„Pies zawodowiec‟ – Laura Greaves [recenzja]

pies zawodowiec recenzja
Poznajcie Molly Polly – suczkę, która ostrzega diabetyków o zmianach poziomu cukru we krwi, Bailey’ego – wicedyrektora muzeum ds. mew, który strzeże zabytkowych okrętów przed plagą latających szkodników, oraz Daisy, która pełnoetatowo pełni funkcję psa przewodnika… drugiego psa. Przedstawiamy też Tunę – gwiazdę mediów społecznościowych z uroczą wadą zgryzu, ultramaratończyka TruMana, honorowego krwiodawcę Montgomary oraz całą plejadę prawdziwych psich bohaterów.

Oto zbiór grzejących serce opowieści o zaledwie kilkunastu spośród najbardziej niesamowitych psów na świecie – inspirujące historie psów, które żadnej pracy się nie boją!

Uwielbiam psy. Kocham te zwierzęta całym sercem i jeżeli tylko mogę (bo mam czas, a właściciel psa na to pozwoli!), zawsze zatrzymuję się, aby jakiegoś pogłaskać. Uwielbiam też swojego psa, Froda, którego w trakcie lektury tej książki nie raz szłam podrapać za uchem, bo brało mnie na nostalgię. I chociaż Frodo nieco obawiał się tej książki (bardzo nie podobało mu się, gdy kładłam ją tuż obok niego w celu zrobienia zdjęcia, z którego finalnie zrezygnowałam), to ja miałam do niej zgoła inny stosunek.

Laura Greaves przedstawia dwadzieścia cztery historie wyjątkowych psiaków, które wykonują niezwykłe zawody. I może w tym momencie myślicie sobie o kilku funkcjach, jakie mogą pełnić te czworonogi. Ja na początku lektury kojarzyłam tylko psa-terapeutę, psa-przewodnika czy psa, który asystuje diabetykom. Okazuje się jednak, że możliwości, jakie mają te zwierzęta są niezliczone i mogą podejmować się ogromu prac. A zatem poznajemy psy, które biorą udział w maratonach, są honorowymi krwiodawcami, aktorami, influencerami, uczą czytania, pomagają strażakom oraz wiele innych!

A zatem autorka postawiła na szczegółowe poznanie historii wyjątkowych psiaków. Przedstawia, w jaki sposób podjęły się zawodu, jakie mają przeszkolenie, gdzie je odbyły, a także skąd w ogóle pomysł, aby zajmowały się tym, co robią. Oczywiście nie zabraknie również opisów ich właścicieli, relacji między nimi, a także pewnych ciekawostek dot. samej biologii psa. Dlatego można powiedzieć, że Pies zawodowiec to nie tylko książka, która opisuje losy wyjątkowych zwierzaków, ale również uczy ogólnie o rasach i możliwościach tych czworonogów.

Historie bez wątpienia są emocjonalne. Już pierwsza wycisnęła ze mnie łzy, a i następne nie raz doprowadziły na skraj wzruszenia. Oprócz tego wielokrotnie uśmiechałam się, czytając o tych psiakach i szłam do swojego goldena retrievera, aby go wyprzytulać. Muszę więc przyznać, że Pies zawodowiec to nie tylko historie, która poszerzają naszą wiedzę, ale również wywołują liczne pozytywne uczucia. Finalnie czytelnik pozostaje z ciepłem w serduszku oraz chęcią, by samemu zaopiekować się psem (lub uściskać własnego, jeżeli już się go posiada).

Muszę jednak Was uprzedzić, że bardzo złym pomysłem jest czytanie tej książki na raz. Nie próbujcie tego, bo tylko się zrazicie. Najbardziej optymalnie jest czytać jedną (góra dwie) historię na dzień, ponieważ przy większej liczbie, czytelnik zaczyna się nużyć. Niektóre ciekawostki dotyczące psów są powtarzane, a ciągłe przeskakiwanie z jednego psa do drugiego bywa męczące. Zatem, aby nie odebrać sobie frajdy z lektury tej książki, warto rozłożyć ją na dłuższy czas. Ja tego nie zrobiłam (bo raczej jestem sprinterem niż maratończykiem w czytaniu) i nieco żałuję, bo na pewnym etapie odczuwałam niechęć do lektury.

Jednak pomijając te zażalenia, nie mam żadnych innych uwag. Autorka posługuje się przyjemnym językiem, historie stara się ująć jak najkrócej, a przy tym jej artykuły są wyczerpujące. Czasami bawi się słowem, stawiając na gry słowne, które zostały trafnie przetłumaczone na polski. Co więcej, nie raz, nie dwa, zastosowano przypisy, które pozwalają na lepsze zorientowanie się osobom, które niekoniecznie znają faunę Australii czy istniejące tam organizacje społeczne.

Podsumowując, Pies zawodowiec to przyjemna książka, która pozwala poznać historie cudownych zwierzaków oraz poszerzyć swoją wiedzę o możliwościach psów. W tym zbiorze opowieści odnajdzie się każdy psiarz, jak również osoby, które własnego zwierzaka nie posiadają. Bez wątpienia każdy czytelnik poczuje ciepełko na sercu, gdy będzie poznawać losy kolejnego czworonoga. Pamiętajcie jednak, aby rozłożyć lekturę w czasie! Nie popełniajcie moich błędów!

W PIGUŁCE:
| niebeletrystyczne | zbiór reportaży | psy | na faktach | Australia | australijska dziennikarka |
pies zawodowiec cytat
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Jak o piesku to biorę w ciemo

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję, że ten zbiór wywołałby we mnie wiele emocji. Lubię czytać takie historie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie trzeba na raty rozłozyć ja tak robię z ciężkimi książkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie czuję potrzeby czytania tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie do końca jestem psiarzem, bliżej mi do kotów, ale i tak pewnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbyś przechodziła koło mojego psa i go pogłaskała to stałabyś się jego najlepszym przyjacielem, bo cwaniak czasami na środku chodnika siada i czeka, aż ktoś go pogłaszcze. Dopiero wtedy możemy kontynuować spacer! Co do książki - Uwielbiam takie historie i dobrze, że mówisz, żeby dawkować, bo ja też wolę pochłaniać na raz i nie odkładać, bo potem ciężko wrócić. A skoro jesteśmy przy takich uroczych historiach - czytałaś kiedyś "Balsam dla duszy miłośnika psów"? :D

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza