby okroić opisy z paru epitetów, to poczucie przesady nie byłoby takie mocne, a nie okrojono by bohaterów z ich urody.

Po drugie, to jak często bohaterowie mówią o seksie, myślą o nim albo go insynuują bywa kolejnym powodem do wywracania oczami. Nie zrozumcie mnie źle, Maas nie stworzyła erotyka. Stosunków seksualnych samych w sobie prawie nie ma. Jednak dialogów oraz opisów, które sprowadzają się do rozważań o podłożu erotycznym jest mnóstwo. Czasami odnosiłam wrażenie, że nieco za dużo, jak na jedną książkę (a biorąc pod uwagę, że w Polsce tom podzielono na dwa, technicznie mówimy tu tylko o połowie powieści).

Nie tylko większa liczba podtekstów seksualnych sprawia, że Dom Ziemi i Krwi nie jest książką dla młodszego czytelnika. Język, którym posługują się bohaterowie jest pełen wulgaryzmów. Dla niektórych może być to rażące, jednak moim zdaniem Maas poradziła sobie z tym językiem dobrze. Sprawiła, że dialogi wydają się naturalne, a liczba przekleństw nie sprawia, że uszy czytelnikowi więdną. Uprzedzam jednak, że wulgaryzmy są, więc... nie zdziwcie się, że dostajecie coś (chciałabym tego słowa uniknąć, ale chyba nie mogę) „ostrzejszego‟ niż Szklany tron czy Dwory.

Skoro już o dialogach wspomniałam, poświęćmy chwilę językowi, którym operuje Maas. Osoby, które znają autorkę z innych książek nie będą zaskoczone, gdy napiszę, że pisze w porządku. Jej opisy są barwne, działające na wyobraźnie i plastyczne (nawet jeżeli na mój gust nieco zbyt mocno podkreśla się epitetami nieziemską urodę bohaterów). Książkę, mimo objętości 550 stron, czyta się bardzo szybko i spokojnie można przy niej zarwać noc. Zatem w tej kwestii nie mam niczego do zarzucenia Mass.

Podsumowując, pierwsza część Księżycowego miasta wciąga w nowy świat wykreowany przez Maas. Autorka dostarcza nam interesujących bohaterów, których łatwo polubić oraz pełną tajemnic historię. Nie jest to książka bez potknięć, jednak mnie kupiła. Już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za czytanie drugiej części! 
dom ziemi i krwi część 1 cytat o miłości
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Kurczaki mrożone, mam wrażenie, że to taki zwyczajny paranormal, jakich wiele było w przeszłości, wyróżniający się jedynie tym, że to MAAS napisała, a skoro MAAS to napisała powinno być dobre. :/ Czy to będzie dłuższa seria? Czy kończy się jedynie na tych dwóch tomach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zaczynałam czytać, to miałam takie poczucie, że jest to urban fantasy, jakich swego czasu dużo powstawało. Zarazem... coraz trudniej o coś zupełnie nowego. Moim zdaniem Maas książka wyszła dobrze. Jest to swego rodzaju "powrót" do czasów, gdy urban fantasy dominowało rynek wydawniczy, jednak nie widzę nic złego w tym "powrocie", skoro został umiejętnie wykonany :)

      Tak, to ma być dłuższy cykl. De facto to nawet nie są dwa tomy, a jeden, po prostu w Polsce podzielono go na dwie części ze względu na objętość.

      Usuń
  2. Ja specjalnie nie czytuję recenzji innych blogów. Uwielbiam Maas więc chcę sama sobie wyrobić zdanie na ten temat. Ja zamówiłam w empiku obie części więc jeszcze troszkę i będą u mnie :) Kinga

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię twórczość Maas, dlatego z pewnością sięgnę po ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, mnie też rozbawiło podejście Bryce do alfa dupków, bo Maas kocha ich tworzyć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też na to zwróciłaś uwagę! Hahaha! :D

      Usuń
  5. Słyszałam o tej książce, ale nie jestem do niej przekonana :/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda :( Nie jest to jednak książka dla każdego!

      Usuń
  6. Muszę się zaopatrzyć w swój egzemplarz bo same pozytywne opinie czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez chwilę miałam takie deja vu, bo dopiero co czytałam opinię o tej książce, ale to było gdzie indziej :D Maas jest na liście autorów, z którymi koniecznie musze sie zapoznać :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam książek tej autorki, ale czytając Twoją recenzję miałam flashbacki do świata Nocnych Łowców, a szczególnie serialu ^^ Przy czym to nic złego, bo lubię tamten świat, więc i książka o której piszesz całkiem mnie zainteresowała. I ma piękną okładkę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma bardzo ładną okładkę, zgadzam się! Mam nadzieję, że dasz szansę Maas! Warto!

      Usuń
  9. Jeszcze nic nie czytałam tej autorki ale może zacznę od dworów a póżniej tą :D

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam z zainteresowaniem Twoją recenzję, ale szczerze mówiąc niespecjalnie pomogłaś mi podjąć decyzję. Autorki mam na koncie popularne Dwory i jestem zainteresowana tą książką również, ale waham się czy najpierw nie nadrobić Szklanego Tronu, który wspominasz, bo ludzie wydają się cenić tę serię o wiele bardziej niż Dwory. A wszystkiego na raz czytać się nie da...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja również uważam, że "Szklany tron" jest lepszy od "Dworów". Autorce ta seria wyszła o wiele lepiej. Osobiście zaczęłabym od "Szklanego tronu" albo właśnie "Domu Ziemi i Krwi". Na korzyść "Szklanego tronu" przemawia fakt, że to już zakończona seria :)

      Usuń
  11. ja do tej pory miałam styczność tylko z Dworami. I podobały mi się, choć tez raziły mnie te ciągłe opowieści co będzie się działo w alkowie :P nie przepadam za erotykami, a Maas nie unika tego tematu. Ale jestem ciekawa jej innych powieści, więc możliwe, że po tę serię też sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, w "Dworach" czułam, że były te wątki nieco przesadzone, ale cóż zrobić? Myślę, że warto zapoznać się z "Domem Ziemi i Krwi" :)

      Usuń
  12. Pierwsza czesc mi sie dluzyla, natomiast druga polknelam :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza