„Foul Lady Fortune” – Chloe Gong [recenzja]

foul lady fortune recenzja
W ramach tajemniczego eksperymentu Rosalind posiadła niesamowite zdolności, które wykorzystuje jako zabójczyni na usługach kraju. Teraz otrzymała nową misję – musi rozwiązać zagadkę serii morderstw, które rozegrały się w Szanghaju. Nie zrobi tego sama – towarzyszyć jej będzie inny szpieg, Orion, któremu nie potrafi zaufać ze swoimi tajemnicami. Czy uda im się dojść do sedna sprawy? I czy pokonają niechęć wobec siebie?

Dylogia These Violent Delights bardzo mi się podobała. Historia Romy i Juliette mnie wciągnęła, wywołała wiele emocji oraz zapadła w pamięć. Nic zatem dziwnego, że musiałam sięgnąć po Foul Lady Fortune, w której śledzimy losy kuzynki Juliette, Rosalind. A jak ta przygoda wyglądała?

Powiedziałabym, że Foul Lady Fortune na pewnym poziomie jest bardziej zawiła od swoich poprzedniczek. Wcześniej borykaliśmy się przede wszystkim z problemami gangów. W nowej książce Chloe Gong stanowią one przeszłość, a w centrum stoją walki ugrupowań politycznych. Chwilami można mieć drobne problemy w połapaniu się, kto sympatyzuje z kim oraz jaka grupa nie sprzyja tej drugiej. Gdy jednak czytelnik ogarnie kontekst (oraz zapamięta wszystkie imiona i pseudonimy bohaterów), w historię można wsiąknąć.

Sama intryga, która rozgrywa się na tych 600 stronach, jest fascynująca. Oto mamy tajemniczego mordercę, który korzysta z trucizny, aby pozbyć się przypadkowych osób. Jaki ma motyw? Kto będzie następną ofiarą? Z jakiej substancji korzysta? Przyznaję, że nie spodziewałam się rozwiązania tej sprawy, więc wywołało ono we mnie masę emocji (w tym nieodpartą chęć, by sięgnąć po kolejne tomy). Podobnie satysfakcjonujący był inny plot twist Foul Lady Fortune, choć nie zaskoczył mnie on ani trochę i myślę, że dość łatwo dało się go przewidzieć.

Spodobała mi się również podbudowa pod nowelki, które pojawią się na polskim rynku już wkrótce, oraz wtrącenia fabularne związane z Celią. Trochę żałuję, że nie było ich więcej, ponieważ jej codzienność to również interesujący wątek tej historii.

Mam za to problem z bohaterami tej książki, ale zacznijmy od pozytywów. Bez wątpienia polubiłam Rosalind i Oriona. Podoba mi się ich dynamika i rozmowy, ale również osobno są interesujący i dający się lubić. To samo tyczy się postaci drugoplanowych – całkiem chętnie o nich czytałam. Niestety odniosłam wrażenie, że kreacja bohaterów Foul Lady Fortune jest wtórna. Chwilami czułam się, jakbym znowu czytała o Juliette i Romie. Zbytnie podobieństwo w charakterze (nie tylko głównych) bohaterów uważam za największy minus tej powieści.

Sam styl Chloe Gong pozostaje dla mnie prawie bez zarzutu. Nieustająco zadziwia mnie, jak szybko czyta się książki, które wyszły spod jej pióra. Biorąc pod uwagę ich długość, wydaje się, że spędzi się przy nich więcej godzin. Tymczasem są to historie, które pochłania się raz-dwa! Jedyne, co mi przeszkadzało, to nagłe zmienianie perspektyw. Czasami działo się to zbyt niespodziewanie i wybijało mnie to z rytmu czytania.

Podsumowując, Foul Lady Fortune to całkiem miły powrót do brutalnego, acz fantastycznego Szanghaju. Intryga mnie wciągnęła, polubiłam bohaterów i bardzo wyczekuję nowelek! Co tu dużo mówić? Polecam!

TRIGGER WARNING:
| przemoc | śmierć |

W PIGUŁCE:
| fantastyka | lata 30. XX wieku | Szanghaj | tajemnica | magiczne zdolności | urban fantasy | rewolucja |
foul lady fortune cytat
Recenzja powstała w ramach współpracy z:

Komentarze

  1. Chętnie sprawdzę czy się odnajdę w tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor jak i ta seria cały czas na mojej liście TBR.
    Bardzo fajnie zarysowałaś całość tego dodatku do serii, więc wiem już jak fabularnie go uplasować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie dopiero po dylogii These Violent Delights!

      Usuń

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza