„Gildia zabójców‟ – Małgorzata Stefanik [recenzja przedpremierowa]

gildia zabójców stefanik recenzja
Poznajcie Alyssę, bohaterkę o dwóch twarzach: bezlitosną zabójczynię mordującą z uśmiechem na ustach oraz dziewczynę tęskniącą za normalnym życiem. Alyssa żyje w cieniu naszego świata, w świecie dostępnym wyłącznie dla elity, gdzie Gildiami Zabójców rządzą bezlitośni królowie. Kiedy łamie jedno z praw Gildii, musi zapłacić za to własną krwią, a przed całkowitą utratą zdrowych zmysłów chroni ją jedynie pragnienie zemsty i wizja ponownego spotkania z zaginionym bratem.

Po półrocznych torturach zabójczyni próbuje wrócić do normalnego życia. Od króla Europejskiej Gildii otrzymuje zaproszenie na koncert, na którym poznaje swojego przyszłego klienta. Chowając swoją prawdziwą naturę pod maską normalnej dziewczyny, Alyssa nawiązuje coraz bliższą relację ze zleceniodawcą i jego przyjaciółmi. Czy uda jej się wykonać nietypowe zlecenie i rozwiązać zagadkę upadku rodzinnej firmy oraz zabójstwa sprzed dekady? Czy odnajdzie brata? Jaką ścieżkę wybierze? Wejdźcie do brutalnego świata Gildii Zabójców, żeby się przekonać.

Do debiutanckich książek pochodzę z dozą sceptycyzmu. I to nawet wtedy, gdy twórczość tych autorów śledzę na innych platformach od lat. Twórczość Gośki Stefanik znam z jej różowego bloga, na którym działa jako Gosiarella. Teraz jednak przyszła kolej na podbicie przez nią rynku książki i kiedy tylko pojawiła się okazja, abym przeczytała Gildię zabójców przedpremierowo: wiedziałam, że muszę się zgodzić (i to nie w obawie przed potencjalnymi zabójcami). I wiecie co? Jestem zachwycona i chcę kolejnego tomu! Ale od początku...

Alyssa należy do Europejskiej Gildii Zabójców. Za zabicie trzech członków odbywa półroczną, okrutną karę. Kiedy wraca do normalnego życia, otrzymuje nowe zadanie: musi rozwiązać sprawę zabójstwa rodziców pewnego koreańskiego wokalisty i ukarać osobę odpowiedzialną. W międzyczasie jej własne demony dają się we znaki, a zaginięcie brata powraca niczym bumerang... Sądzicie, że to tyle? Dorzućcie niesfornego podopiecznego Alyssy, tworzące się romanse oraz wkurzonych na główną bohaterkę członków Gildii. Tym sposobem kilka i tak nieprostych spraw zaczyna się splatać w jeden, wielki problem. A to z kolegi gwarantuje emocjonującą i wielowątkową historię.

Jeżeli czytaliście Szklany tron, to pomyślcie o Celeanie i jej historiach z gildii zabójców. Pamiętacie? Podobny klimat ma powieść Stefanik (odejmując fantastykę, której tutaj nie uświadczycie i osadzając historię we współczesności). Alyssa ma wiele problemów, którym musi stawić czoła. A czytelnik robi to wraz z nią, zastanawiając się nad kryminalnymi sprawami. A uwierzcie mi, rozwiązanie zagadek nie jest wcale takie łatwe! Niektóre odpowiedzi przychodzą same, ale nawet jeżeli są przewidywalne: dają ogromną satysfakcję. Inne sytuacje z kolei totalnie zaskakują i sprawiają, że czytelnik nie może oderwać się od lektury.

Bo kiedy zaczęłam czytać Gildię zabójców, nie mogłam tak po prostu przestać. Akcja jest wartka, pełna napięcia oraz wzbudzająca emocje. Napięcie jest rozsądnie stopniowane, więc czytelnik będzie siedzieć jak na szpilkach, zastanawiając się, co wydarzy się za chwilę! Krótko mówiąc, to nie jest powieść, którą odkłada się na kilka dni, aby zająć życiem codziennym. To książka, do której siada się wieczorem i kończy w jedno posiedzenie.
gildia zabójców cytat o ciekawości
Gildia zabójców przepełniona jest różnorodnymi, ciekawymi bohaterami. I to na tyle od siebie odmiennymi, że każdy znajdzie tutaj jakiegoś ulubieńca. Moim okazał się nastoletni Oliwier, który przywodzi mi na myśl zadziornego szczeniaczka. Poharatany przez los chłopak, którego rzeczywistość nie rozpieszcza, ale zarazem ma w sobie coś niesamowicie urzekającego. Coś takiego, że mam ochotę go adoptować i nie pozwolić, aby włos spadł mu z głowy (i dlatego odczuwałam stres, ilekroć pojawiał się na kartach powieści).

