„Gwałtowne pasje‟ – Chloe Gong [recenzja]

these violent delights recenzja
Szanghaj, rok 1926. Juliette Cai i Roma Montagow to przyszli bossowie zwaśnionych organizacji przestępczych: Szkarłatnego Gangu i Białych Kwiatów. Cokolwiek łączyło ich kilka lat temu, ustąpiło miejsca zapiekłej goryczy i nienawiści…

Podczas gdy gangsterskie porachunki osiągają punkt kulminacyjny, a w mieście szerzą się zaraza i szaleństwo, z głębin rzeki Huangpu wynurza się… potwór. Śmierć zbiera obfite żniwo, zaś Juliette i Roma muszą zapomnieć o tym, co ich dzieli. Jeśli nie powstrzymają tego chaosu, nie będzie już dłużej miasta, w którym mogliby rządzić. Współpraca między nimi staje się nieuniknioną wręcz palącą potrzebą.

Zawsze bardzo lubiłam Szekspira. Jeszcze w liceum z zaangażowaniem wyszukiwałam jego dzieła w antykwariatach i do dzisiaj różne wydania znajdują się na mojej półce. Jednak w tej sympatii do niego, szczerze nie lubiłam Romea i Julii. Ta historia zawsze wywoływała we mnie irytację, choć motyw wrogich sobie rodów bardzo do mnie przemawia. Dlatego gdy usłyszałam o Romeo i Julii w wersji gangsterskiej w realiach Szanghaju lat 20. XX wieku... Jak mogłam się oprzeć?
 
Od samego początku Gwałtownych pasji zostajemy wrzuceni w wir akcji. Oto pojawia się potwór, a mieszkańców Szanghaju porywa szaleństwo, które zmusza ich do rozdrapywania sobie gardeł. W powietrzu wisi napięcie związane z protestami robotników podjudzane przez komunistów, a gdy Juliette i Roma znajdują się w jednym pomieszczeniu można spodziewać się bójki. Mimo to podejmują się współpracy, choć pełnej nieufności i wrogości, która ma prowadzić do rozwiązania problemów rozrywających Szanghaj na kawałki, tym samym dając nam niesamowity retelling Romea i Julii.

Gwałtowne pasje są mroczne i wciągające. Czytelnik z ciekawością przerzuca kolejne strony, zastanawiając się nad rozwiązaniem tajemnicy szanghajskiego potwora. I przyznam szczerze, że nie spodziewałam się zwrotu akcji, który dostajemy pod koniec książki. Uwielbiam sytuacje, w których autor potrafi mnie zaskoczyć, a to bez wątpienia miało miejsce w powieści Chloe Gong. Spodziewajcie się zatem niespodziewanego! Ta lektura może Was zadziwić!

Ale nie tylko wątek tajemnicy, próby odnalezienia potwora, jest tutaj kluczowy. Znaczenie ma również przeszłość Juliette i Romy oraz konflikt między ich rodami. Nie zapominajmy w końcu, że to powieść oparta na jednej z najbardziej znanych (a przy tym tragicznych) historii miłosnych! Gong nie mogła zatem uciec od romansu. I chociaż zaangażowałam się w losy tych dwojga, to miałam momenty, gdy nie do końca czułam chemię między nimi. Dało się dostrzec, że ich relacja była głęboka w przeszłości, ale w momencie, w którym rozgrywa się fabuła? Miewałam trudności z uwierzeniem w to, że jest dla nich jakakolwiek nadzieja.

Możliwe, że wpływ miało na to też moje lekkie zirytowanie Juliette. Miewała momenty, w których trudno było mi ją zrozumieć, a jej postępowanie wydawało się nieco irracjonalne. Z drugiej strony wydawała się najbardziej logicznie myślącą osobą w całej książce, obdarzoną umiejętnością szybkiego kalkulowania oraz sprytem! Dlatego mimo pewnych jej wad, bardzo ją polubiłam. Podobnie zresztą Romę, którego bardzo chcę zobaczyć w przyszłości jeszcze więcej na kartach tej historii! (Bo odczuwam lekki niedosyt jeżeli o kreację jego postaci chodzi).

Nie ukrywam jednak, że najbardziej przypadły mi do gustu postacie drugoplanowe. Benedict i Marshall, choć pojawiali się rzadko, skradli moje serce swoimi rozmowami. Szczególnie ten drugi zapadnie mi w pamięć jeszcze na długo. Nie inaczej ma się sytuacja w przypadku Katheleen, która jest po prostu świetna! Odważna, opanowana oraz fascynująca. Bardzo, bardzo liczę na to, że w drugim tomie jest więcej scen z jej udziałem!

To co nie do końca do mnie przemówiło, to... dość pompatyczne opisy. Gong ma bardzo ciekawy styl, który wybija się na tle innych książek z tego gatunku. Opisuje Szanghaj w taki sposób, jakby był żywą istotą i niesamowicie mi się to podobało. Umiałam sobie wyobrazić to miasto, niemal czułam jego zapach i atmosferę na swojej skórze. Niestety chwilami miałam zgrzyty, gdy wydawało mi się, że Gong aż nadto posługuje się metaforami. Może miało to związek z tłumaczeniem, a może już w oryginale leżał problem. Tak czy siak coś nie zagrało, ale było to na tyle małe, że jestem skłonna przymknąć oko.

Ale i tak to wszystko jest niczym przy mojej największej bolączce związanej z tą książką – brakiem słowniczka! W tekście pojawia się wiele chińskich oraz francuskich zwrotów, które były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. O ile jeszcze dłuższe zdania po francusku zdecydowano się przetłumaczyć w przypisach, tak cała reszta nie dostąpiła tego zaszczytu. Bardzo mi to przeszkadzało, a wierzę, że proste udogodnienie w postaci słowniczka ułatwiłoby mi lekturę Gwałtownych pasji. (Albo większa motywacja, by googlować poszczególne zwroty).

Podsumowując, Gwałtowne pasje (czy też These Violent Delights) to naprawdę wciągająca powieść, która zaskakuje rozwiązaniami, przedstawia ciekawych bohaterów, a przede wszystkim roztacza mroczną atmosferę. Z niecierpliwością będę wyczekiwać drugiego tomu!

W PIGUŁCE:
|fantastyka | romans | retelling | Romeo i Julia | miejsce akcji: Szanghaj | czas akcji: lata 20. XX wieku |
gwałtowne pasje
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Jeżeli chodzi o tą książkę to na początku nie miałam jej w planach, ale im dłużej o niej czytam to tym bardziej mam ochotę po nią sięgnąć - tym bardziej, że ta może okazać się idealnie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba! Warto po nią sięgnąć

      Usuń
  2. Jestem zaintrygowana, chętnie poznam ten tytuł bliżej ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chcę przeczytać! Wydaje mi się, że to totalnie coś dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto dać jej szansę! Mam nadzieję, że Ci się spodoba!

      Usuń
  4. Widzę tę książkę dosłownie wszędzie i wszyscy oceniają ją raczej pozytywnie. A ja wciąż się waham, bo to niespecjalnie moje klimaty, ale kurcze... kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto spróbować, najwyżej jej nie do kończysz :D

      Usuń
  5. Wiesz, że ja dopiero ogarnęłam, że na okładce tej książki jest smok? I nie wiem czemu, ale jak czytam teraz jej opis, to mam przed oczami West Side Story. Ja generalnie nie lubię samej historii Romea i Julii, ale bardzo podobają mi się wariacje na jej temat i sama książka jest na mojej liście do przeczytania. Tylko kiedy to nastąpi? Tego nie wiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo! Wariacje tej historii są super, ale sama historia? Meh! Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

      Usuń

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza