„Berło ziemi‟ – A. C. Gaughen [recenzja]

berło ziemi recenzja
Shalia jest dumną córką pustyni. Po latach niszczycielskiej wojny z sąsiednim królestwem jej lud desperacko pragnie końca konfliktu, który pochłonął życie tak wielu osób. Pragnąc wymienić wolność na bezpieczeństwo, Shalia zostaje królową Krain Kości kraju, w którym magia jest zakazana, a Żywioły – ludzie kontrolujący ziemię, powietrze, ogień i wodę – są traktowani jak zdrajcy.

Wkrótce dowiaduje się, że jedynym pragnieniem jej męża, Calixa, jest zniszczenie Żywiołów.

Jeszcze przed swoją koronacją Shalia odkrywa, że ma moc nad ziemią. Uwięziona między irracjonalną nienawiścią męża do Żywiołów a niebezpiecznym buntem prowadzonym przez własnego brata, Shalia musi wykorzystać swoją moc i dokonać niemożliwego wyboru: ocalić swoją rodzinę, ocalić Żywioły lub ocalić siebie.

Jeżeli zostaje wydana książka młodzieżowa, która przedstawia nowy, magiczny świat fantasy, to są bardzo duże szanse, że po nią sięgnę. Berło ziemi to jedna z tych powieści, na które skusiłam się, mimo że nie do końca wczytałam się w opis. Ot, zobaczyłam kilka słów kluczowych i uznałam: dobrze, muszę to przeczytać i przekonać się na własnej skórze, czy warto.
 
Tym, co zawsze mnie najbardziej przyciąga do tych powieści, to świat przedstawiony. W tym przypadku autorka postawiła na znane już mechanizmy. Otóż magia tego świata opiera się na żywiołach. I któż tego wcześniej nie czytał, prawda? Ludzie, którzy są Żywiołami (osobami posiadającymi moce) są tępieni przez królestwo. Uważa się ich za coś złego, nieludzkiego i uderzającego w Trójlicego boga. W związku z tymi prześladowaniami, rodzi się wśród nich ruch oporu. Część z Żywiołów oraz ludzi im sprzyjających pragnie doprowadzić do zmiany władzy. A po środku tego wszystkiego jest główna bohaterka, która wychodzi za mąż za tyrana nienawidzącego Żywiołów, a ona sama okazuje się władać ziemią.

Co z tego wynika? Berło ziemi powtarza pewne motywy, które w literaturze przerabiamy od lat: zakazane moce, bogacze u władzy, buntujący się biedni i wykluczeni, bitwy między nacjami. To wszystko widzieliśmy już wcześniej, jednak czytając tę książkę, nie odczułam tego negatywnie. W gruncie rzeczy bardzo szybko wkręciłam się w historię Shy. Jest ona pełna zwrotów akcji, walk i wewnętrznych rozterek. To także opowieść o młodej kobiecie, która stara się poradzić sobie jak najlepiej w sytuacji, w której się znalazła. Chce pokochać swojego męża, choć widzi jego okrucieństwo. Pragnie zapewnić lepszy byt swojemu ludowi oraz zostać wierna rodzinnym tradycjom. Próbuje walczyć z prawdziwymi uczuciami, choć wie, że są niewłaściwe dla kogoś na jej pozycji. To wszystko nie jest łatwe ze względu na okoliczności, jednak jej potężna wiara oraz siła psychiczna są imponujące.

Wspominam o tym nie bez powodu, ponieważ Berło ziemi porusza również kwestię przemocy w związku i robi to w sposób, moim zdaniem, naprawdę ciekawy i dobry. Bohaterka chociaż przeżywa rozterki związane z tym problemem, które są charakterystyczne dla ofiar przemocy, zarazem prowadzi rozmowy, z których jasno wynika, że jej doświadczenia są złe i nie tak powinny wyglądać relacje romantyczne. Bardzo się cieszę, że autorka decydując się na umieszczenie Shy w toksycznym związku, potępia go.

W ogóle Shalia jest ciekawą postacią. Nie jest idealna, popełnia błędy, otoczenie ją rani, a ona jednak stara się podnosić i kierować swoimi wartościami. To wyjątkowa postać i liczę, że w przyszłości zostanie jeszcze lepiej rozwinięta. Zresztą i poboczne postacie wypadają naprawdę nieźle. Zarówno ci bohaterowie, których czytelnik ma polubić, jak i ci, których zachowanie należy potępić. Widać, że autorka przemyślała sobie, co chce przekazać stworzonymi postaciami i poradziła sobie z realizacją tego zadania bardzo dobrze.

Co jest dla mnie jednak zastanawiające i nieco nielogiczne w przypadku tej książki, to jej tytuł... Jest to taka mała rzecz, która nie wpływa na moją ocenę, ale jeżeli spodziewacie się, że tytułowe berło to jakaś mityczna broń, to... No nie. W oryginale powieść nazywa się Reign of Earth, co można przetłumaczyć jako Władzę ziemi, Rząd ziemi i uważam, że miałoby to o wiele więcej sensu niż berło, które nawet nie zaistniało na kartach tej książki... Choć wiadomo, może Władza ziemi nie brzmi tak ekscytująco, jak Berło ziemi. Niezależnie od tego, co stało za decyzją, uważam, że tytuł jest nieco mylący dla czytelnika.

Abstrahując jednak od tłumaczenia tytułu, reszta książki w kwestii używanego języka wypada naprawdę nieźle. Berło ziemi czyta się szybko, a kolejne strony przerzuca w zawrotnym tempie. Gaughen ma wyjątkowo lekkie pióro, opisy są przystępne, a dialogi naturalne. Co więcej, potrafi krótko i treściwie opisać przeskoki czasowe (mimo że czasami akcja czasami przeskakuje o parę miesięcy, czytelnik nie czuje niedosytu).

Podsumowując, Berło ziemi to przyjemna młodzieżówka fantasy. Chociaż nie przeczę, że pewne wątki są już znane i jeżeli szukacie czegoś totalnie nowatorskiego, to raczej nie znajdziecie tego tutaj. Jednak jeżeli lubicie nadzwyczajne moce, motyw ruchu oporu, szukanie szpiegów i próbę obalenia władzy, są bardzo duże szanse, że Berło ziemi przypadnie Wam do gustu. Mi na pewno się spodobało i będę czekać na kontynuację.

W PIGUŁCE:
| fantastyka | moce żywiołów | ruch oporu | władca-tyran | high fantasy | przemoc | dwór królewski | 
berło ziemi cytat
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Na ten moment, nie przekonałam się jeszcze do tego gatunku książek, ale być może kiedyś to się zmieni. ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka już kilka razy przewinęła mi się w blogosferze, jednak raczej nie mam zamiaru po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nie czytałam młodzieżowego fantasty, więc może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie jestem fanka książek fantasty i do młodzieży tez już nie należę wiec odpuszczę ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że o niej piszesz, bo nie byłam przekonana :) Teraz zmieniam zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo wszystko brzmi ciekawie! Szkoda, że doba nie jest dłuższa, to może bym zdążyła przeczytać trochę z tego, co za mną chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantasy to nie mój gatunek, ale zawsze chętnie podpatruję co warto przeczytać, bo w tych klimatach dobrze idnajduje się moja znajoma 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej sobie odpuszczę. Nie mój gatunek :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oho, to coś dla mnie! :) Na 100% będę czytać, bo baaaardzo lubię młodzieżowe fantasy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Troche sie boje w przypdku tego tytulu tego mlodziezowego "vibe'u". To czasem dziala dobrze, ale zwykle nie. :P Aczkolwiek jestem neutralnie do niej nastawiona. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć po tę książkę i przekonać się na własnej skórze :)

      Usuń
  11. Ja ostatnio jedyne co czytam, to książki do magisterki 😁🤷‍♀️

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, że juz prawie siegałam po te książke

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantasy owszem, ale nie młodzieżowe. Jakoś mi nie jest po drodze z bohaterami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A w porównaniu do serii Czarny mag Rachel A. Carter ta książka jest lepsza czy gorsza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, trudno mi ocenić... Inna na pewno. Bazują na innych motywach, choć obydwa znane, to jednak odmienne. Wydaje mi się jednak, że "Berło ziemi" urzekło mnie nieco mniej, natomiast obydwie serie przypadły mi do gustu :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza