Skończyłam studia i jest mi z tym dziwnie...

skończyłam studia i jest mi z tym dziwnie artykuł
Od mniej więcej 13:10, 6 lipca 2020 roku mogę nazywać się magistrem Kulturalną Meduzą. Tym samym oznacza to, że skończyłam studia. I jest mi z tym nierealnym i jeszcze nie w pełni pojętym faktem co najmniej dziwnie...

Początek końca


Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że te pięć lat zleciało niesamowicie szybko! Pamiętam, jak zastanawiałam się, którą uczelnię wybrać i jak ostatecznie zmieniłam wybór na uniwersytet, którego przez większość czasu nie zakładałam jako planu A (absolutnie nie żałuję tego wyboru). Pamiętam, jak jechałam złożyć dokumenty i przedstawiciel jednej z organizacji studenckich pobiegł za mną, aby zaprosić mnie na wyjazd adaptacyjny (nie pojechałam i tego też nie żałuję). Pamiętam, jak jechałam na inaugurację roku akademickiego i zaciął mi się zamek w kieszeni kurtki, przez co nie umiałam wyciągnąć telefonu. Pamiętam, jak siedziałam w auli i słuchałam wykładu o alkoholizmie, który był w ramach tejże inauguracji prowadzony. Pamiętam, jak spóźniłam się na pierwsze zajęcia, ponieważ droga dojazdowa do Katowic była zakorkowana. Pamiętam swoje czyste przerażenie w tamtym momencie oraz dwóch studentów, którzy dzwonili roześmiani do znajomych, że się spóźnią na wykład. Wtedy nie rozumiałam, jak można śmiać się z TAK POWAŻNEJ SPRAWY. Pamiętam, jak na pierwszych ćwiczeniach z wprowadzenia do nauk o komunikowaniu prowadząca kazała nam wyciągnąć kartki, a my zestresowaliśmy się, że chce nas egzaminować ledwo się przedstawiła (nie chciała, za to zaprezentowała ciekawy eksperyment). Pamiętam, że pierwsze zajęcia miałam w czwartek. Pamiętam, jak byłam ubrana. Pamiętam, że po zajęciach odebrał mnie tata. Pamiętam bardzo dużo rzeczy z samego początku, więc aż trudno mi uwierzyć, że minęło blisko pięć lat od dnia, w którym spanikowana i zdyszana wpadłam do sali ćwiczeniowej i wydukałam ciche „dzień dobry.

Od tamtej pory wydarzyło się niesamowicie dużo dobrych rzeczy. Choć nie przeczę, że zdarzały się trudne momenty (w końcu takie jest życie), studencki okres zostanie na zawsze w mojej pamięci. Bez wątpienia te pięć lat będą zajmować miejsce w moim galaretowatym, meduzim serduszku. Ale to wszystko nie miałoby miejsca, gdyby nie...
pusta aula wykładowa

Gdyby nie decyzje...


Na moje studenckie życie złożyło się milion małych decyzji, które sięgają aż 2012 roku, kiedy to wymyśliłam sobie dziennikarstwo (i to na przekór paru osobom, które uważały, że może lepiej, gdybym została przy przedmiotach ścisłych). Jak już wspomniałam we wstępie: tuż przed studiami wahałam się, na który z uniwersytetów powinnam iść. I chociaż przez całe liceum spodziewałam się innego wyboru, moje zdanie zmieniło się tuż pod koniec procesu rekrutacji. Potem tych decyzji było tylko więcej.

Wybór specjalizacji. Wybór promotora na licencjacie oraz na magisterce. Wybór tematu pracy (jednej i drugiej). Decyzja o dołączeniu do Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Decyzja o spróbowaniu swoich sił w gazecie akademickiej Nowy Gwóźdź Programu. Decyzja o wprowadzeniu ogromnych zmian na moim blogu. Decyzja o wzięciu udziału w kursie organizowanym przez Google, który zaowocował fajnymi korzyściami. Decyzja o różnych wyjazdach. Decyzje o pracy nad sobą; o udziale w konkursie; o uczestniczeniu w tutoringu akademickim; o napisaniu artykułu naukowego; o każdym odbytym spotkaniu z mniej lub bardziej bliskimi mi osobami.

I choć bez wątpienia świat równoległy, w którym podjęłam się nieco innych decyzji o swoim życiu też jest fajny, cieszę się, że przyszło mi być w tym.
drogowskaz decyzje

Gdyby nie ludzie...


Studia pozwoliły mi poznać masę świetnych ludzi. Wspomniałam, że jechałam na inaugurację, prawda? No to poznałam wtedy dwie dziewczyny, z czego o jednej momentalnie pomyślałam, że się nie dogadamy (zresztą to uczucie było obustronne). Po inauguracji poszłyśmy do KFC i tym sposobem przyjaźnimy się do dzisiaj (choć teraz chodzimy na sushi). Los zatem bywa bardzo przewrotny w tych kategoriach!

Oprócz niej poznałam też innych wspaniałych i serdecznych ludzi, którzy sprawili, że studia stały się o wiele ciekawszym doświadczeniem. Bo oto Graphictobook uświadomiła mnie o istnieniu spotkań Śląskich Blogerów Książkowych, a z Życie Proste wybrałam się na pierwszą w życiu konferencję blogerską, Influencer Live Poznań. Z kolei Turpia Dark Art pokazała mi, że „brzydkie‟ rzeczy mogą być naprawdę ciekawe (na marginesie obczajcie ich twórczość, bo jest wartościowa!). Również w NZS-ie poznałam ciekawych ludzi, którzy udowodnili mi, że gry planszowe są super rozrywką, a studia można spożytkować w aktywny sposób. No i nie zapominajmy o tym, że na kierunku studiów miałam okazję pogadać z wieloma interesującymi osobami. A poza tym studia to również moje przyjaciółki z gimnazjum i liceum, które zawsze postulują, abym napisała o nich jakiś tekst na blogu. I bez nich ten czas nie byłby taki sam. 

Jestem wdzięczna ludziom, którzy towarzyszyli mi w trakcie studiów (i tych, których poznałam wcześniej, i tych których poznałam w trakcie), ponieważ cieszyli się ze mną z sukcesów, spotykali się ze mną w kawiarniach, jeździli ze mną na wycieczki, słuchali moich żali i byli mi wsparciem w trudnych chwilach. Bez wątpienia liczne zdjęcia, które wywołałam w ostatnich pięciu latach stanowią o tym, że gdyby nie ludzie, moje studia byłyby jałowe.
trzy przyjaciółki na tle pola

Gdyby nie wykładowcy...


Ja wiem, że dla wielu studentów wykładowcy są raczej zmorą niż zaletą. A bo to nudni, a bo to wredni, a bo to coś tam. Zawsze można coś znaleźć. No, ale widzicie... ja cieszę się, że na wielu z nich się natknęłam! Choć nie przeczę, że niektóre wykłady staram się wyprzeć z pamięci ze względu na prowadzących, sytuację ratuje to, na jak wielu zaangażowanych wykładowców się natknęłam.

Zdecydowana większość była miła oraz serdeczna. Wielu z nich opowiadała o tematach, w których się specjalizowali z wyraźną pasją. Imponowało mi to, że niektórzy z nich potrafili powoływać się na tyle wątków pobocznych, innych naukowców oraz publikacji bez zaglądania do jakichkolwiek notatek. Niektórzy mieli praktyczne oraz ciekawe pomysły na przekazanie nam wiedzy, wymyślając zadania, debaty oraz zachęcając do dyskusji. Krótko mówiąc: starali się.

Poza tym zauważam też wsparcie, które okazywali wykładowcy studentom. Od jednej z wykładowczyń dowiedziałam się o konkursie literackim (w którym zajęłam drugie miejsce!); inna namówiła mnie, abym spróbowała napisać artykuł naukowy i wzięła udział w tutoringu akademickim; inny wykładowca sprawdzał ze mną pięćdziesiąty raz wspomniany artykuł, by mieć pewność, że nadaje się do publikacji. Na przestrzeni pięciu lat zdarzało mi się rozmawiać z wykładowcami po zajęciach na różne tematy, tłumaczyć swój punkt widzenia oraz gawędzić w tramwajach (bo i zdarzyło mi się, że jeden wykładowca specjalnie mnie wystraszył na przystanku. Tak, krzyknęłam. Tak, wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę. Tak, wykładowca się ze mnie śmiał).

Dla jednych wykładowcy to zmora. Ja miałam ogromne szczęście, ponieważ spora część wykładowców, z którymi miałam do czynienia była świetna.
wykładowca na uczelni stojący tyłem

Gdyby nie NZS...


Wspominałam już parę razy, że należę do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i muszę przyznać, że gdyby nie ta organizacja, moje studenckie życie byłoby nudniejsze. O NZS-ie dowiedziałam się za sprawą wydawanej z ich ramienia gazety, Nowego Gwóździa Programu. Niesamowite jest to, że pamiętam, jak zestresowana byłam, kiedy zimą 2015 poznałam ówczesną redaktor naczelną i zastanawiałam się, czy się nadam do tej gazety. Pamiętam okoliczności, w których rozmawiałyśmy, a potem... potem poszło z górki i półtora roku później sama zostałam redaktor naczelną tego magazynu. I potem raz jeszcze. I jeszcze raz. Potrójna kadencja na stanowisku redaktor naczelnej magazynu studenckiego wiele mnie nauczyła, pozwoliła mi się rozwinąć, a także postawić swoją cegiełkę w historii tej gazety. I za tę możliwość zawsze będę wdzięczna.

