„Instytut‟ – K. C. Archer [recenzja]

kc archer instytut recenzja
Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium.

Kiedy seria złych decyzji prowadzi Teddy do wpadki z policją, interweniuje tajemniczy nieznajomy. Zaprasza ją do złożenia podania do instytutu dla mediów, placówki ukrytej u wybrzeży San Francisco, gdzie studenci są szkoleni niczym pracownicy Delta Force: uczelnia ta jest konkurencyjna, bezwzględna i ściśle tajna. Studenci uczą się tam telepatii, telekinezy, umiejętności śledczych i taktyki SWAT. A jeśli przetrwają szkolenie, kontynuują służbę na najwyższych szczeblach władzy, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony Ameryki i świata.

Ale gdy Teddy czuje, że być może wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, zaczynają się dziać dziwne rzeczy: dochodzi do włamań, giną studenci i wiele więcej. Teddy przyjmuje niebezpieczną misję, która ostatecznie sprawi, że dziewczyna zacznie kwestionować wszystko – swoich wykładowców, rodzinę, a nawet samą siebie.

Widzicie opis, który mówi Wam o dziewczynie z kłopotami finansowymi. Teddy nagle dowiaduje się, że jest medium i trafia do Instytutu, w którym szkolone są osoby podobne do niej: medium, telepaci oraz inni. Nie wie jednak, że początek tej edukacji to również droga do odkrycia prawdy o jej pochodzeniu oraz możliwość zaangażowania się w o wiele poważniejszą sprawę wagi państwowej. I co Wy na to? Może myślicie sobie, że trochę sztampowe, że to już było, że takie książki dla młodzieży powstały już wcześniej. I może to prawda, ale K. C. Archer tworzy historię, która naprawdę wciąga.

Już od pierwszych stron można pozwolić sobie na porwanie losami Teddy. Dziewczyna ma wyjątkowe zdolności, które mają zostać wykorzystane w przyszłości do rozwiązywania spraw dla rządu. W czasie swojego szkolenia zawiera przyjaźnie, wchodzi w konflikty, rywalizuje z innymi uczniami oraz odkrywa prawdę o sobie. Archer nawet na samym początku książki, gdzie jeszcze niewiele się dzieje, utrzymuje tempo akcji. A dalej jest ono coraz szybsze, ponieważ bohaterowie pakują się w coraz większe kłopoty, a to z kolei niesie za sobą wciągające wydarzenia.

Nie mogę powiedzieć, że Instytut niesie za sobą wiele emocji. Nie miałam momentów strachu, obawy o losy bohaterów, radości czy smutku. Przyznaję jednak, że kilka razy pojawił się cień zaskoczenia oraz masa ciekawości. Archer wprowadza do historii wiele pytań, na które czytelnik dostaje jedynie skrawki odpowiedzi, co z kolei sprawia, że już dziś nie mogę się doczekać drugiego tomu.

Spodziewałam się jednak odskoczni od nastoletnich dramatów – bądź co bądź historia dotyczy bohaterów już dorosłych. Niestety ich zachowanie wcale nie wskazywało na dojrzałość, co było nieco frustrujące. Gdyby od razu osadzić historię w nieco (być może) sztampowym wieku nastoletnim, to niektóre decyzje byłyby bardziej racjonalne. Tymczasem uznano, że postacie będą osobami, które miały okazję studiować, uzyskać dyplomy, pracować na ważnych stanowiskach – a to z kolei niesie za sobą konieczność dodania im rozsądku. Niestety Archer przypisała im cechy nastolatków, co daje dość groteskowe połączenie.

Problem wśród bohaterów jest jeszcze większy. Po pierwsze, nikogo tak naprawdę dobrze nie poznajemy. K. C. Archer zasypuje nas imionami, nazwiskami i umiejętnościami bohaterów, jednak nie jest nam dane nikogo zrozumieć na tyle, by odczuwać do niego sympatię. Jedyna postać, która moim zdaniem była interesująca (Kate) pojawia się bardzo krótko, co również było dla mnie nielogicznym wyborem. Według mnie powinna mieć większe znaczenie w dalszej części historii, niż niektórzy z otoczenia Teddy (ale wtedy zapewne inne zabiegi autorki nie miałyby prawa bytu).

A po drugie, bohaterowie tworzą relacje zaledwie na papierze. Powiedziane nam jest, że dwie osoby się przyjaźnią, że dwie osoby się o siebie troszczą, jednak tak naprawdę na tych 460 stronach niewiele jest momentów, które potwierdzałyby, że między bohaterami utworzyły się jakieś głębsze relacje. Nie wspominając o dziwacznym wątku miłosnym, który w sumie jest, ale nie do końca i właściwie to nie jestem pewna, który bohater miał być tym docelowym i jaki sens miały niektóre rozwiązania związane z tym drugim. Krótko mówiąc: bohaterowie w tej książce leżą i kwiczą.

Jakość nadrabia jednak styl autorki, który jest całkiem przyjemny w odbiorze. Instytut czyta się bardzo szybko, wydarzenia się nie dłużą, opisy są przystępne, a dialogi naturalne (choć niektóre frazy nieco mi się gryzły, trudno mi jednak ocenić na podstawie egzemplarza recenzenckiego, czy dotarły one do oficjalnego druku, możliwe, że zostały poprawione przed oficjalną premierą). Generalnie niewiele mam w tej kwestii do zarzucenia, bo K. C. Archer zdaje się mieć dobry warsztat.

Podsumowując, fabularnie Instytut jest ciekawą książką, choć pod względem tematyki nie powiedziałabym, że szczególnie oryginalną. Mimo to autorka wodzi czytelnika za nos, a na koniec zostawia go z kilkoma pytaniami. Niestety bohaterowie wyszli naprawdę marnie, jednak liczę, że w drugim tomie ta kwestia ulegnie poprawie.
instytut kc archer cytat
Za egzemplarz dziękuję:

Komentarze

  1. Dokładnie tak myślałam, że bohaterowie będą się zachowywać jak nastolatki, choć są dorośli ;) Nakierowała mnie na to dość sztampowa fabuła, o której również mówisz. Utwierdziłam się, że dobrze zrobiłam rezygnując z niej.

    http://suomianne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak miałam nadzieję, że uda się to pogodzić. Niestety nie za bardzo to wyszło...

      Usuń
  2. Kurde, mam ją na półce i czeka w kolejce, ale trochę się boję tej sztuczności bohaterów, o której wspominasz. Jakby nie patrzeć, to bohaterowie zdobią historię... Chyba przełożę ją na "za jakiś czas". :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może Tobie się spodoba? Widziałam wiele bardzo pozytywnych opinii. Nigdy nie wiadomo, co, komu przypadnie do gustu :D

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości - bohaterowie są niedopracowani, tylko dynamika fabuły jest ok. No i główna linia konfliktu nieco podobna do tej z X-menów, jeszcze się okaże, czy to wada, czy zaleta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, było tam trochę motywów kojarzących się z X-Menami. Zobaczymy! Może okaże się to zaletą!

      Usuń
  4. Biorę pod uwagę spotkanie z książką, świadoma jestem pewnych niedociągnięć, ale dobrze odnajduję się w takich klimatach. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka ta jest na mojej liście do przeczytania. Mam jednak nadzieje, że sztuczność bohaterów nie zniechęci mnie w połowie czytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Posiadam ją i teraz się zastanawiam czy jednak warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już ją masz, to myślę, że warto chociaż spróbować. Najwyżej przerwiesz lekturę.

      Usuń
  7. Mam na półce więc już przeczytam... Ach, zawsze się pokuszę - a tutaj trzeba było zostać przy wydaniu ebook, jeśli się pojawi :D

    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spodoba Ci się bardziej niż mi. Miłej lektury!

      Usuń
  8. Faktycznie nie jest to oryginalna książka, ale ja cieszę się, że wpadła w moje ręce, bo naprawdę dobrze bawiłam się podczas czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli taki przeciętniak. Szkoda, bo nasłuchałam się zapowiedzi świetnej książki i miałam na nią duży apetyt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to kwestia indywidualna - dla mnie przeciętniak, ale wierzę, że wiele osób zwaliła ona z nóg. Wydaje mi się, że ja po prostu swego czasu naczytałam się za wiele podobnych książek i cierpię na przeyst.

      Usuń
  10. Dopiero co czytałam recenzję tej książki u Toukie :D Powiem to samo, co u niej - zaciekawiła mnie, ale długo po nią nie sięgnę, bo póki co mam ogromną ochotę na abdurdalne, kolorowe produkcje, a w książkach nagle kontynuuje stare serie, omijam wirusy, zombie, wampiry, cały paranormal, nawet kryminały mnie chwilowo nie cieszą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem! W tym układzie fakt, warto się na razie wstrzymać :D

      Usuń
  11. Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Początkowo zaciekawiła mnie ze względu na swoją fabułę, ale później gdy opowiedziałaś trochę więcej o bohaterach, to zostałam bardzo zniechęcona do lektury, bo jeśli nie polubię bohaterów, to szansa że spodoba mi się książka jest raczej niewielka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, bohaterowie bardzo dużo robią dla jakości książki :/

      Usuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza