„Gotowe na wszystko‟ – wrażenia po latach

gotowe na wszystko wrażenia po latach
Gotowe na wszystko to pierwszy „dorosły‟ serial, jaki obejrzałam w swoim życiu. Z miejsca go polubiłam, ale przez lata nie miałam okazji do niego wrócić. Okazja pojawiła się wraz z wprowadzeniem Disney+ do Polski. Jakie są moje wrażenia po latach? O tym w dzisiejszym tekście.

Absurd goni absurd


Natknęłam się na czyjąś refleksję, która brzmiała mniej więcej tak: „jakim cudem policja nie zainteresowała się dzielnicą, w której co chwilę ktoś ginie w podejrzanych okolicznościach?‟. Traktuję to jednak z rozbawieniem. Gdyby szukać w Gotowych na wszystko logiki, dość często widz miałby problem z jej znalezieniem. W gruncie rzeczy to, że bohaterki co chwilę pakowały się w coraz to większe kłopoty, a przez ich ulicę przeszło mnóstwo sadystów, psychopatów oraz morderców na swój sposób bawi.

W przeciągu ostatnich lat wydarzenia dotyczące poszczególnych bohaterów zatarły się w moich wspomnieniach. Choć pamiętałam pewne kluczowe wydarzenia, niektóre ze zwrotów akcji wyparłam z pamięci. Dzięki temu naprawdę nieźle bawiłam się, śledząc te absurdalne historie. Poza tym... gdzieś między jedną a drugą absurdalną sceną kryły się te poruszające, doprowadzające do łez czy wywołujące współczucie w widzu. Ta (mogłoby się wydawać) wybuchowa mieszanka sprawiła, że pochłonęłam wszystkie sezony, zostawiając eksplorację Disney+ na przyszłość.
gotowe na wszystko wisteria lane
Źr. Serialowa.

Toksyczne związki w toksycznych domach


Oglądając ten serial, przymykałam oko na różne rzeczy. Gdybym podchodziła do niego bardzo krytycznie, trudno byłoby go pozytywnie ocenić. Do czego zmierzam? Otóż, rzuciło mi się w oczy, jak bardzo toksyczna jest większość relacji zaprezentowanych w Gotowych na wszystko. Nieliczne związki (czy to romantyczne, rodzinne albo przyjacielskie) można określić mianem pozytywnych! Kiedyś myślałam o początkach małżeństwa Carlosa i Gabby jako zabawnych, teraz przyglądałam im się ze zdziwieniem oraz niesmakiem.

Jasne, są tutaj dobre i ciepłe relacje, które pokonują liczne przeszkody. Starałam się skupiać na tych elementach, ale trudno zapomnieć, że niektóre znajomości powinny były się skończyć, ledwo się zaczęły.

Jak ja nie cierpię Susan Delfino…


Nie pamiętam, jaki miałam stosunek do Susan, kiedy oglądałam ten serial lata temu. Zakładam, że nie była moją ulubienicą. Możliwe, że była mi obojętna. Nieważne! W ciągu ostatnich tygodni ilekroć widziałam ją na ekranie, podnosiło mi się ciśnienie. To bohaterka, która wiele razy wypada fatalnie jako przyjaciółka, matka i partnerka. Choć kreowana jest na delikatną i niewinną, w gruncie rzeczy jest okropna i rozwydrzona. Zrzucała obowiązki na córkę, zawodziła przyjaciół oraz partnera. Robiła głupoty, które sprawiały, że miałam ochotę walić głową o stół. Choć pod koniec stała się dla mnie bardziej neutralna, był moment, gdy nie potrafiłam znieść fragmentów fabularnych poświęconych Susan.

(A potem przeczytałam, że pdoobno aktorka grająca Susan nie dogadywała się z pozostałymi aktorkami i doprowadzała do licznych spięć, co jakoś dodatkowo spotęgowało moją niechęć).
gotowe na wszystko susan
Źr. Serialowa.

Wow, widziałam Cię już wcześniej!


Jeżeli tego nie wiecie, to jestem beznadziejna w rozpoznawaniu aktorów. Oglądaliście Nie patrz w górę? W pewnym momencie na ekranie widzimy Chrisa Evansa. Nie poznałam go, bo miał czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. W Orange is the New Black Brad William Henke między jednym a drugim odcinkiem zgolił zarost. Myślałam, że zmieniono aktora grającego Piscatellę. Za to w Gotowych na wszystko okazało się, że rozpoznałam mnóstwo aktorów! Dostrzegłam jednak pewną zależność. Większość z nich widziałam wcześniej w Kochanych kłopotach, które oglądałam chyba cztery razy…

Udany powrót do genezy serialomanii


Kiedy czytacie ten wywód, pewnie myślicie sobie, że zawiodłam się Gotowymi na wszystko. Nie dziwię się! Musicie mi jednak uwierzyć, że bawiłam się naprawdę dobrze. Ten serial stanowi genezę mojej serialomanii. Gotowe na wszystko zawsze będą miały specjalne miejsce w moim serduchu i tęskniłam do tego powrotu. Choć są rzeczy, które mnie wkurzały, choć widzę niedociągnięcia, które powinny rzutować na moją ocenę, uznaję to za udany rewatch. Ba! Jestem przekonana, że za kilka lat znowu sięgnę po ten serial i wspomnę początki swojej serialowej przygody.

Dajcie znać, z jakim serialem Wy zaczęliście swoją przygodę!

Komentarze

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza