Świąteczne tradycje blogerów [święta z blogerami]

świąteczne tradycje blogerów
Chyba każdy z nas ma choć jedną, malutką tradycję świąteczną. Niektóre są pozornie „typowe‟, inne z kolei całkowicie zakręcone i nietypowe. Spytałam więc znajomych blogerów popkulturalnych, jakie mają świąteczne tradycja!

Wigilia dla zabawek

Bajkonurek


Uwielbiam święta i jeśli kiedykolwiek się rozmnożę, zamierzam cały grudzień dręczyć moje dzieci robieniem pierniczków, ozdób na choinkę i wspólnym śpiewaniem kolęd (chyba że wcześniej wyrzucą mnie z domu – albo dadzą do zrozumienia, że wolą techno, nie będę nalegać). 

Sama jako dziecko wymyśliłam dodatkową świąteczną tradycję, w którą wciągnęłam młodszą siostrę – była to „Wigilia dla zabawek”. Ponieważ nie miałyśmy zwierząt, które w święta mogłyby przemówić ludzkim głosem, w wigilię przemawiały nasze zabawki – maskotki, lalki i figurki postaci z popkultury, które zbierały się na środku pokoju i wspólnie odgrywały rozmaite świąteczne scenki. Im starsze byłyśmy, tym bardziej nasze wigilie ewoluowały – w pewnym momencie przeradzając się w regularny musical ze spisanym w notesiku scenariuszem i świątecznymi piosenkami z playbacku, na który w ramach prezentu wręczałyśmy rodzicom bilety. Od paru (ekhm, nastu) lat nie mamy już niestety czasu na przedstawienia, ale kiedyś odkopię stare libretta i podeślę jakiemuś teatrowi muzycznemu – naprawdę szkoda, żeby się zmarnowały!
maskotki pod choinką

Bajeczny rewatch

Gosiarella


Chciałabym móc napisać, że mam masę uroczych tradycji, które od lat budują u mnie świąteczny klimat, jak choćby lepienie bałwana, ale jak wszyscy doskonale wiemy, ze śniegiem w Święta krucho. Kolędować nie lubię, bo ludzie od tego uciekają, a zwierzęta się zlatują (nie, nie jestem księżniczką Disneya, po prostu fałszuję na wysokich częstotliwościach). Choinkę kupiłam dopiero rok temu, więc trudno jednorazową zabawę uznać za tradycję. Czasami popełnię pierniczki, ale to raczej zbrodnia. W zasadzie jestem mało świąteczną osobą, która w sercu trzyma raczej Halloween, niż Gwiazdkę, która przeważnie wymaga od wszystkich dużo przygotowań, jeszcze więcej nerwów, a kończy się mało przyjemnym przejedzeniem, bo trzeba przyznać, że od uszek i barszczu czerwonego jestem wręcz uzależniona. Trochę ze mnie Grinch wyszedł, ale co to za Święta bez Grincha?!

Jest jednak coś, co regularnie od lat jest obowiązkowym elementem i sprawia, że pomimo wszystkiego powyższego Święta są bajeczne! Wspaniałe trio, na które czekam przez cały rok, jak dziecko na prezenty pod choinką. To trio to moje ukochane świąteczne animacje: Anastazja, Herkules i najnowsza w grupie Kraina Lodu. One zawsze zapewniają odpowiednią dawkę śniegu (wyjątek stanowi Herkules, ale umówmy się, że ulepienie z chmur Pegaza to prawie, jak lepienie bałwana). 

Oglądanie tych trzech tytułów, obowiązkowo w kigurumi i z kubkiem barszczu pod ręką, sprawia, że w tym magicznym okresie faktycznie czuję magię i znów czuję się, jak dzieciak. Zdecydowanie polecam wszystkim Grinchom!

kraina lodu

Nietypowa świąteczna słodkość

Mirabelka


Gdy Kulturalna meduza napisała do mnie w sprawie świąt z blogerami, byłam bardzo zaskoczona, ale jednocześnie – mam idealną małą, uroczą, bardzo specyficzną rodzinną świąteczną tradycję, którą chciałabym opisać. 

Nikt nie pamięta, w które święta się ona zaczęła ani dlaczego. Każdy w domu ma swoją wersję jej początków. Tylko dwie rzeczy się w tej historii nie zmieniają – że zainicjował ją mój tata i że istotną rolę spełniała w niej obecność śniegu na balkonie. Ale na czym ta tradycja polega? Otóż w każdą Wigilię przez cały dzień szykujemy galaretkę. Zwykłą kolorową galaretkę z torebek. Ktoś rano musi zapytać „Kiedy zaczniesz szykować galaretkę?” i trzeba zacząć to robić, aby była gotowa do zjedzenia po kolacji. Nie jest to żadna specjalna galaretka, ale jej robienie, mieszanie, pilnowanie, kiedy przygotowywać kolejne warstwy i gdy poprzednia stężała wystarczająco, aby nalać na nią kolejny kolor, zaskakująco mocno angażuje całą rodzinę. To też jedna z teorii powstania tej tradycji – aby nie przeszkadzać mamie i nie kręcić się po kuchni, mieliśmy pilnować tężenia galaretki na balkonie. I właśnie balkon! Oczywiście w lodówce w Wigilię nie ma miejsca na nic dodatkowego, a galaretka powinna tężeć w spokoju i chłodzie, więc specjalna sześciokąta misa (nie wydaje mi się, abyśmy przez te lata używali innej) z galaretką wystawiana była na balkon. Najlepiej prosto w świeży śnieg! 

Przygotowanie warstwowej galaretki nie jest w sumie niczym szczególnym – ale jakoś nikt nie zabiera się za robienie jej każdego innego dnia roku. W sumie nie wiemy też za bardzo, dlaczego to robienie galaretki tak się przyjęło, ale teraz nie wyobrażamy sobie Wigilii bez niej.
galaretka

Wyścigi w czytaniu

eM poleca


Przyznam szczerze, że musiałam się zastanowić nad tym, czy posiadam jakąkolwiek tradycję świąteczną. Nie to, żebym w ogóle ich nie miała, ale moja rodzina nie jest zbyt wymagająca jeśli o nie chodzi, więc trzymamy się raczej klasyki tradycji (jeśli można to tak nazwać). 

Jednak dotarło do mnie, że faktycznie coś takiego istnieje. Jak prawie każdy szanujący się mól książkowy, moja lista prezentów do Świętego Mikołaja nie byłaby kompletna bez książkowych pozycji. Biorąc pod uwagę to, że tytuły wskazuję wręcz palcem, Mikołaj (który nie lubi się przepracowywać) bardzo chętnie korzysta z pomysłów podanych na tacy i prawie co roku znajduję książkę (albo dwie) pod choinką, bo przecież wątpliwości nie ma, że byłam grzeczna. Po odpakowaniu prezentów, kiedy ostatnie okruszki makowca i sernika (dla sercznika zawsze musi być miejsce, nawet jeśli go nie ma!) odpadną, przychodzi moment, kiedy w końcu mogę zagłębić się w lekturze – najczęściej właśnie dopiero co otrzymanej. 

Ale to nie wszystko, bo biorąc pod uwagę, że moi rodzice również należą do osób, które bardzo lubią czytać, można powiedzieć, że robimy swego rodzaju świąteczne wyścigi w czytaniu książek (a przynajmniej tak uważa moja Mama, ale ja tego nie napisałam, gdyby ktoś pytał). Nagroda? Wspólne spędzanie czasu i wymienianie się opiniami na temat książek.
książka na święta

Świąteczne bingo

Kulturalna meduza


Kiedy zastanawiałam się nad tradycją świąteczną w moim domu, w pierwszej chwili przeszło mi przez myśl, że zawsze oglądamy Powrót do przyszłości. Potem, że w dzieciństwie dwukrotnie (i niechcący!) wypaliłam dziurę w obrusie. Moja mama zasugerowała zostawianie talerza dla dodatkowego gościa i niewstawanie od stołu w trakcie jedzenia. Takich drobnostek pojawiło się kilka, ale finalnie uznałam, że mamy pewną zabawną tradycję, która zasługuje na uwagę. 

Każdego roku spotykamy się przy wigilijnym stole w rodzinnym gronie. To z kolei stanowi podstawę do rozmów na przeróżne tematy. I widzicie... część z nich powtarza się co roku. W pewnym momencie, z nutą rozbawienia, zaczęłam odhaczać sobie zagadnienia, które już zostały poruszone i czekałam na moment, gdy zostanie podniesiony kolejny często pojawiający się temat. Ja zawsze spytam o to, który kawałek ryby ma mało ości, moja babcia zasugeruje tacie, żeby wziął kolejny kawałek, inna osoba zawsze wspomni o polityce (ale bez kłótni!), a dziadek zarzuci ciekawostką historyczną. Moja ciocia z babcią zawsze wspomną tradycje wigilijne ze swojego dzieciństwa, co doprowadzi do żywej dyskusji o przepisach. Tych tematów jest jeszcze więcej i nie sposób je wszystkie wymienić, a ich powtarzalność każdego roku wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Bo widzicie, to nie są te binga z memów, które wywołują frustrację, złość czy rozżalenie, bo rodzina wtrąca się do naszego życia niegrzecznymi pytaniami. To pewne stałe tematy, które nie doprowadzają do sporów, a raczej wywołują poczucie nostalgii. A ja z entuzjazmem sobie je odhaczam w głowie (bo na papierze i krzyczeć w środku Wigilii bingo! byłoby dziwnie). Dlatego z pewnym żalem przyjmuję, że w tym roku nasze grono będzie ograniczone, a wigilijne bingo nie zostanie przez to zrealizowane. Wierzę jednak, że rok postoju w tej tradycji nie wpłynie na nią negatywnie!
pierniczki
A jakie są Wasze świąteczne tradycje? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Nie bądź ukwiał, polajkuj Kulturalną meduzę na Facebooku i obdaruj miłością blogerki, które wzięły udział w świętach z blogerami!

Komentarze

  1. U mnie tradycyjnie ubiera się choinkę 23-24 grudnia i trochę się łapie za głowę, jak widzę je gdzieś na zdjęciach już początkiem grudnia. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to fajna tradycja :D Osobiście znam niewiele osób, które ubierają choinkę dopiero 24, ale uważam, że ma to urok!

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie mam żadnej świątecznej tradycji, bo dopiero to będą pierwsze święta Pomistrzowsku. Może w przyszłości coś ogarnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post. Muszę wypróbować świąteczną galaretkę: D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uroczy wpis ^^ zajrzę na niektóre blogi może któryś mnie zaciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie wpadnij do dziewczyn! Prowadzą świetne blogi :)

      Usuń
  5. Strasznie podoba mi się pomysł z galaretką. U mnie żadnych niestandardowych tradycji nie ma i trochę żałuję. Może czas żebym sama jakąś wprowadziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować! Może w przyszłości się uda! :D

      Usuń
  6. u nas nie ma tradycji oprócz oczywistych typu niektóre potrawy, opłatek, choinka itd., a szkoda,, jednak kiedyś stworzy się swoje tradycje co nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekaw tragiczne świąteczne. U mnie raczej nie ma żadnych niestandardowych tradycji.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może z czasem się pojawią :) A jeżeli nie, to te standardowe też są piękne.

      Usuń
  8. Świetny, interesujący wpis. Lubię czytać o takich nietypowych tradycjach innych. U mnie raczej takich nie ma, a jeśli już, to należałoby wymienić niezwykłą wręcz rutynowość mojej rodziny. Wszystko jest zaplanowane i z roku na rok takie same - nawet godziny się zgadzają, ale muszę przyznać, że bardzo to lubię haha.
    Pozdrawiam! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D O proszę! To fajna tradycja! Dobrze wiedzieć, że jest pewna stałość w tym okresie!

      Usuń
  9. W domu u rodziców, zawsze w wigilię było wieszanie jemioły. U siebie tego nie praktykuję. Nie lubię takich zbieraczy kurzu. Aczkolwiek z rozczuleniem wspominam wdrapywanie się na drabinę i chodzenie na czworakach po belkach, aby zawiesić wielką gałąź z białym kulkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe wspomnienie! Nawet jeżeli tego nie praktykujesz, widać, że dalej ta tradycja ma miejsce w Twoim sercu :D

      Usuń

Publikowanie komentarza

Copyright © Kulturalna meduza