Intrygujący jest również Kitsune, który bez wątpienia jest złożoną postacią o specyficznym podejściu do tego, co właściwe i moralne. Biorąc pod uwagę, że wychował się wśród zabójców? Nic dziwnego. Polubiłam go i wierzę, że kolejny tom rozwinie jego postać, bo potrzebuję więcej scen z nim (mam dobre przeczucie, że z czasem bardzo go polubię). Jednak jeszcze bardziej ciekawi mnie tajemnica Dominika... Tutaj jednak nie będę się jednak rozwodzić, aby nie zepsuć Wam zabawy. Powiem tylko tyle: dzieje się.

No i właśnie: Alyssa. Zraniona, skrzywdzona, z chęcią zemsty. Zbyt skrzywiona i psychopatyczna dla zwykłych śmiertelników, za bardzo empatyczna dla zabójców. Balansuje gdzieś na tej cienkiej granicy między dwoma światami, nie do końca pasując gdziekolwiek. Przeszła przez traumatyczne doświadczenia w życiu i to one bardzo mocno kształtują jej charakter. I choć obawiałam się, że będzie mi ją trudno polubić: tak się nie stało. Bohaterka bez wątpienia ma nieprzeciętne talenty, ale nie jest alfą i omegą, która ze wszystkim poradzi sobie sama. Posiada słabości i bardzo dobrze, bo dzięki temu kibicowałam Alyssie w każdym rozdziale.

Są jeszcze chłopcy z zespołu Interstellar (k-popowego zespołu, do którego należy klient Alyssy) i przyznam, że wobec nich mam najmniej odczuć. Jayden jest w porządku i na początku bardzo go lubiłam, ale z czasem... jakoś mój entuzjazm trochę ostygł. W przypadku pozostałej trójki za bardzo nie nawiązałam z nimi szczególnej więzi. Może przez to, że jednego z nich (Tony'ego) prawie w ogóle nie ma na kartach tej książki. Polubiłam za to innego bohatera, który rzadko się pojawia, a jest bezczelny i zabawny: Eryka. I mam nadzieję, że w drugim tomie będzie go więcej (mogę wnieść taką petycję? Na pewno zbiorę dużo podpisów).

Styl Stefanik jest dobry. Już dzięki jej blogowi wiedziałam, że radzi sobie z publicystyką, ale teraz przekonałam się, że literacko również spisuje się na medal. Na pierwszy plan wybija się fakt, że to naprawdę sprawnie napisana powieść. Nie zanudza opisami, dialogi są ciekawe, zabawne oraz przepełnione nawiązaniami popkulturalnymi (a to coś, co zawsze cenię sobie w literaturze!).

Podsumowując, Gildia zabójców to zabójczo dobry debiut. Historia jest ciekawa, wielowątkowa oraz przepełniona intrygującymi bohaterami. Styl jest przyjemny, a książkę czyta się bardzo szybko. Już teraz widzę, że przed nami jeszcze wiele nieodkrytych tajemnic i chętnie poznam je w kontynuacji. Więc wiecie, ja będę na nią czekać, a Wam gorąco polecam już teraz przedpremierowo zamówić sobie Gildię zabójców (dostępna w Empiku czy Świecie książki)!

W PIGUŁCE:
| akcja | płatni zabójcy | kryminał | tajemnice | nawiązania do popkultury | lekki romans | debiut | Kraków | Seul | polska autorka |
gildia zabójców cytat o byciu bronią
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Po debiuty sięgam niezwykle rzadko, ale przyznam, że bardzo mnie zachęciłaś swoją recenzją

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten debiut na pewno zaciekawi wielu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie jestem fanem tego rodzaju lektur, ale na pewno znajdzie ona grono swoich zwolenników :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro to zabójczo dobry debiut to tym bardziej będę wypatrywała jego premiery.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo ostatnio czytam o tej powieści :) Chętnie sama przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka raczej nie dla mnie, ale polecę znajomej. Myślę że jej może trafić w gusta 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam blog autorki od lat, więc już to zdecydowanie zobowiązuje do lektury :)

    Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi ciekawie, będę miała na uwadze ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mój gatunek, ale dla miłośników będzie to na pewno fajna przygoda ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza