„Królestwo Nikczemnych‟ – Kerri Maniscalco [recenzja]

królestwo nikczemnych recenzja
Emilia i jej siostra Vittoria są streghe – czarownicami ze starego rodu, którego korzenie sięgają samej Bogini Księżyca. Choć przede wszystkim pomagają w rodzinnej restauracji, ich spokojne życie wkrótce się zakończy. Na wyspie znaleziono już dwie rozszarpane młode dziewczyny, również streghe. Czy to kolejne ofiary lęku śmiertelników przed czarownicami? A może nonna miała rację i siedmiu Książąt Piekieł wróciło na Ziemię odzyskać tajemniczy dług krwi? Życie Emilii rozpadnie się na kawałki, gdy trzecią ofiarą okaże się być jej siostra, Vittoria.

Królestwo Nikczemnych to książka, o której najpierw było głośno na zagranicznym TikToku, a potem fascynacja tą powieścią zalała polskie konta twórców książkowych. Nic zatem dziwnego, że bardzo, bardzo chciałam przeczytać tę powieść. Nastawiłam się na świetną historię, którą utożsamiałam z wyjątkowymi, przyciągającymi oko fanartami. A po lekturze najkrócej mogłabym Królestwo Nikczemnych podsumować prostym: „meh‟.

Zacznę od mojej największej bolączki. Najbardziej frustrowało mnie nieustanne powtarzanie tych samych informacji. Nie zawsze były to kwestie wyjątkowo ważne dla fabuły. Widząc kolejne podkreślenie, że ricotta to słodki ser, miałam ochotę zacząć wyliczać, ja często to sformułowanie się powtarza. Nie inaczej jest w przypadku wątków bardziej istotnych dla zrozumienia fabuły. Niby dobrze, że autorka nie zostawia czytelnika z niedopowiedzeniami, ale obawiam się, że Maniscalco przedobrzyła w drugą stronę...

Mimo że wciąż czytamy o tym samym, a bohaterka dotyka różnych problemów w swoich rozważaniach, miałam poczucie, że jest nierozgarniętą osobą (a to z kolei działało mi na nerwy). Nieustająco wydawało mi się, że najbardziej kluczowych pytań nie zadaje, ponieważ... jest na to zbyt dumna? Cokolwiek stanowiło powód, byłam sfrustrowana, jak mocno unika niektórych pytań. Miało to bez wątpienia stanowić dźwignię do podkreślenia plot twistów, ale...

Plot twisty też nie wyszły. Dwa z kluczowych zwrotów akcji, do których powieść dąży, rozgryzłam niemal na początku. Ze znużeniem przyjęłam do wiadomości fakt, że miałam rację (a naprawdę tego nie chciałam, liczyłam, że Maniscalco mnie zaskoczy). To było bardzo rozczarowujące doświadczenie i mam nadzieję, że drugi tom będzie pod tym względem bardziej ekscytujący.

Bo w gruncie rzeczy to nie tak, że Królestwo Nikczemnych wcale mi się nie podobało. Uwielbiam magię, zatem motyw wiedźm oraz demonów bardzo przypadł mi do gustu. Ciekawiła mnie próba rozwiązania zagadki zabójstwa Vittori oraz relacja między Emilią a Panem Gniewu (nieustająco jednak bawiło mnie mówienie o nim per Pan Gniewu). Chętnie zobaczę dalszy rozwój wydarzeń, które rozpoczęły się w Królestwie Nikczemnych.

Natomiast warto wspomnieć, że moje zainteresowanie nie było natychmiastowe. Powieść rozwija się bardzo powoli. Tak naprawdę szczere zaintrygowanie poczułam po jakichś 40% powieści. Gdy jednak przyszło, z chęcią czytałam kolejne rozdziały, zastanawiając się, jakie jeszcze przeszkody zostaną postawione na drodze Emilii do zrozumienia tajemnicy śmierci bliźniaczki.

Podsumowując, Królestwo Nikczemnych okazało się nieco rozczarowujące. Liczyłam na porywającą powieść z bohaterami, których pokocham od pierwszych stron. Dostałam jednak powieść mierną. Chętnie sięgnę po kontynuację, ale nie mogę powiedzieć, abym była tak zachwycona jak wielu fanów tej powieści (a szkoda!).

W PIGUŁCE:
| fantastyka | magia | czarownice | demony | Włochy | XIX wiek |
królestwo nikczemnych cytat

Komentarze

  1. Mam w planach tę książkę, porównam wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego żmijca i demonicznego dzika chyba zapamiętam już na zawsze :D
    Tyle razy było to powtórzone! Też ciężko było mi się wkręcić w powieść i wciąż do niej wracać. Liczyłam, że relacja wiedźmy i Pana Gniewu to utrzyma na dobrym poziomie, ale za dużo było jednak tych rozważań. Bardzo liczę, że tom 2 pokaże potencjał tej serii!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Copyright © Kulturalna meduza