„Mroczna wiedza‟ – Naomi Novik [recenzja przedpremierowa]

mroczna wiedza recenzja
Scholomance to szkoła, w której nie ma nauczycieli, wakacji ani przyjaźni między uczniami – tylko strategiczne sojusze. Przetrwanie jest ważniejsze od stopni, gdyż młodzi magowie nie mogą opuścić szkoły, aż ją ukończą lub zginą. Obowiązujące w Scholomance zasady są proste: nie można chodzić samotnie po korytarzach i trzeba się strzec potworów, które czają się wszędzie. Poza tym niektórzy uczniowie praktykują czarną magię, a nawet mordują innych, żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia.

Galadriel Higgins, zwana El, potrafi stawić czoło niebezpieczeństwom czyhającym w Scholomance, ponieważ ma ogromną moc. Mogłaby bez trudu pokonać wszystkie grasujące potwory. Problem polega na tym, że równie łatwo mogłaby także zabić pozostałych uczniów.

To miała być fenomenalna powieść. Novik to autorka, o której słyszałam same dobre rzeczy. Nad jej innymi książkami recenzenci rozpuszczają się z zachwytu. Tak bardzo chwalili jej twórczość, że gdy pojawiła się opcja przeczytania najnowszej na naszym rynku powieści jej autorstwa, nie zastanawiałam się dwa razy. Zresztą – co tu dużo myśleć? Mroczna magia, szkoła dla wybranych, przyciągająca spojrzenie okładka? Nic, tylko brać! Tylko widzicie, nie bez powodu użyłam w pierwszym zdaniu tej recenzji słowa „miała‟.

Zacznę może jednak od tego, co dobre i najbardziej przykuwa uwagę: świat przedstawiony. Otóż pomyślcie sobie o Hogwarcie, ale w wersji, w której wszystko chce zabić uczniów. No dobra, to dalej Hogwart. Ale pomyślcie, że trup sieje się gęsto, a nikt nie ma nic przeciwko temu, bo wszyscy wiedzą, że tak trzeba i w sumie poza szkołą żywsi by nie byli. Ich jedyną szansą na to, by przetrwać, jest tkwienie w szkole, która całym swoim bytem i tak przez cztery lata próbuje wytępić najsłabszych (lub nieostrożnych) uczniów. Oznacza to konieczność tworzenia sojuszy, przestrzegania surowych zasad oraz pilnowania się, bo w każdej chwili może wyskoczyć na człowieka potwór.

A potworów jest cała masa! Novik stworzyła różne ohydztwa, które plastycznie i ciekawie opisała. Świat, w którym przyszło żyć bohaterom jest niebezpieczny i zmusza ich do nieustającej walki. A te istoty, które należy pokonać bywają naprawdę niepokojące. Fascynujący jest zresztą sam system funkcjonowania szkoły – to potężna pół-żywa machina, która zmienia położenie schodów oraz sama robi za nauczycieli. Nie ma tutaj dorosłych sprawujących pieczę nad uczniami: tę funkcję sprawuje szkoła. Dostarcza podopiecznym potrzebne materiały, które powinny zagwarantować przeżycie, ale przy tym regularnie wystawia tychże uczniów na niebezpieczeństwa. I stanowi to prawdopodobnie najmocniejszą stronę Mrocznej wiedzy.

Bo oprócz tego nie jest już tak dobrze. Fabuła... istnieje. Jak sądzę. Przez pierwsze dwieście stron zastanawiałam się, do czego ta książka właściwie zmierza. Poznajemy losy głównej bohaterki, El, która jest samotniczką i nie lubi ludzi (ale do tego jeszcze wrócimy). El ciągle jest atakowana przez potwory, a następnie ratowana przez Oriona, z którym wdaje się w sprzeczki. Potem znowu coś ją atakuje, chłopak ją ratuje, no i znowu się sprzeczają. I tak przez dwieście stron. W międzyczasie El wspomina swoją przeszłość, opowiada o tym, jak działają sojusze, marudzi oraz okazjonalnie posługuje się magią albo próbuje zawrzeć niezbędne do przeżycia sojusze.

Oprócz tego nic się nie dzieje. Akcja nabiera tempa na ostatnie sto stron, ale wcześniej zastanawiałam się: gdzie tu intryga? Gdzie tu problem? Do czego to prowadzi? I o ile po dwusetnej stronie zrozumiałam, co było głównym problemem dla bohaterów, czuję, że nastąpiło to stanowczo za późno. I okay, ostatnie sto stron wciąga, jest ciekawe i dobrze się na nich bawiłam. Ale to za mało. Dobre fabularnie 100 stron to stanowczo niewystarczająco, abym mogła zapomnieć o tym, że wcześniej potwornie się nudziłam...

Ale i tak to nie jest najgorsze. Najgorsza jest El. Przysięgam, sądziłam, że autorzy wyrośli z tworzenia takich bohaterek lata temu! To postać, która ma superhipermegamoce, może przenosić góry, ale to ukrywa. Jest samotniczką, nikt jej nie lubi, ale uważa, że nie potrzebuje przyjaciół. I bez obaw! Jeżeli nie zrozumieliście za pierwszym razem, jak bardzo nietowarzyska jest El, to ta bohaterka przypomni Wam o tym jeszcze jakieś tysiąc razy różnego rodzaju wspomnieniami oraz opisami wydarzeń z życia. To taka... Mary Sue, która niby jest potężna, ale robi z siebie okropną ofiarę. Do tego jest potwornie wredna i to nie w sposób, który sprawia, że człowiek się uśmiechnie pod nosem. El po prostu sprawia, że czytelnik ma ochotę nią potrząsnąć i powiedzieć jej, żeby się ogarnęła (ewentualnie rzucić nią potworowi na pożarcie – jedno z dwóch).

O innych bohaterach z kolei za bardzo nie wyrobiłam sobie opinii. Dla mnie oni po prostu są. Czy mają w sobie coś ciekawego? No nie wiem. Może? Nikt nie wydaje się mieć wyraźnie zarysowanego charakteru. Może poza Orionem, ale dla mnie on był po prostu nijaki. Jestem pewna, że niektórzy go polubią, ale dla mnie to ten szlachetny typ, który zawsze chce, aby wszystko było dobre i łagodne, a przez to staje się nieciekawą postacią książkową. A może nie zapamiętałam nikogo, bo wszystkich przyćmiła El, która jest wredna i postrzega kolegów i koleżanki jako gorszych? 

Podsumowując, to nie była dobra przygoda. Przy Mrocznej wiedzy Novik bardzo się męczyłam. Dobrze wykreowany świat i całe sto stron ciekawej akcji to stanowczo za mało, abym przymknęła oko na pozostałe wady. Niestety muszę powiedzieć, że moje pierwsze spotkanie z polecaną przez wszystkich Novik przebiegło źle, a Mrocznej wiedzy nie mogę polecić.

W PIGUŁCE:
| fantastyka | dark fantasy | magiczna szkoła | potwory | magia | nastolatkowie | Young Adult | urban fantasy | amerykańska pisarka |
mroczna wiedza cytat
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Poczekam na coś spoza tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka szkoda, ostrzyłam sobie ząbki na tę powieść... Ale zaręczam, że "Wybrana" i "Moc srebra" to o niebo lepsze książki w baśniowym klimacie i warto dać autorce jeszcze jedną szansę właśnie dla nich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki, ale jak to z tym gatunkiem bywa, raczej będę szukać egzemplarza po bibliotekach. Jeśli mam w książkę zainwestować i później się rozczarować, to nawet najpiękniejsza okładka nie pomoże :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie! Tyle mi opowiadano o Novik, a tu taka porażka? Jeszcze nigdy nie miałam szansy nic jej autorstwa przeczytać, ale liczyłam na coś NIESAMOWITEGO, bo tak jak i Tobie wszyscy mi ją polecali...

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że się rozczarowałaś. Też planowałam ją przeczytać. Może kiedyś po nią sięgnę, ale nie w najbliższym czasie.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam tej książce, ale już wiem że chyba też bym się rozczarowała. Poczekam na następną recenzję. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O nie! A ja miałam wobec niej takie wielkie oczekiwania... Może przeczytam, z ciekawości, ale już mi się odechciało ją kupować od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze dziś myślałam o tej książce (okładkowa sroka) ale jakoś przeszła mi na nią ochota. Dzięki za szczerą recenzję

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo podoba mi się Twój blog! Będę zaglądać. A co do książki, to wydaje się rzeczywiście intrygująca. Tylko, coś rzeczywiście jest nie tak. I coś bardzo pachnie Hogwartem... przynajmniej w moim odczuciu. W najbliższym czasie raczej nie sięgnę, może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza