„Alan Cole nie tańczy‟ – Eric Bell [recenzja premierowa]

Po ujawnieniu orientacji seksualnej w szkole Alan jest wciąż prześladowany przez swojego największego wroga – Rona. Może jednak liczyć na wsparcie oddanych przyjaciół – Zacka i Madisona. Niestety wciąż nie zdobył się na odwagę, aby wyjawić prawdę o sobie rodzicom. Odważnie stawia więc czoła wszelkim niepowodzeniom i nieśmiało marzy, aby rozwijać się artystycznie. Ku jego zaskoczeniu staje przed szansą wzięcia udziału w prestiżowym kursie malarstwa. Tyle że w zamian za spełnienie tego marzenia, apodyktyczny ojciec chce, aby syn zabrał na szkolną potańcówkę córkę jego szefa. Dla Alana to koszmar, nie dość, że ma dwie lewe nogi, nie lubi dziewczyn, to jeszcze zdecydowanie wolałby poświęcić swój czas na rozwijanie znajomości z nowym chłopakiem w szkole. Paradoksalnie postawienie pierwszego kroku na parkiecie może okazać się również pierwszym krokiem do pełnej samoakceptacji.

Można by pomyśleć, że najtrudniejsze w życiu Alana Cole miało już miejsce – w końcu dogadał się z bratem, a całej szkole wyznał prawdę o swojej orientacji seksualnej. Okazuje się, że to dopiero początek jego kłopotów. Teraz, kiedy wszyscy już znają prawdę, chłopak musi zmierzyć się z tym, że nie wszyscy zaakceptują fakt, że jest gejem.

Alan Cole nie tańczy to książka w dużej mierze pokazująca spectrum reakcji na czyjąś odmienną od heteroseksualnej orientację. A zatem znajdziemy tam komentarze w stylu „może powinieneś umówić się z dziewczyną, aby mieć pewność, że ci się nie podobają‟, przemoc psychiczną oraz fizyczną, wsparcie, zrozumienie oraz obrońców, którzy chcąc pomóc, tylko dolewają oliwy do ognia, stając się osobami odpowiedzialnymi za poszerzanie nienawiści.

Nie jest to powieść, którą należy traktować jako oderwaną od rzeczywistości. Jeszcze w ostatnią niedzielę na Twitterze trendował hashtag, w którym można przeczytać o obawach osób ze społeczności LGTB przed publicznym trzymaniem za rękę swojego partnera/partnerki. Znalazły się tam też historie, w których ktoś spotkał się z przemocą psychiczną lub fizyczną skierowaną w nich w związku z ich orientacją seksualną. Reprezentację takich wydarzeń, które można zaobserwować na całym świecie, znajdziemy również w Alan Cole nie tańczy.

Jak już wspominałam, Bell skupia się na temacie nienawiści w bardzo szerokim kontekście. A zatem oprócz typowych prześladowców, znajdziemy tam przypadki, gdy obrońca zamienia się w dręczyciela. Co więcej w całym tym zamieszaniu, świecie pełnym nienawiści, wątpliwości oraz obaw, autor pokazuje, co jest najważniejsze i stanowi rozwiązanie: miłość. I powiem wam krótko: wow, jestem pod ogromnym wrażeniem, z jaką rozwagą do tematu podszedł Eric Bell. Nie znajdziecie w tej książce jasnego podziału na biel i czerń – wszystko (jak zresztą w życiu) jest przepełnione szarościami.

Co ciekawe te ważne treści, które przekazuje Bell (bo mówi także o walce ze strachem, reagowaniu na nienawiść miłością, procesie zmiany w nastawieniu człowieka i wielu innych) wpisane są w bardzo prostą, krótką i przyjemną historię. Alan Cole ma przed sobą wizję potańcówki, na którą nie chce się wybrać. Chłopak przeżywa swoje pierwsze zauroczenie, jego przyjaciele zaczynają randkować, jego brat rozważa swoją przyszłość... Jest to historia łatwa, a zarazem wartościowa oraz niezwykle wciągająca.

Dużo dobrego robią tutaj bohaterowie. Autor poświęca uwagę nie tylko Alanowi, ale również drugoplanowym postaciom, pokazując mniej lub bardziej szczegółowo, z jakimi problemami oni się borykają. Czytelnik poznaje ich nieco lepiej, choć w niektórych przypadkach niewystarczająco. Liczyłam, że dowiemy się nieco więcej o Odinie, który pojawia się w drugim tomie Alan Cole nie jest tchórzem. Niestety tak się nie stało.

Pomijając ten wątek, jestem usatysfakcjonowana z tego, jak poprowadzono bohaterów, choć dalej nie mogę pozbyć się wrażenia, że Alan jest zbyt dojrzały jak na swój wiek. Czasami widząc, w jaki sposób się wypowiada, czułam, że nie ma szans, by coś takiego powiedział dwunastolatek... Przez większość czasu jednak dało się zapomnieć, że postacie są aż tak młode, a w mojej wyobraźni rysowali się oni jako nieco starsi, bardziej adekwatni do swoich zachowań oraz sposobu mówienia.

Historia Alana Cole'a inspiruje oraz dodaje odwagi. Jestem przekonana, że niejeden czytelnik w trakcie jej lektury uśmiechnie się, wzruszy i znajdzie motywujące cytaty pośród słów spisanych przez Bella. Gorąco polecam Wam zapoznanie się z przygodami Alana!
alan cole nie tańczy eric bell cytat
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Gdzies mi już mignęła ta okładka, ale nie zainteresowałam się tą książką. Teraz z zainteresowaniem przeczytałam Twoją recenzję i myślę, że z przyjemnością tę książkę przeczytam. Mam nadzieję, że niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zapoznać się z obydwoma tomami! Eric Bell stworzył naprawdę fajną historię :)

      Usuń
  2. Książka na czasie, muszę przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce, jednak raczej nie jest to lektura, którą chciałabym teraz przeczytać. Może gdy uporam się z zaległym stosem książek, przypomnę sobie o tym tytule.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ważna tematyka. Niestety osoby z inną orientacją niż heteroseksualna nadal spotykają się z dużą dyskryminacją i niezrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale można mieć nadzieję, że z czasem to zrozumienie będzie coraz większe - również za sprawą książek podobnych do "Alana Cole'a".

      Usuń
  5. Ktoś już polecał mi tą książkę i chyba się na nią skuszę. Dzięki za recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm..bardzo intrygująca recenzja, jednak mam jedno pytanie. to jest 12-latek i musi iść już z dziewczyną na potańcówkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to czytałam, to też odnosiłam wrażenie, że jak na dwunastolatkach wywiera się zdecydowanie za dużą presję w kwestii związków!

      Usuń
  7. Do tej pory nie słyszałam o tej książce. Teraz planuje ją przeczytać.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  8. Tym razem raczej nie dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja podziękuję, to temat zupełnie nie dla mnie, jak się pewnie domyślasz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czemu, ale początkowy opis strasznie mi przypomina taką kontynuację "Love, Simon":, gdyby coś poszło nie tak :D Może kiedyś sięgnę

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

.

Copyright © Kulturalna meduza