I chociaż Nowego Gwoździa Programu uważałam przez ostatnie trzy lata studenckiego życia za swoje dziecko, tak NZS pozwolił mi uczestniczyć w paru innych projektach, promować organizowane akcje oraz zaczepiać ludzi, że powinni do nas dołączyć (i chociaż nigdy za nikim nie biegłam, gdy ten chciał się zrekrutować, to zrozumiałam w końcu tego chłopaka, który informował kandydatów o wyjeździe adaptacyjnym). NZS pozwolił mi również napisać dwie „sztuki‟ skierowane dla dzieci i wszystko to zawsze będę ciepło wspominać. Tak więc jeżeli ktoś z czytających to osób jest jeszcze przed studiami albo w ich trakcie: polecam zaangażować się w organizacje studenckie. Przynosi to wiele dobrego!
nowy gwóźdź programu numery

Koniec?


Jakkolwiek chciałabym temu zaprzeczać: zakończyłam swoją edukację. Choć nie chcę się w pełni rozstawać z akademickimi klimatami i mam pewne plany tego dotyczące, to wiem, że to już nie będzie to samo. Kończy się pewna swoboda, standardowe chodzenie na wykłady oraz pewien etap w życiu. Jeszcze nie w pełni dotarł do mnie ten fakt, jednak zapewne wkrótce to nadejdzie. Tymczasem mogę sobie powiedzieć, że cieszę się z podjętych decyzji, jestem szczęśliwa z tego, jak przebiegły moje studia, z rzeczy, które zrobiłam oraz ze swoich osiągnięć. Wiem, że na pewno będę ten czas miło wspominać.

Teraz pora na poststudenckie życie. Trzymajcie za mnie kciuki, parzydełka, macki i inne odnogi.

Komentarze

  1. Fajnie, ze ogólny wydźwięk tego posta jest tak pozytywny. Pozwala to założyć, że i postudenckie życie takie będzie, bo sobie z nim poradzisz :)Życie uśmiecha się do uśmiechniętych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakończyłaś ważny etap w swoim życiu, ale przed Tobą dużo więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje! Z pewnością kiedyś będziesz ten czas miło wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia w rozwoju kariery :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ah, pamiętam jak ja skończyłam studia, niby to było już jakiś czas temu, ale te wspomnienia ciągle są żywe. Nie żałuję podjętych decyzji i z nostalgią wspominam to, co już minęło ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że również miło wspominasz ten okres <3

      Usuń
  6. Raz, że totalnie zazdroszczę ci pisania takich długich, spójnych i sensownych postów! Mój mózg to chaos i czasami myślę, że to widać w postach.

    Po drugie - gratulacje! <3 Zawsze jeszcze zostają ci podyplomowe, doktoranckie, albo totalnie nowy kierunek, niektórzy mega to lubią, choć dla mnie ten krótki okres to tragedia i niewypał. A dopiero jak już dałam sobie święty sposób otworzyli kierunek, który faktycznie mógł mnie zainteresować ><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ale muszę powiedzieć, że czytając Twoje teksty, nie mam poczucia chaosu, więc bez obaw. Myślę, że jest lepiej niż Ci się wydaje!

      Dziękuję <3 Nie powiem, mam w planach i studia doktoranckie i podyplomowe. Jak szaleć, to szaleć! Szkoda, że kierunek, który Ci się podoba otworzono dopiero później :(

      Usuń
  7. Czyli studia niekoniecznie muszą być stratą czasu. Gratulacje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno! Myślę, że jak odpowiednio dobrać studia, to nie są stratą czasu :)

      Usuń
  8. Tak pozytywnie wypowiadasz się o tym czasie, że aż chce się zacząć studia, ale niestety ta stresująca matura jeszcze przede mną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać za Ciebie kciuki na maturze <3 Mam nadzieję, że studenckie życie przypadnie Ci do gustu <3

      Usuń
  9. Też miło wspominam studia i zaangażowanych wykładowców, powodzenia w dalszej drodze!

    OdpowiedzUsuń
  10. Super! Kochana gratulację!! Pozdrawiam i życzę miłego dzionka <3

    https://julialukasikblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Życie studenckie jest super :)) nie dość ze super wyjazdy to ciągle poznawanie ludzi nowe atrakcje, niestety później już tego nie ma... chciałoby się zatrzymać w t wieku 23 lat eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, miło będę wspominać ten czas, ale liczę, że i przyszłe lata będą fajne :)

      Usuń
  12. Widzę, że jesteśmy w tym samym momencie w życiu mniej więcej, bo też w lipcu zakończyłam swoją edukację. Mam wrażenie, że teraz już nic nie będzie takie samo :D Życie studenckie było piękne, chętnie wróciłabym, ale wiadomo, że to nie możliwe.
    Chętnie zostaję u Cb na dłużej, bo widzę, że dzięki Tobie mogą poznać wiele ciekawych filmów, seriali czy książek, które tak lubię! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To serdecznie gratuluję <3 Pewnie, będzie inaczej, ale jestem przekonana, że i w tym kolejnym etapie życia czekają nas dobre rzeczy!

      Dzięki za miłe słowa i cieszę się, że zostaniesz tu na dłużej! ^^

      Usuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza